O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 14 grudnia 2011

Kraków, dzień drugi, czyli Indianie i Szwedzi

Drugi dzień w Krakowie. Po przejedzeniu sobotnim niedziela miała być odpoczynkiem dla żołądka.

Indianie na Rynku, czyli tex-mex a la Sphinx. Obiad zjadłem w restauracji sieci Sioux. Lokal mieści się na krakowskim Rynku. Pierwsze, co rzuca się w oczy to wystrój, nawiązujący do stylistyki Dzikiego Zachodu. Biorę kartę i przeglądam. Nie wiem czy Sioux i Sphinx są w jakiś sposób powiązane, ale wiele na to wskazuje. Podobnie skonstruowana karta, wiele dań wręcz wydaje się wspólna (karta "egipska"), aczkolwiek większość nawiązuje do kuchni tex-mex (przynajmniej nazwą). No nic, dywagacje na bok, czas coś zjeść. Wybrałem danie figurujące w menu jako Humor Jacka Londona. Kosztuje około 28 zł i składa się z karkówki, frytek i sałatek. Na ogromnym talerzu dostałem swoje zamówienie. Hmmmm, jedzenia było dużo, ale jakichś fajerwerków kulinarnych się nie spodziewajcie. Karkówka, którą dostałem nie była soczystym stekiem, ale dwoma cienko rozbitymi kotletami. Osobiście wolę karkówkę nie rozbitą. Lekko żylasta, ale dobrze doprawiona. Frytki i sałatki standard. Krótko mówiąc - można się najeść, a nawet przejeść, bo porcje rzeczywiści ogromne, ale smak dość przeciętny. Jeśli jednak chcecie zjeść coś innego i jesteście bardzo głodni, to do 30 zł Sioux jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Słowem,  jeśli jedliście w Sphinxie, to wiecie czego się spodziewać. Ja osobiście trochę żałuję, że nie skusiłem się na Siouxowego hamburgera, bo sądząc po cenie musiał być ogromny.

Hot dogi za złotówkę, czyli oszczędna Ikea. Przed wyjazdem udaliśmy się jeszcze na zakupy do Ikei. Nie ukrywam, że mnie najbardziej kusił ikeowski barek, bo o przekąskach tam serwowanych słyszałem, że są smaczne i bajecznie tanie. Zdecydowałem się na hot dogi. No bo hot dog za złotówkę??? Kolega mówił, że w kasie dostaje się "podstawkę", czyli parówkę i bułkę, po czym samemu dokłada się sosy i dodatki. Odstałem swoje w kolejce, biorę "podstawkę" i szukam reszty. Okazało się, że z tej reszty pozostały tylko sosy (keczup i musztarda), natomiast ogórek czy prażona cebulka już nie są udostępniane. No cóż. W sumie czego można się spodziewać za 1 zł? Sam hot dog składał się z gotowanej parówki i małej bułeczki. Bułka nie jest grillowana tylko podgrzana, co sprawia, że nie jest chrupka tylko mięciutka. W sumie smaczne, ale jak chcecie poczuć, że coś zjedliście to bierzcie od razu 5 sztuk. Moim zdaniem jednak lepiej iść na drugą stronę ulicy i kupić hot doga na stacji Orlenu. Droższy, ale większy i o niebo smaczniejszy.

6 komentarzy:

  1. ja lubię te ikeowskie w sumie, a co do bułeczki i parówki, to to jest hod dog własnie. Wszelkie dodatki to już wymysły, dla mnie kompletnie zbędne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Teoretycznie masz rację, ale moim subiektywnym zdaniem hot dogi na Orlenie, które też są trzy składnikowe (bułka, parówka, sos) są jednak lepsze. Może gdyby bułka ikeowska była dłuższa byłoby lepiej. Jak napisałem, są smaczne, ale czegoś mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aczkolwiek za złotówkę na pewno nic lepszego się nie zje.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też jestem fanką hot dogów, ale najbardziej lubie parky w rohliku czy jakoś tak :D

    OdpowiedzUsuń
  5. W Krakowie właśnie dostępne są tylko ketchup i musztarda, za to dodatki dają w katowickiej Ikei. ;)

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...