O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


czwartek, 28 kwietnia 2011

Polish Hot-Dog a la Żorż

Do wykonania tego arcypolskiego streetfooda potrzebujemy:
  • bułka do hot-doga lub swojski "paluch" - 1 szt
  • kaszanka cienka (długość nie może przekraczać długości bułki) - 1 szt (lub 2 mniejsze)
  • jogurt naturalny - 1 kubeczek
  • czosnek - 5 ząbków
  • koperek zielony - pół pęczka
  • cebula - 1 szt
  • ogórek zielony - 1 szt, sól, pieprz - do smaku

 Bułkę i kaszankę grillujemy. W międzyczasie robimy sos: do jogurtu wyciskamy czosnek, startego ogórka i posiekany koperek, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Cebulę kroimy w półtalarki. Zgrillowaną bułkę nacinamy wzdłuż, wykładamy cebulą, wkładamy ostrożnie kaszankę i polewamy sosem. Zdjęć nie posiadam, ponieważ ilekroć zrobię sobie tego hot-doga, zjadam go tak szybko, że dopiero po fakcie przypominam sobie o fotce :)

A tak przy okazji, parę słów o kaszance:
Kaszanka (kiszka, śl. krupniok) - wyrób wędliniarski z kaszy i krwi oraz podrobów: wątroba, płuca, skórki wieprzowe, tłuszcz. Podstawowe przyprawy to: cebula, pieprz, majeranek. Kaszankę w warunkach domowych wytwarza się głównie przy okazji świniobicia, kiedy jest dostępna świeża krew. Podroby te są koloru czarnofioletowego (od krwi i kaszy), mają najczęściej osłonkę z jelita. W zależności od regionu i producenta są grubsze lub cieńsze. Krupniok zazwyczaj ma kształt typowej kiełbasy grubości do 5 cm. Do wyrobu kaszanki używa się kaszy gryczanej lub jęczmiennej. Rozróżnia się też kaszankę pieczoną, jak i parzoną (gotowaną po napełnieniu). Wyrobem przypominającym kaszankę jest bułczanka (śl. żymlok), gdzie kasza zastąpiona jest miękiszem bułki. Kaszankę przypomina również kadrel, który składa się przede wszystkim z krwi i kawałków słoniny. Potrawą przypominającą kaszankę jest szewska kasza, zapiekana mieszanka mielonej śledziony i kaszy gryczanej (źródło: WIKIPEDIA).

czwartek, 21 kwietnia 2011

Polacy nie gęsi, czyli krótki szkic na temat polskiego street food. Część 2 – warszawskich (?) smaków czar.

Pytajnik w tytule wziął się stąd, że piszę dziś o dwóch smakołykach, jednym stricte warszawskim, drugim ogólnopolskim, ale przez warszawską ulicę rozsławionym. Zacznijmy od tego drugiego, czyli od pyz.
Ktoś może lubić befsztyki,
Ktoś inny de volaj
Kaczki, kurczaki, indyki
Drób dla jednych to raj,
Jak kto mi fondnie to proszę
Nie płacę, ale owszem zjem.
Choć ja tych łakoci, no nie znoszę
Co lubię odpowiem, bo wiem!
Dla mnie nie ma jak pyzy z bazaru
Pyzy ala Różycki to cud
A, że zna się na kuchni nasz naród
Wszyscy mówią te pyzy sam miód
Dla mnie bomba te pyzy z bazaru
Na stojaka je wtrajać nie wstyd
Do nich piwko z warszawskiego browaru
I już w dechę i dobra i git!
Ileż par butów i spodni!
Różności tysiąc sto!
Łapciuch stąd wyjdzie jak modniś,
Ale nie bawi mnie to.
Nie patrzę w te kramy jak gapa
I nikt nie mówi mi nic
Aż w pobliżu nagle ten zapach
Co nawet po nocach się śni!
I już czuję te pyzy z bazaru
Więc kupuję a w gębie sam miód
Już kolejka i młodzik i staruch
Bo na kuchni to zna się nasz lud
Na te pyzy nie szkoda gotówki
Jak cudownie parują no spójrz
Do nich dodaj dwa łyki z piersiówki
I cała Praga jest twoja i już!
Więc spróbujcie te pyzy z bazaru
Niech handlarka w słoiku wam da
A na deser walczyka z gitarą
I jest gites, jest wszystko jak trza!
Pyzy... Proste i smaczne danie sprzedawane na polskich ulicach od średniowiecza. Powyższa piosenka śpiewana przez Jaremę Stępowskiego i Kapelę Warszawską Stanisława Wielanka, wychwala pyzy z Bazaru Różyckiego, bazary bowiem są ostatnim miejscem, gdzie pyzy można nabyć i zjeść na świeżym powietrzu. Podaje się pyzy w restauracjach i jadłodajniach, ale tylko na bazarach można je zjeść idąc. Cóż w nich takiego jest, że nawet piosenki o nich śpiewają? Co to jest pyza właściwie, co ma takiego w sobie, że stała się bohaterką popularnej kiedyś bajki dla dzieci „Pyza na polskich dróżkach”? Zacznijmy od defnicji. Jak podaje Wikipedia: Pyzy – słowo używane najczęściej w liczbie mnogiej oznacza jeden z elementów potrawy, zwykle obiadowej. Sporządzane są w sposób charakterystyczny dla rejonu Polski. Według słowników i przepisów kuchni polskiej, składają się z tartych ziemniaków z dodatkiem mąki. Pyzy są nadziewane najczęściej farszem mięsnym lub grzybowym, ale można podawać je także bez farszu, kraszone smażoną słoniną, ewentualnie z dodatkiem cebuli.
W Wielkopolsce pyzami są nazywane pampuchy – kule z ciasta drożdżowego gotowane na parze.
Smaczna ta potrawa znana jest w Polsce od dawna, ale prawdziwą sławę zdobyła właśnie na bazarach. Łatwo było ją podać na gorąco, prosto z kotła, do jedzenia nie trzeba było używać dwóch sztućców, więc idealnie sprawdzała się jako danie jedzone „w biegu”. Znane w całej Polsce, rozsławione zostały przez w/w piosenkę i magiczne miejsce, jakim jest popularny Różyc, czyli Bazar Różyckiego. Można tu ciągle spotkać panie zawodzące „Pyyyyzy, gorące pyyyyzyyyyyy...”. Jeżeli spotkacie się z taką panią i skosztujecie pyz, zachęcam do podzielenia się wrażeniami, jeżeli to możliwe, również fotografią. Poniżej zamieszczam link do artykułu w Kurierze Lubelskim, gdzie podany jest też przepis na pyzy polskowolskie ;)
P.S. A podobno pyzami to Poznań słynie?

Acha, miało być jeszcze o „pańskiej skórce”. Pańska skórka − tradycyjny biało-różowy cukierek domowej roboty, zawijany w papierek i sprzedawany głównie w Warszawie m.in. przy cmentarzach podczas święta Wszystkich Świętych albo odpustów. W Krakowie podobną rolę spełnia miodek turecki.
Pańska skórka w tzw. Słowniku warszawskim z początku XX wieku figuruje jako panieńska skórka. Nazwa ta być może wywodzi się ze skojarzenia gładkości tego wyrobu z delikatnością skóry młodych kobiet.
Pańska skórka zbliżona jest formą do tureckich słodyczy rachatłukum i prawdopodobnie jest z nimi spokrewniona. W latach trzydziestych XX w. była jednym z najpopularniejszych dziecięcych przysmaków, sprzedawana wprost z koszy wszędzie - na rogach większych ulic, w parkach, na bazarach, przed kinami. Jak czytamy na portalu miastodzieci.pl, „dziś znajdziemy ten przysmak jedynie przy cmentarnych bramach lub na okolicznościowych jarmarkach - czasem, z rzadka, mignie na bazarze przy hali Mirowskiej lub na Starówce. Dawniej sprzedawcy przywozili smakołyk w dużych blokach i zależnie od życzenia klienta, odrąbywali odpowiedni kawałek siekierką. Niektórzy twierdzą, że pańska skórka wywodzi się z Pragi.”
Przyznam szczerze, że nigdy nie miałem okazji popróbować tego smakołyku, ale przy najbliższej bytności w stolicy na pewno poszukam i zrecenzuję. A może ktoś z Was miał okazję to jeść? Jakie są Wasze wrażenia? Czekam na Wasze maile z opiniami, zdjęciami, recenzjami i przepisami: misza67@gmail.com.


niedziela, 17 kwietnia 2011

Pojedynek na szosie - hot dogi

Wolicie hot dogi z Shella czy z BP? A może z innej stacji? Podzielcie swoją opinią - skąd, jaki i dlaczego ten.
pojedynek hot dogów

Hamburger a sprawa polska

Miało być o pyzach, ale okoliczności przyrody wymogły zmianę planów. Nabyłem otóż hamburgera. A właściwie "hamburgera". Czemu w cudzysłowiu? Ano, posłuchajcie. Było to tak: Od czasu do czasu wracając w nocy z knajpianych hulanek nabieram ochoty na bliskie spotkanie trzeciego stopnia z fast foodem. O ile są miejsca, które budzą we mnie miłe wspomnienia, to często są już one zamknięte lub  moja wrodzona skłonność do hazardu każe mi udać się  w miejsca roztaczające wokół siebie cmentarną woń rozkładu i niepokój rodem z horrorów klasy C. Tak też było w tym przypadku. Środek tygodnia, zmiana utartej zwyczajami trasy powrotu, pierwsza w nocy, niesamowita ochota na hamburgera. Byłem już blisko domu, kiedy na mej drodze wyrósł pawilonik z szyldem typu Mega XXL Hot Dog czynne 24 h. Miałem już okazję dwa razy zaznać tamtejszych specjałów, które nad ranem skutecznie czyściły mi żołądek i wrażliwość kubków smakowych oraz przekonywały, że człowiek człowiekowi wilkiem. Ale... Do trzech razy sztuka pomyślałem i wszedłem. Nie wzbudził mej czujności zapach przypominający złote czasy TAXI, kiedy w zimie przechodząc obok postoju taksówek czuło się smród przypalonych frytek (kto jeździł starymi mercedesami, wie o czym mówię). Nie przekonała mnie do odwrotu tablica z cenami, które nie zgadzają się z cenami faktycznymi (pani uprzejmie poinformowała mnie, że zapomniała napisać aktualne). Wzmocniona oparami 40% roztworu spirytusu mroczna część mojego JA oraz poczucie dziennikarskiego obowiązku kazały mi stanąć do walki z czymś, co w owym miejscu nazywa się hamburgerem. Różne już jadłem hamburgery, ale zwykle nie odbiegały od ustalonego standardu typu: bułka sezamowa, cieniutki kotlet odgrzany w mikrofalówce, ketchup, musztarda lub ersatzowaty sos łączący oba smaki, jakieś dodatki typu pocięta kapusta pekińska etc. Tym razem czekała mnie niespodzianka. Zamiast bułki sezamowej 1/4 gotowej buły typu pita, uczciwie powiem, że zgrillowana, kotlecik grubości 3 mm bez smaku, ersatzowaty sos i kilka dodatków, jak plasterek ogórka i kapusta pekińska. Nie dość, że małe toto, to jeszcze pozostawiło po sobie uczucie kamienia w żołądku i kompletny absmak, który drażnił jeszcze do południa. Byłem tak wstrząśnięty tym co otrzymałem za 5 zł, że nawet zdjęcia nie zrobiłem, a szkoda. Gdybym miał wroga, karmiłbym go właśnie tam i kazał mu jeszcze płacić. Przybytek ów znajduje się na kieleckiej Rogatce Krakowskiej, tuż obok skrzyżowania ul. JP II, Krakowskiej i Seminaryjskiej. Zdecydowanie odradzam, nawet, jeśli umieracie z głodu. Na odtrutkę podaję mój sposób na hamburgery do samodzielnego wykonania. Będą nam potrzebne:
mielona wołowina (lub ewentualnie mięso wieprzowo - wołowe) - ok. 200 g/osobę
ser żółty
papryka świeża, ogórek świeży i konserwowy, pomidor, sałata,
bułki duże (np. kajzerki),
musztarda, ketchup
pieprz, sól, papryka w proszku, czosnek, cebula
jajko
Ilość przypraw pozostawiam do indywidualnego dobrania, ale można przyjąć zasadę 1/4 łyżeczki na 200 g mięsa. Musztarda najlepsza albo rosyjska z Kamisa (uwaga, bardzo ostra!) albo dijon, ale może być każda.
Mięso mielimy i mieszamy z jajkiem, solą, pieprzem, wyciśniętym czosnkiem, musztardą, papryką w proszku i cebulą. Powinna nam wyjść zwarta masa, z której formujemy płaskie kotlety.

Kotlety smażymy na rogrzanym tłuszczu ok. 3 minuty z każdej strony, po czym układamy na blasze i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 150-175 stopni C i trzymamy tam ok. 5 minut.  Na każdym kotlecie układamy kawałek żółtego sera i trzymamy w piekarniku do rozpuszczenia sera.




W międzyczasie szykujemy resztę składników, czyli warzywa i bułki. Warzywa kroimy w plastry, bułki przekrawamy na pół i opiekamy na grillu lub w piekarniku. Spód każdej bułki smarujemy musztardą i układamy: sałatę, ogórki, pomidora, paprykę. Na to wszystko kładziemy kotleta z serem i przykrywamy górną połówką bułki, posmarowaną ketchupem. Teraz pozostaje nam już tylko ścisnąć bułę i wgryźć się w soczyste mięso i warzywa, a sosom pozwolić brudzić brodę i wszystko dookoła.


Tyle na dziś, następnym razem będzie o pyzach.

środa, 13 kwietnia 2011

A co Wy na to?

Też tak myślicie? ;)

Polacy nie gęsi, czyli krótki szkic na temat polskiego street food. Część 1.

Choć w Polsce nie ma obecnie takiej tradycji ulicznego jedzenia, jak chociażby w krajach śródziemnomorskich czy azjatyckich, gdzie na targach można dostać i zjeść dosłownie wszystko, to przecież nasze tradycje nie odbiegają tak znacząco od reszty świata. Fakt, z uwagi na klimat i ceny nie możemy konkurować z targami hiszpańskimi czy tajskimi, nasz street food ogranicza się w większości do podłych jakościowo fast foodów, ale polskie korzenie street food sięgają głęboko w średniowiecze. Już wtedy można było zjeść na ulicy, nie wchodząc do gospody, popularne do dzisiaj flaki, będące jedną z ulubionych potraw króla Władysława Jagiełły, bigos czy pyzy. Specjały te często sprzedawane były bezpośrednio na ulicy i tamże zjadane na miejscu. Nie wspominając o różnego rodzaju wypiekach, klasycznych czy słodkich, obecnych w kramach na targach czy bezpośrednio na ulicach miast.
W czasach realnego socjalizmu jedynym obok owoców street foodem były frytki i zapiekanki, ewentualnie kiełbasa smażona, które można było nabyć w specjalnych budkach. Nad morzem w tzw. sezonie obowiązkowym zakupem każdego wczasowicza były fish&chips, czyli smażona ryba z frytkami, podawane na tekturowym talerzyku. Można je było zjeść przy stoliku wystawionym obok smażalni, ale z uwagi na smród wielokrotnie „recyklingowanego” przez zapobiegliwych właściecieli smażalni oleju, większość wybierała wersję „walk & eat”. W latach 80-tych XX wieku coraz częściej zaczęły się pojawiać polskie „pizzerie”. Piszę pizzerie w cudzysłowiu, ponieważ wypieki te miały się do klasycznej włoskiej pizzy, jak maluch do mercedesa. Były to drożdżowe placki, wyglądające jak rozjechana buła, pokryte paciarą z pieczarek, polane keczupem, w wersji lux posypane startym żółtym serem. Piszę o nich dość pogardliwie, aczkolwiek np. w Kielcach bardzo długo działała taka „pizzeria”, gdzie ustawiały się kolejki, ponieważ robione tam „pizze” były nad wyraz smaczne, składniki świeże, a obsługa przyjemna.
Słodką wersją street food w Polsce były oczywiście lody i gofry. Ponieważ nie zniknęły z polskich ulic i każdy ich próbował, ograniczę się tylko do zanotowania tego faktu. Jako ciekawostkę podam natomiast wspomnienie Pana Mieczysława Kurzątkowskiego z Lublina, który w nagraniu dla Teatru NN, opowiadał o przedwojennych lodziarzach: Był lodziarz, który jeździł z wozkiem. Oczywiście to nie były lody takie jak dziś. To były lody robione i rozwożone w tych takich naczyniach blaszanych, takich cylindrycznych, nakrywanych.
Lod był naturalny, czyli w zimie rąbany w stawach, przechowywany potem z trocinami i ziemią i w lecie wydobywany. I wobec tego on był wykorzystywany zarowno w trakcie robienia lodow jak i rownież poźniej w tym lodzie te pojemniki umieszczone w wozku na dwoch kołkach z uchwytami do popychania tego wozka, to zazwyczaj były takie dwa pojemniki metalowe, bo tam były śmietankowe lody i dajmy na to owocowe, ktore były nakładane do wafelka. Było takie specjalne urządzenie blaszane, z takim cylinderkiem, że wkładało się na spod jeden wafelek okrągły, potem się na to nakładało lody, na to następny wafelek, potem wyciskało się do gory i wychodził taki lod do jedzenia. Tak. Albo do rożka też waflowego. I on wołał: Lody, lody, lody”.
pamiętam tylko ten krzyk, prawda, ktory bardzo tak ... ekscytował.” 

O ile przez lata widok człowieka jedzącego kanapkę na ulicy budził w Polsce mieszane uczucia, o tyle wraz z eksplozją wolności gospodarczej wysypały się na polskie ulice kulinarne nowinki w rodzaju hot-dogów, hamburgerów czy kebabów. Niestety, w większości wypadków poza nazwą niewiele mające wspólnego z oryginałami.
Tyle na dzisiaj, w kolejnych artykułach będę się starał przybliżyć poszczególne formy street foodu w Polsce, opisywał miejsca, gdzie takowe podają z krótką recenzją lokalu i potrawy. Zachęcam wszystkich do współpracy, stwórzmy wspólnie bazę polskiego street foodu! Jeżeli macie fajne przepisy na dania, które można jeść idąc, np. własną wersję hamburgera, również się podzielcie.
W następnym odcinku tej wstrząsającej historii przeczytacie m.in. o fenomenie i wielkim przeboju polskiego street food, czyli o pyzach oraz klasycznie warszawskiem słodkim street foodzie - „pańskiej skórce” .

Część 2.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Współpraca

Jadłeś/jadłaś street/fast food? Jakie są Twoje wrażenia? Opisz gdzie i co jadłeś/aś, oceń potrawę, lokal, jeżeli to możliwe podeślij zdjęcie. Jeśli uważasz, że warto było tam zjeść napisz dlaczego, jeżeli uważasz, że należy trzymać się od tego miejsca z dala, również napisz dlaczego. Interesują nas zarówno wózki z hot dogami, jak i sieciowe lokale fast food, pizzerie sprzedające pizzę " na kawałki" itp. A może chcesz się podzielić przepisem na street food, np. hamburgera lub kanapkę? Nasz mail: misza67@gmail.com

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Na dobry początek "polski doner kebab" ;)

Na pomysł wpadłem kiedyś podczas dyskusji nad fast foodami. Mając bigos pokażę pierwszy prawdziwie polski odpowiednik śmieciowego jedzenia :)
Potrzebujemy mieć:
Bułki - 1 szt. na osobę, najlepiej polskie kajzerki, wszak to polski "kebab"
Bigos
Bułkę nacinamy wzdłuż do ok. 2/3 długości, grillujemy lub opiekamy. Napełniamy gorącym bigosem i idziemy dumnie przez miasto drażniąc wszystkich pięknym zapachem.


Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...