O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 30 października 2011

Jak dobrze wydać 5 złotych, czyli zapiekanka w Grillroom'ie.

Miała Marika rację. Zapiekanki w Grillroomie to naprawdę fast foodowa pierwsza liga. Cóż można dodać do tego, co Marika opisała? Zapiekanka w wersji podstawowej kosztuje 4 zł. Jest to pół bagietki pokrytej grzybami i serem. Za 1 zł można dobrać 1 składnik extra. Ja zdecydowałem się na salami i zgodnie z moim życzeniem cała zapiekanka została pokryta od góry półplasterkami salami. Potem zapiekanka wylądowała w piecu, gdzie nabrała zewnętrznej chrupkości i wewnętrznego ciepła i miękkości. Ideał. Do tego sosy, które samemu się dawkuje, bardzo smaczne sosy chciałbym dodać, w wersji hot, mieszanej i/lub łagodnej. Dodając do tego super miłą i kompetentną obsługę, mamy miejsce, gdzie kupując fast fooda na pewno się nie zawiedziemy. A ja zamierzam niebawem przetestować tamtejszą wersję hamburgera, czyli grillroomową kanapkę z kotletem. Polecam Wam Grillroom, bo naprawdę warto.

wtorek, 18 października 2011

piątek, 14 października 2011

Egzotycznie i smacznie, czyli rzecz o zapieknakach

Kilka dni temu, zmierzając z mężem do CKMu na piwo po ciężkim dniu, przechodziliśmy obok Grillroomu Jaffa, a że była już pora obiadowa, zaszłam zobaczyć jak to wygląda po zmianach. Ponieważ nie byłam jakoś bardzo głodna, zdecydowałam się na zapiekankę.
Kosztuje ona 4 zł, plus 1zł za wybrany dodatek: ananas, salami, bekon i jeszcze kilka innych. Wybrałam więc ananasa, zapłaciłam i czekam.
Pani wrzuciła bagietkę do pieca, na niej standardowo grzyby z cebulką, duży plaster sera.
Po wyjęciu ułożyła ananasa i zapytała o sos. Wybrałam keczup, wyszłam, zaczęłam zajadać. Zapiekanka nie dość, że spora, była wręcz przepyszna.
Grzyby idealnie zblanszowane z cebulką, roztopiony ser i ananas to zaskakująco dobre połączenie. Bagietka chrupiąca, jedyne moje zastrzeżenie jest takie, że była zbyt krótko podgrzana, bo zaraz po wyjściu z lokalu zrobiła się zimna. Choć z drugiej strony może to też być winą panującej aury...
Ale - co zaskakujące wcale nie była gumowata i bezpłciowa. W sumie ta zapiekanka zastąpiła mi obiad, gdyż kiedy ją zjadłam, nie miałam już miejsca na nic.
I wiem, że wrócę tam przetestować inne dodatki.
Żorż, bez strachu możesz jeść! :)

Osama vs Obama, czyli i tak przegrywa klient

Zachciało mi się zapiekanki. Nawet bardzo mi się zachciało. Więc powędrowałem do Jaffa Grillroom na Rynku. Było już późno i okazało się, że zapiekanek brakło. No nic, myślę sobie, widać los chce, abym przetestował coś nowego. Przypomniało mi się, że rzut beretem, na Bodzentyńskiej jest lokal Osama vs Obama, w którym jeszcze nic nie jadłem. Poszedłem więc tam. Patrzę na menu i decyduję się na dużą pitę z baraniną za 11 zł. I tu zonk. Podaję za Wikipedią: Pita - okrągłe, pszenne, płaskie placki (...)podczas pieczenia pęcznieją, tworząc naturalną kieszonkę na farsz. Więc pamiętajcie: zamawiając w O vs O pitę dostaniecie... (podaję za Wikipedią) w kuchni meksykańskiej - rodzaj płaskiego, okrągłego placka (...) z mąki kukurydzianej albo pszennej(...), czyli tortillę. I nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby taka nazwa widniała w menu. No nic. Patrzę więc, jak ową pitę-tortillę mi przyrządzą. Naleśnik wylądował na krótką chwilę na grillu, zbyt krótką moim zdaniem, tym bardziej, że w lokalu nie było nikogo poza mną i śpieszyć się nie trzeba było. Na podgrzanym naleśniku wylądowały: sałatki (dużo), mięso (mało!) i sosy (dużo). Tutaj mała dygresja - olbrzymi naleśnik, wszędzie w takim wypadku mięso podaje się dwa razy, tutaj raz. Nasunęło mi się skojarzenie z "mega" hamburgerami. Po "napełnieniu" i zawinięciu naleśnika oraz opakowaniu go w folię alu, wrzucono go jeszcze na chwilę na grilla i... gotowe, good bye. Wyszedłem, odwinąłem i zacząłem jeść. W takich chwilach zbiera mi się na filozofowanie. Wiecie, kiedy człowiek uczy się pokory? Kiedy może porównać. Byłem średnio zadowolony z tortilli w Troyu, ale stwierdzam uczciwie, że Troyowa  jest lata świetlne do przodu - więcej, cieplej, smaczniej. Sosy w O vs O są dobre, ale przy tak małej ilości mięsa zdecydowanie zdominowały smak. I co z tego, że naleśnik był duży? Mają tam jeszcze porcje mega, być może wtedy tortilla jest pełna. Ale za 11 zł zdecydowanie wybieram tortille gdzie indziej. I nawet baranina nie pomogła, bo słabo była wyczuwalna. Szkoda, bo miejsce fajne i potencjał duży. Ale póki co, raczej powstrzymam się z próbowaniem innych specjałów.

wtorek, 11 października 2011

Tak wiele za tak niewiele, czyli warto koło Dworca PKP.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało, że w swych fastfoodowych wędrówkach nie dotarłem nigdy na dworzec PKP? A nawet nie tyle sam dworzec, co do budki mieszczącej się niepozornie między Pocztą, Galerią "Wieża Sztuki" i budynkiem Dworca PKP.  Tak się złożyło, że musiałem poczekać dwie godziny na odebranie psa od fryzjera, więc postanowiłem przetestować jakiegoś street fooda. Byłem akurat na Jagiellońskiej, ale iść na BP Wild Bean Cafe? Znowu? To wydało mi się zbyt proste. No to postanowiłem pospacerować, raz że zdrowo, dwa, że świeże powietrze zaostrza apetyt. Niespiesznie sobie flanując  dotarłem do dworca PKP. W hali dworca są dwa miejsca, gdzie można zjeść fast foody, ale mnie jakoś ciągnęło do tej budki. Przez chwilę nawet rozważałem, czy ma to związek z butami? Już wyjaśniam - 4 dni temu nabyłem nowe Martensy i jestem w trakcie układania ich na nogach. Kto przez to przeszedł, ten wie, że jest to czynność bardzo bolesna. Może więc podświadomie chciałem popełnić kulinarne samobójstwo by uwolnić się od bólu? W każdym razie zdecydowanym krokiem (no dobra, kuśtykając) dotarłem do inkryminowanej budki i wczytałem się w menu, kątem oka kontemplując dwóch osobników spożywających żeberka z bułką           i musztardą. Napisałem, że wczytałem się w menu, ale tak naprawdę chciałem zjeść hot doga. No i proszę - są! I to duże i małe, ale co najciekawsze, można wziąć z parówką (duży 6zł) lub z kiełbasą (duży 7zł). No jak tak, to tak, jak mawiał Wielki Szu. Zamówiłem dużego (nie maxi, nie mega tylko po prostu duży) z kiełbasą        i czekam. Wyobraziłem sobie bułkę z kawałkiem podlaskiej, ale... miło się rozczarowałem. Pani podając zamówionego hot doga spytała czy chcę widelec, ale podziękowałem. Ha! Trzeba było brać, powiadam Wam, przydałby się!  Po kolei: bułka. Potwór nie bułka! Mega paluch długości chyba 40 cm! Jedyna wada, że nie grillowana, lecz mikrofalówkowana. Dodatków dostałem chyba z pół kilo, w tym naprawdę dużo tej pysznej karmelizowanej cebulki. A w środku dwie długie kiełbaski, takie jak na stacjach benzynowych w tamtejszych "francuzach". Całośc po prostu smaczna i nie do przejedzenia. Napchałem się tym, jak dużym kebabem. Jedyne, do czego mogę się doczepić, to że bułka z mikrofalówki, czyli szybko stygnąca i pod koniec gumowata. Sosy, jak to sosy w takich miejscach - kupne, ale o dziwo - dawkowane z umiarem, mile dopełniły całości i nie psuły smaku. Nie byłem w stanie tego dojeść, zostawiłem kawałek bułki, ale kiełbaski wyjadłem.  Pod koniec byłem upaćkany, jak roczne dziecko po zjedzeniu zupki i podobnie jak ono szczęśliwy. Od teraz jeśli będę chciał zjeść dużego hot doga to mam dwa miejsca: buda pod szpitalem i "Złoty Kogucik" pod dworcem, bo tak się ten przybytek nazywa. Głodnym polecam z czystym sumieniem, za 7 zł najecie się po pachy. "Złoty Kogucik" specjalizuje się, o ile zdążyłem zauważyć, w daniach z drobiu, ale ma pełną ofertę fast foodów. Zamierzam tam wrócić i spróbować hamburgerów oraz czegoś, co przeoczyłem, a zaintrygowało mnie, czyli kebab w bagietce. Naprawdę, czasami takie niewyeksponowane miejsca potrafią mile zaskoczyć!

wtorek, 4 października 2011

Spotkanie Organizacyjne Kościoła Gastrofariańskiego, oddział świętokrzyski

Wszystkich, którzy chcą współtworzyć świętokrzyskie struktury Wielkiego Wspaniałego Kościoła Gastrafariańskiego, wszystkich, którzy kochają jeść, wszystkich, którzy kochają gotować zapraszamy na spotkanie spotkanie organizacyjne. Przy dobrym jedzeniu i zimnych alkoholach omówimy sprawy KG, a także spędzimy miły wieczór w dobrym towarzystwie :)
Acha, dopóki Kościół nas nie urośnie w siłę, każdy płaci za siebie :D
Spotykamy się o 20.30 w Restauracji Gildia na Rynku, w Kamienicy Sołtyków. Bardzo proszę o potwierdzanie obecności, od liczby chętnych zależy rezerwacja określonej sali.
Zapraszam serdecznie - Przeor Wszechjedzący Żorż Ponimirski

poniedziałek, 3 października 2011

Zachciało mi się po francusku, żona się zgodziła, więc miałem dwa razy.

Bo z hot dogami nigdy nie wie, oj nie wie się,
Czy dobrze jest, czy może jest już źle.
Spokoju się spodziewać, czy też przejść,
Czy szukać ich, czy im z oczu zejść...


Lubię hot dogi, uwielbiam hot dogi... Wczoraj wieczorem dostałem wprost ślinotoku na myśl o francuskich hot dogach. A że akurat trzeba było autko zatankować... Przypomniałem sobie, że nie pisaliśmy jeszcze o fast foodach na Statoilu i postanowiłem czym prędzej nadrobić zaległości. Tym bardziej, że jedząc tam kilkukrotnie nigdy nie narzekałem. Namówiłem żonę, ona się zgodziła, więc ... wskakujemy w samochód i ruszamy na stację. Miałem ochotę spróbować rollera z musztardą, ale akurat dopiero był wrzucony na ruszt, a nie chciało mi się czekać. Szybki rzut oka na opiekacz i decyzja: biała kiełbaska z sosem węgierskim (nowość) i kabanos z sosem czosnkowym. Oba hot dogi okazały się spełniać moje wymagania na ten wieczór. Po kolei:

  • hot dog francuski z białą kiełbasą - cena standardowa, czyli 4,50 zł. Bułka - rewelacyjnie zgrilowana, chrupiąca z wierzchu, soczysta w środku, długo trzymała ciepło. Biała kiełbaska - dobrze wypieczona, zwarta, smaczna, soczysta, dobrze doprawiona. Sos - rewelacja. Wiecie, że nie przepadam za sosami robionymi przemysłowo, ale ten naprawdę jest świetny! Bardzo, bardzo paprykowy, ostry, idealnie komponował się z kiełbaską.Całość - ideał francuza.
  • hot dog francuski z kabanosem - cena jak wyżej i zasadniczo reszta też jak wyżej. Choć po sosie węgierskim, czosnkowy jakby odstawał... Ale... Całość super. Smakowała mi bardzo. Co najważniejsze - żadnych efektów ubocznych, w postaci ciężkiego żołądka, zgagi czy ... hmmm... innych dolegliwości.
Nie była to z pewnością moja ostatnia wizyta w tym miejscu. Hot dogi mają rewelacyjne, a przede mną jeszcze dwa, których nie próbowałem, a mam chęć szczerą z nimi poobcować, czyli grecki roller i węgierski roller. Muszę też spróbować tortilli i kanapek. Ale to już innym razem. Natomiast hot dogi na stacji Statoil na ul. Źródłowej gorąco polecam. Warto.

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...