O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


piątek, 23 września 2011

Wspomnień czar i kubeł zimnej wody czyli po staremu, po nowemu, inaczej.

Kolejny dzień, kolejne sprawy.
Z tą samą kumpelką, co w poprzednim poście, zestresowaną dodatkowo sprawami uczelnianymi, znów jak te dwa krążowniki snułyśmy się po Sienkiewce, aż dopadł nas stary znajomy głodzio. Ponieważ byłyśmy pod uczelnią, naszło nas na wspomnienia i chciałyśmy przypomnieć sobie stare czasy, kiedy to w Strefie Chili spędzałyśmy przerwy w zajęciach, bądź okienka, itp.
Dla mnie te wspomnienia sięgają znacznie dalej, kiedy jeszcze otwarta była Dziurka pod teatrem Żeromskiego, a ja wraz z moimi znajomymi często tam bywałam, zdarzało nam się wylecieć na przeciwko po coś do jedzenia.
Śmieję się, ale ze Strefą Chilli byłam sentymentalnie związana, podobnie jak z lokalem na Żytniej.
Piszę byłam, ponieważ to co zobaczyłam ostatnio, skutecznie mnie wyleczyło ze wszystkich sentymentów.
Skusiłyśmy się na kebab standard za 9zł/szt. Tak, ja zjadłam kebab w bułce. Po chyba dwóch czy nawet trzech latach unikania tegoż. I szczerze powiedziawszy przypomniałam sobie, dlaczego nie jadam kebabu w bułce.
Po pierwsze - Ramzes umarł, Kryzys żyje, więc mimo podniesienia cen, porcje się skurczyły. Kiedy dostałam swój kebab standard, patrząc na niego doszłam do wniosku, że cheeseburger w Sułtanie jest większy.
W sumie można go było zjeść bez widelca.
Mięso drobiowe, odgrzewane w mikrofali, ale dobrze przyprawione.
Dodatki to ogórek, pomidor, ogórek konserwowy i cebula, czyli nic nadzwyczajnego, ale całość w miarę uratowały pyszne sosy.
Czosnkowy i czerwony ostry, najprawdopodobniej robione, nie kupne wręcz mnie urzekły.
A mięso z tymi sosami i warzywami, jak sugerował Żorż w innym lokalu z pewnością lepiej zgrałyby się na frytkach.
W sumie pierwszy głód zaspokoiłyśmy, ale pozostał jakiś niedosyt.
Kebab w Strefie Chilli to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Za to wiem, że mieli tam pyszną quasadię, kiedyś jadłam, nie wiem jak jest teraz, może tam wrócę niedługo, żeby sobie przypomnieć.
Póki co zostawiam sprawę Strefy Chilli otwartą, jednak kebabu już tam nie zjem na pewno.

1 komentarz:

  1. Ja się chyba kiedyś skuszę na te mechikano żarełko, ale pierwej zapiekanki 70 cm w Biesiadowie muszę obczaić

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...