O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 13 kwietnia 2011

Polacy nie gęsi, czyli krótki szkic na temat polskiego street food. Część 1.

Choć w Polsce nie ma obecnie takiej tradycji ulicznego jedzenia, jak chociażby w krajach śródziemnomorskich czy azjatyckich, gdzie na targach można dostać i zjeść dosłownie wszystko, to przecież nasze tradycje nie odbiegają tak znacząco od reszty świata. Fakt, z uwagi na klimat i ceny nie możemy konkurować z targami hiszpańskimi czy tajskimi, nasz street food ogranicza się w większości do podłych jakościowo fast foodów, ale polskie korzenie street food sięgają głęboko w średniowiecze. Już wtedy można było zjeść na ulicy, nie wchodząc do gospody, popularne do dzisiaj flaki, będące jedną z ulubionych potraw króla Władysława Jagiełły, bigos czy pyzy. Specjały te często sprzedawane były bezpośrednio na ulicy i tamże zjadane na miejscu. Nie wspominając o różnego rodzaju wypiekach, klasycznych czy słodkich, obecnych w kramach na targach czy bezpośrednio na ulicach miast.
W czasach realnego socjalizmu jedynym obok owoców street foodem były frytki i zapiekanki, ewentualnie kiełbasa smażona, które można było nabyć w specjalnych budkach. Nad morzem w tzw. sezonie obowiązkowym zakupem każdego wczasowicza były fish&chips, czyli smażona ryba z frytkami, podawane na tekturowym talerzyku. Można je było zjeść przy stoliku wystawionym obok smażalni, ale z uwagi na smród wielokrotnie „recyklingowanego” przez zapobiegliwych właściecieli smażalni oleju, większość wybierała wersję „walk & eat”. W latach 80-tych XX wieku coraz częściej zaczęły się pojawiać polskie „pizzerie”. Piszę pizzerie w cudzysłowiu, ponieważ wypieki te miały się do klasycznej włoskiej pizzy, jak maluch do mercedesa. Były to drożdżowe placki, wyglądające jak rozjechana buła, pokryte paciarą z pieczarek, polane keczupem, w wersji lux posypane startym żółtym serem. Piszę o nich dość pogardliwie, aczkolwiek np. w Kielcach bardzo długo działała taka „pizzeria”, gdzie ustawiały się kolejki, ponieważ robione tam „pizze” były nad wyraz smaczne, składniki świeże, a obsługa przyjemna.
Słodką wersją street food w Polsce były oczywiście lody i gofry. Ponieważ nie zniknęły z polskich ulic i każdy ich próbował, ograniczę się tylko do zanotowania tego faktu. Jako ciekawostkę podam natomiast wspomnienie Pana Mieczysława Kurzątkowskiego z Lublina, który w nagraniu dla Teatru NN, opowiadał o przedwojennych lodziarzach: Był lodziarz, który jeździł z wozkiem. Oczywiście to nie były lody takie jak dziś. To były lody robione i rozwożone w tych takich naczyniach blaszanych, takich cylindrycznych, nakrywanych.
Lod był naturalny, czyli w zimie rąbany w stawach, przechowywany potem z trocinami i ziemią i w lecie wydobywany. I wobec tego on był wykorzystywany zarowno w trakcie robienia lodow jak i rownież poźniej w tym lodzie te pojemniki umieszczone w wozku na dwoch kołkach z uchwytami do popychania tego wozka, to zazwyczaj były takie dwa pojemniki metalowe, bo tam były śmietankowe lody i dajmy na to owocowe, ktore były nakładane do wafelka. Było takie specjalne urządzenie blaszane, z takim cylinderkiem, że wkładało się na spod jeden wafelek okrągły, potem się na to nakładało lody, na to następny wafelek, potem wyciskało się do gory i wychodził taki lod do jedzenia. Tak. Albo do rożka też waflowego. I on wołał: Lody, lody, lody”.
pamiętam tylko ten krzyk, prawda, ktory bardzo tak ... ekscytował.” 

O ile przez lata widok człowieka jedzącego kanapkę na ulicy budził w Polsce mieszane uczucia, o tyle wraz z eksplozją wolności gospodarczej wysypały się na polskie ulice kulinarne nowinki w rodzaju hot-dogów, hamburgerów czy kebabów. Niestety, w większości wypadków poza nazwą niewiele mające wspólnego z oryginałami.
Tyle na dzisiaj, w kolejnych artykułach będę się starał przybliżyć poszczególne formy street foodu w Polsce, opisywał miejsca, gdzie takowe podają z krótką recenzją lokalu i potrawy. Zachęcam wszystkich do współpracy, stwórzmy wspólnie bazę polskiego street foodu! Jeżeli macie fajne przepisy na dania, które można jeść idąc, np. własną wersję hamburgera, również się podzielcie.
W następnym odcinku tej wstrząsającej historii przeczytacie m.in. o fenomenie i wielkim przeboju polskiego street food, czyli o pyzach oraz klasycznie warszawskiem słodkim street foodzie - „pańskiej skórce” .

Część 2.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...