O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 21 sierpnia 2011

Chcieliśmy sobie zrobić dobrze na trasie. Nie udało się trafić w odpowiedni punkt.

Pewnie nie każdy z nas to zna, ale jak sądzę znajdzie się wielu, którzy czytając uśmiechną się pod nosem do własnych wspomnień. Godzina trzecia w nocy, budzik wyje, ciemno, zimno... ech. Siostra wybiera się zacząć nowe życie gdzieś w Anglii, a kierowca, który ma dostarczyć ją na lotnisko ma jakąś robotę, więc startujemy w środku nocy.
Na stole zostawiam niedopitą kawę i nadzieję na jakieś śniadanie. Jedziemy. Od samego startu wszyscy troje myślimy o kawie, jednak rozmowa, muzyka i prawie czysta droga odciągają nas od kolejnych stacji z myślą, że postój zrobimy na nastepnej. W końcu zatrzymujemy się na przedmieściach Krakowa, na stacji Bliska z nadzieją na kawę i coś ciepłego. Jednak spotyka nas pierwsze rozczarowanie, hot dogi wydawane są od godziny siódmej, a my byliśmy na stacji kilka minut po szóstej. Musimy się więc zadowolić gorącą kawą i 7day'sem. Kawa lurowata, niedobra, jednak nie wydziwiamy, bo kawa to kawa. Jedziemy dalej.
Po kilku perypetiach docieramy na lotnisko, ważymy bagaż, krótkie pożegnanie i siostra odprawiona. My musimy wrócić jeszcze do Kielc.
Przy wyjeździe z Krakowa mijamy stację Bp i myśl o hotdogu powraca jak widmo. Jedziemy dalej. Szybka jazda, znów muzyka, jednak głód krzyczy coraz głośniej. W końcu zajeżdżamy na stację Bp, ja zamawiam hamburgera, kierowca cheesburgera i jeszcze wspólnymi siłami postanowiliśmy zmęczyć hotdoga francuskiego.
W tym momencie potwierdziły się słowa Żorża, który przestrzegał, aby stacje nie oznakowane szyldem WildBean Cafe omijać jak najszerszym łukiem.
O ja nieszczęsna!
Hamburgera dostałam od razu, jakby na mnie czekał. To była największa porażka mojego życia i w porównaniu z nim, do końca życia wolałabym jeść tortillę z Żytniej albo Smaczka. Bułka była duża, fakt, ale była też gumiasta, napompowana sztucznością, a coś co miało udawać mięso było zielonkawej barwy i smakowało jak trawa. Do tego pomiędzy bułką a mięsem znajdowały się skóry(!) z pomidora, papryka konserwowa, chyba po terminie ważności i sałatka bliżej nieokreślona, wszystko w ilościach śladowych. Żadnego sosu, a ta przyjemność kosztowała mnie 6zł 10gr. Cheesburger kierowcy wcale nie prezentował się lepiej, a kosztował 30gr więcej.
Nie dość, że czekaliśmy na niego dosyć długo, bo około 10 minut, to również był zimny (pani w tym czasie zmieniała rolki w kasie fiskalenj i wyszła zapalić). Całość była podobna do mojej, z tym, że znajdował się tam jeszcze jakiś mały glucik, który, jeśli się uważnie przyjrzeć, mógł przypominać plaster sera. Wszystko suche i bez sosów, bez żadnego sosu!
Zatem na koniec hot dog. Oboje wykończeni jazdą, brakiem snu i tym okropnym jedzeniem pokładaliśmy w nim ostatnią nadzieję. Jednak i tu spotkało nas srogie rozczarowanie. Bułka (a jakże!) zimna, czerstwa, parówka grilla chyba na oczy nie ujrzała i sos, który wizualnie był podobny do keczupu, jednak keczupowi to on mógł jedynie buty wiązać. I ów hotdog kosztował całe 4 złote.
Aż baliśmy się to ruszyć. I baliśmy się również zamówić kawę, więc rzuciliśmy się łapczywie na Pepsi, bo kofeina, poza tym Pepsi słynie ze swoich właściwości odkażających.
Uff... dobra, ruszamy dalej, do domu. Koszmar to mało powiedziane, to co nas spotkało na owej stacji, to była maskara w najczystszej postaci. Niestety tym razem nie obyło się bez odchorowania. Kiedy pojawiłam się u mamy, rozmawiała ze mną przez drzwi od łazienki...i nawet hektolitry Pepsi nie pomogły...
Kierowca zeznał, że też było mu bardzo źle.
Na sercu, żołądku i duszy...
Jedyne czego żałuję, to że nie zarejestrowałam nazwy miejscowości, w której znajduje się rzeczona stacja Bp. I ciarki mnie przechodzą, bo w menu widziałam również flaczki, schabowego i kilka pozycji czysto knajpianych, nie fastfoodowych.. Bosch, jak oni to robią, co muszą przeżywać ci biedni kierowcy, którzy tam trafiają?
Strzeżcie się stacji Bp na trasie Kraków-Kielce, po stronie pasa jadących do Kielc, za wzniesiem, bliżej Jędrzejowa. Stacja nie jest oznakowana szyldem WildBean Cafe, więc jeśli już musicie się tam zatrzymać, to tankujcie, korzystajcie z toalety, kupujcie papierosy, czy coś tam, ale broń Boże nie jedzcie tam!!!

P.S. jak mówi stare przysłowie, do trzech razy sztuka. Moje trzy koszmary juz były, a teraz przyszedł brat i idziemy na tortillę do Troya. :) Zatem jutro kolejna recka.

2 komentarze:

  1. No tak... Faktycznie szkoda, że nie pamietasz gdzie to było... Współczuję serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Michał, nie chcę pamiętać, takie rzeczy tylko ku przestrodze. Ale kto chce, ten się dowie/zorientuje, bo w pewnym momencie, za Książem tych stacji jest coraz mniej, są rzadziej, więc po moim opisie, naprawdę ciężko będzie ją pomylić z inną. Wejście jest na dwie strony - po jednej stacja, po drugiej bar, a na środku WC. Więcej grzechów nie pamiętam. Jutro recka z Troya, wynagrodziłam sobie krzywdy... :)

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...