O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 17 kwietnia 2011

Hamburger a sprawa polska

Miało być o pyzach, ale okoliczności przyrody wymogły zmianę planów. Nabyłem otóż hamburgera. A właściwie "hamburgera". Czemu w cudzysłowiu? Ano, posłuchajcie. Było to tak: Od czasu do czasu wracając w nocy z knajpianych hulanek nabieram ochoty na bliskie spotkanie trzeciego stopnia z fast foodem. O ile są miejsca, które budzą we mnie miłe wspomnienia, to często są już one zamknięte lub  moja wrodzona skłonność do hazardu każe mi udać się  w miejsca roztaczające wokół siebie cmentarną woń rozkładu i niepokój rodem z horrorów klasy C. Tak też było w tym przypadku. Środek tygodnia, zmiana utartej zwyczajami trasy powrotu, pierwsza w nocy, niesamowita ochota na hamburgera. Byłem już blisko domu, kiedy na mej drodze wyrósł pawilonik z szyldem typu Mega XXL Hot Dog czynne 24 h. Miałem już okazję dwa razy zaznać tamtejszych specjałów, które nad ranem skutecznie czyściły mi żołądek i wrażliwość kubków smakowych oraz przekonywały, że człowiek człowiekowi wilkiem. Ale... Do trzech razy sztuka pomyślałem i wszedłem. Nie wzbudził mej czujności zapach przypominający złote czasy TAXI, kiedy w zimie przechodząc obok postoju taksówek czuło się smród przypalonych frytek (kto jeździł starymi mercedesami, wie o czym mówię). Nie przekonała mnie do odwrotu tablica z cenami, które nie zgadzają się z cenami faktycznymi (pani uprzejmie poinformowała mnie, że zapomniała napisać aktualne). Wzmocniona oparami 40% roztworu spirytusu mroczna część mojego JA oraz poczucie dziennikarskiego obowiązku kazały mi stanąć do walki z czymś, co w owym miejscu nazywa się hamburgerem. Różne już jadłem hamburgery, ale zwykle nie odbiegały od ustalonego standardu typu: bułka sezamowa, cieniutki kotlet odgrzany w mikrofalówce, ketchup, musztarda lub ersatzowaty sos łączący oba smaki, jakieś dodatki typu pocięta kapusta pekińska etc. Tym razem czekała mnie niespodzianka. Zamiast bułki sezamowej 1/4 gotowej buły typu pita, uczciwie powiem, że zgrillowana, kotlecik grubości 3 mm bez smaku, ersatzowaty sos i kilka dodatków, jak plasterek ogórka i kapusta pekińska. Nie dość, że małe toto, to jeszcze pozostawiło po sobie uczucie kamienia w żołądku i kompletny absmak, który drażnił jeszcze do południa. Byłem tak wstrząśnięty tym co otrzymałem za 5 zł, że nawet zdjęcia nie zrobiłem, a szkoda. Gdybym miał wroga, karmiłbym go właśnie tam i kazał mu jeszcze płacić. Przybytek ów znajduje się na kieleckiej Rogatce Krakowskiej, tuż obok skrzyżowania ul. JP II, Krakowskiej i Seminaryjskiej. Zdecydowanie odradzam, nawet, jeśli umieracie z głodu. Na odtrutkę podaję mój sposób na hamburgery do samodzielnego wykonania. Będą nam potrzebne:
mielona wołowina (lub ewentualnie mięso wieprzowo - wołowe) - ok. 200 g/osobę
ser żółty
papryka świeża, ogórek świeży i konserwowy, pomidor, sałata,
bułki duże (np. kajzerki),
musztarda, ketchup
pieprz, sól, papryka w proszku, czosnek, cebula
jajko
Ilość przypraw pozostawiam do indywidualnego dobrania, ale można przyjąć zasadę 1/4 łyżeczki na 200 g mięsa. Musztarda najlepsza albo rosyjska z Kamisa (uwaga, bardzo ostra!) albo dijon, ale może być każda.
Mięso mielimy i mieszamy z jajkiem, solą, pieprzem, wyciśniętym czosnkiem, musztardą, papryką w proszku i cebulą. Powinna nam wyjść zwarta masa, z której formujemy płaskie kotlety.

Kotlety smażymy na rogrzanym tłuszczu ok. 3 minuty z każdej strony, po czym układamy na blasze i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 150-175 stopni C i trzymamy tam ok. 5 minut.  Na każdym kotlecie układamy kawałek żółtego sera i trzymamy w piekarniku do rozpuszczenia sera.




W międzyczasie szykujemy resztę składników, czyli warzywa i bułki. Warzywa kroimy w plastry, bułki przekrawamy na pół i opiekamy na grillu lub w piekarniku. Spód każdej bułki smarujemy musztardą i układamy: sałatę, ogórki, pomidora, paprykę. Na to wszystko kładziemy kotleta z serem i przykrywamy górną połówką bułki, posmarowaną ketchupem. Teraz pozostaje nam już tylko ścisnąć bułę i wgryźć się w soczyste mięso i warzywa, a sosom pozwolić brudzić brodę i wszystko dookoła.


Tyle na dziś, następnym razem będzie o pyzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...