O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


sobota, 27 sierpnia 2011

Znów prawie mi było dobrze. Jednak prawie, a różnica była zasadnicza.

Dziś, jako, że sobota i upał, postanowiłam wybrać się do dawno nie odwiedzanych znajomych w Daleszycach.
A, że z okazji soboty i w dodatku wakacyjnej komunikacja jest dość ograniczona (autobus rzadziej niż raz na godzinę, a busów prawie wcale), postanowiłam poczekać na jednego z owych znajomych i bezczelnie zabrać się z nim, kiedy będzie wracał z pracy.
Wszystko dogadane, czekam więc powoli wytapiając się na słońcu. Kolega ów, po kilku godzinach pracy był głodny, a ja - jako, że mogę nie jeść cały dzień pod warunkiem, że siedzę w domu, a zaraz po wyjściu zasysa mnie i muszę coś przegryźć - również przystałam na jakiś fast food.
On jest fanem kebabu na Kościuszki, ale z powodu upału i korków postanowiliśmy zjeść coś bliżej stacji docelowej.
Zatem po dojechaniu do Daleszyc odwiedzamy zacny przybytek, o jakże sugestywnej nazwie PIZZA DALLAS.
Z tego co wiem, w tamtym rejonie, czyli w Daleszycach i najbliższej okolicy funkcjonują dosłownie dwa takie lokale, z czego nazwa drugiego wyleciała mi z głowy. W Pizzy Dallas oprócz pizzy można dostać, jak na rasowy fast food przystało, kebab, hamburger, cheesburger, tortillę, frytki, gyros nawet i jeszcze kilka dań typowo obiadowych, m. in. barszcz czerwony, pierogi, itp.
W Pizzy Dallas jadłam już kiedyś, może dwa lata temu, gdy jechałam do owych znajomych z siostrą. Z tamtej wizyty mam tylko mgliste wspomnienie strasznej bułki kebabowej, której po prostu nie dało się zjeść.
Postanowiłam dać lokalowi kolejną szansę, jako, że sporo czasu minęło dziarskim krokiem przekroczyliśmy z kolegą próg.
Za ladą zamiast pani, która tam była zawsze (lokal jest na mojej stałej strasie między przystankiem a domem znajomych), o dziwo chłopak. Młody chłopak, który wyglądał, jakby dopiero co zakończył uliczną bójkę, oczywiście przegrywając ją. Zdziwiłam się trochę, ale jak to na wsi, każdy każdego zna (przepraszam, Daleszyce są miastem, przynajmniej, albo jedynie formalnie), kolega rzekł, że nie mam się co bać i sam zaczął już zamawiać, więc i ja nie zrażona proszę o małą tortillę. Tak, jakoś od pewnego czasu nie istnieje dla mnie kebab w bułce, tortilla natomiast - mmm.
W lokalu tym, jak nigdzie indziej oprócz kebabu, również tortilla ma dwa rozmiary. Duża, lub jak kto woli standard, to taka, którą wszyscy znamy z lokali, w których zdarzy nam się stołować, normalna. Natomiast mała, to mniej więcej 2/3 tej dużej.
W Dallas duża kosztuje 12 zł, mała natomiast 9. Ponieważ w planach, jednak bliżej nie określonych czasowo był grill, stwierdziłam, że mała mi wystarczy na zapchanie się, bo zasysało mnie już przeogromnie.
Więc czekam. Kolega dostał swój kekbab w fuj bułce, która przez pewien czas śniła mi się jak Buka z Muminków, jednak to było dawno i terapia przyniosła zamierzony skutek.
Jedynym wspomnieniem tamtej targedii jest moje przekonanie do tortilli, naprawdę, bułek unikam, chyba podświadomie właśnie od tamtego czasu., kiedy nieopatrznie zjadłam w Dallas kebab w bułce.
Po chwili dostałam swoją tortillę. Ciasto - naleśnikowe, tylko grubsze, dobrze opieczone. Mięso wołowe, dobrze zgrillowane, ciepłe, mocno przyprawione papryką i curry oraz mieszanką do grilla.
Jako surówki wystąpiły: kapusta pekińska, pomidor, ogórek świeży, ogórek konserwowy, kukurydza i marchewka.
Tak, pierwszy raz z marchewką w kebabie spotkałam się właśnie w Dallas. Wszystko w zalewie a la sos vinegret, do tego standardowe sosy - czosnkowo-majonezowy i czerwony pikantny.* Stwierdzam, że było to zjadliwe.
Co prawda, jadałam już lepiej, ale i gorzej też. A tu nawet nie musiałam spijać hektolitrów Pepsi, aby uniknąć sensacji żołądkowych.
Całość komponowała się całkiem apetycznie i przede wszystkim jedzenie, jak i mięso były świeże. Wiem to z pierwszej ręki, ale to historia nie na tego bloga.
Oczywiście o gustach się nie rozmawia, jednak ja stwierdzam, że w lokalu PIZZA DALLAS, tuż przy rynku w Daleszycach, patrząc w stronę kościoła, można zaspokoić głód.
Jednak wybrednym smakoszom nie polecam, ponieważ sama mam co do tego przybytku dosyć mieszane uczucia.


* Mianem sos czerwony pikantny/ łagodny, bądź jakikolwiek inny, określam zawsze sos bliżej niezidentyfikowanej maści, który bywa raz smaczny, raz nie, jednak keczupem nie jest, sosem pomidorowym (takim, jakie znamy jako sosy do pizzy) również nie. Jednakowoż czerwony sos miewa różną konsystencję, w zależności od lokalu, smak (j.w.) i tak samo działa na żołądek - te, w lokalach o pewnej renomie są strawne, jednak w miejscach niepewnych, sam sos może przyprawić o rozstrój żołądka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...