O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


poniedziałek, 18 lipca 2011

Dziwne kebabu przypadki, czyli jak szybko zejść na psy

Żytnia. Który Kielczanin nie zna tej ulicy? Jeden z głównych punktów strategicznych miasta, jeden z najsłynniejszych punktów z fast-foodem. Ileż to czasu spędziło się w kolejkach za czasów studenckiego życia? Ileż to ciarek przeszło po plecach w środku nocy, gdzie całe mocno podchmielone towarzystwo obleśnie patrzy na jedną, dwie kobiety stojące gdzieś na końcu kolejki? Ile peanów, pieśni pochwalnych i innego rodzaju zachwytów na temat jedzenia z Żytniej słyszałam, to nawet nie zliczę. Wiele razy budziła się we mnie ochota na kebab stamtąd właśnie. Żaden inny, nigdzie indziej. Żytnia i już. Mnóstwo razy, bladym świtem, z moim ówczesnym towarzyszem niedoli wracaliśmy skądś tam i ów kebab był naszym obowiązkowym przystankiem. Było naprawdę pysznie.
Do pewnego momentu, w którym po drugiej stronie ulicy otworzono identyczną budkę, a obie podciągnięto pod szyld CeZet Baru. Wtedy właśnie zmieniło się więcej, niż tylko nazwa, choć nadal kebab z Żytniej był nr 1 dla wielu.
Ostatnimi czasy jednak, ów przybytek został przeze mnie zapomniany, pomijany, bądź po prostu nie było mi po drodze, tym bardziej, że w bliższym sąsiedztwie odkryłam kilka fajnych, smacznych punktów z jedzonkiem.
Jednak kilka dni temu, z okazji soboty, postanowiłyśmy z przyjaciółką odwiedzić naszego znajomego na Czarnowie. Ja w celu spożycia, Ona w celu bycia. W pewnej chwili, jak to na Ciężarną przystało, stwierdziła, że ma ochotę na kebab. I ta myśl zaczęła kiełkować we mnie, z każdym kolejnym drinkiem coraz bardziej intensywnie.
Żytnia niedaleko, zatem po skończonych pogaduchach udałyśmy się obie do dawno nie odwiedzanego przybytku. Ja w celu zaspokojenia głodu poalkoholowego, Ciężarna w celu zaspokojenia zachcianki. Wybór padł na tortillę, 10 zł sztuka. Już mi ślinka ciekła na samo wspomnienie tamtego dawnego smaku i... ZONK!
Dostałysmy pachnące, gorące zawiniątko, siadłyśmy na ławce obok budki i zaczął się mój horror...Przy tym, co przeżyłam Hitchcock może się schować...
Naleśnik (jedyny pozytyw całego jedzenia) gruby, solidnie przypieczony. W środku mięso drobiowe, dziwnie przyprawione, tłustawe, ale jemy dalej. Pekińska, ogórek marynowany, ni to kiszony, ni konserwowy (jeśli ktoś kojarzy sałatki w słoikach, takie z ogórkiem, papryką, marchewką i czymś tam jeszcze w zalewie, to właśnie tak samkował ten ogórek)... Do tego zupełnie nie pasujące, standardowe sosy: czerwony i majonezowo-czosnkowy. Po prostu koniec żartów. Gdzie jest pomidor, ogórek świeży? Gdzie kukurydza, cebula, gdzie, ja się pytam, gdzie to wszystko jest???
Zjadłyśmy, bo w końcu ja zaspokoiłam swój głód poalkoholowy, Ciężarna zachciankę, więc niby wszystko w porządku, ale niesmak i dziwnie złe wrażenie po Żytniej pozostanie na długo. Nie wiem czy to wina pracującej tam pani, czy inny czynnik, nie zamierzam tego sprawdzać i przybytek ów będę omijać szerokim łukiem jeszcze bardzo długo.Na szczęście nie było żadnych sensacji, może to zasługa wódki z colą, a może nie, ale na samo wspomnienie tej pseudotortilli przechodzą mnie dreszcze. I bynajmniej nie są one przyjemne.

2 komentarze:

  1. Czyli liczba miejsc w Kielcach, gdzie można zjeść przyzwoity fast food drastycznie się kurczy :/ Pamiętam, że mieli tam kiedyś dobrą pitę, ale widzę, że już nie będę próbował.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko było pyszne... Jakieś dwa i pół miesiąca temu też tam zjadłyśmy przypadkiem i było bardzo smacznie. Nie wiem, czemu teraz tak się stało. Odczekam jakiś czas i może jeszcze raz spróbuję zjeść. jeśli będzie ok, to dobrze, jeśli nie - nigdy więcej tam nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...