O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


sobota, 19 listopada 2011

Mini max i mega XXL czyli rozmiar jednak ma znaczenie

Ostatnio jakoś się nie składało, żeby zjeść cokolwiek na mieście, jeśli już to mój stały zestaw w Piekarni pod Telegrafem.
Jednak był taki dzień, że odwiedził mnie brat i postanowiliśmy pójść na jego ulubionego hot doga na Żytnią.
Oczywiście nie tam, gdzie przeżyłam jeden ze swoich koszmarów, ale do budki po drugiej stronie ulicy.
Również firmowanej szyldem CeZet baru.
Brat zamówił hot doga XXL,za 6,9zł ja natomiast cheesburgera max za 7,5zł.
I o ile hot dog naprawdę był duży, w środku miał dwie parówki i mnóstwo dodatków (w tym również prażona cebulka, której często brakuje w fast foodach), tak mój cheesburger był raczej rozmiaru standard, a jeśli był max, to nie chcę wiedzieć jak wyglądają u nich normalne. Dodatkom i walorom smakowym nie mam nic do zarzucenia, znajdowało się w nich wszystko co powinno, no może poza serem do cheesburgera (sic!).
Jedynie rozmiar zupełnie nieadekwatny był do ceny.
Hot dogiem natomiast brat najadł się jak dwudaniowym obiadem (to jego słowa) w dodatku za stosunkowo małe pieniądze.
Natomiast kilka dni później wróciłam do Sułtana, tym razem na frytki.
Za średnie frytki z dresingiem zapłaciłam 4zł, uwielbiam frytki w tym miejscu, choć może są odrobinkę tłustawe, za to posypane jakąś mieszanką przypraw, co nadaje im smak tak specyficzny, że nie do powtórzenia.
Również polecam, warto.
W najbliższym czasie postaram się nadrobić zaległości i opisać jeszcze kilka miejsc, w których zdarzyło mi się zjeść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...