O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


sobota, 28 stycznia 2012

Pizza jedna z lepszych i inne dodatki, mniej ważne

Ostatnio rzadziej pojawiam się w fastfoodowych miejscach.
Jeśli już to sprawdzone zapiekanki u Jaffy, bądź kanapki na Paderewskiego.
Jednak wszystko ma swój koniec, a mnie zachciało się czegoś innego.
Zatem na pierwszy ogień:
Pizza Gastrofaza, ul Pocieszka 3 (wejście od ul. Nowy Świat). Mają tam coś takiego jak Strefa Niskich Cen, czyli za 7.99-11.99 można zamówić hamburgera, zapiekankę, kebab, tortillę, nuggetsy lub skrzydełka. W sumie z tej strefy nie miałam okazji próbować jeszcze zapiekanki i skrzydełek.
Zacznę od nuggetsów: są pyszne. Chrupiące, delikatne, dokładnie takie, jak nuggetsy być powinny.
I jest ich csłkiem sporo. Więcej na ten temat raczej nie da się napisać, trzeba spróbować.
Kolej na tortillę i kebab: kiedyś z bratem zamówiliśmy, ja tortilę, on kebab.
I o ile do tortilli nie ma się co doczepić - mięso jak mięso (w większości lokali w Kielcach - wołowina), surówki, sosy i naleśnik, tak kebab - niby z tych samych składników był co najmniej niedobry.
Nie wiem czy to zasługa bułki, czy czegoś innego, no po prostu nie dało się tego zjeść.
Z kolei hamburger, jak za tę cenę był mały, lepszy oczywiście niż w Kebab Pocieszka, ale mimo wszystko czułam pewien niedosyt.
Podsumowując: ze Strefy Niskich Cen w Gastrofazie, najlepiej smakują nuggetsy. Nie jadłam zapiekanki i skrzydełek, ale może niebawem nadarzy się okazja.
Za to pizza... mniam. Zewszystkich testowanych przeze mnie na przestrzeni czasów pizzerii, Gastrofaza i Biesiadowo to moi faworyci.
Gastro charakteryzuje się tym, że wszystkie pizze serwują na cienkim
cieście. Bardzo cienkim nawet. Mnie to bardzo odpowiada, bo nie lubię grubego, zapychającego ciasta.
W standardzie każda pizza ma sos pomidorowy, oregano i ser. Reszta - wedle uznania. Ja preferuję pizzę hawajską, ot ananas i szynka. I o ile szynka w innych miejscach nie zawsze jest szynką, tak w Gastro jest nią zawsze.
Chuda, bez tłusytych i mdłych pasków zajmujących większą część powierzchni wędliny, rozłożona równomiernie na całej powierzchni pizzy. Do tego ananas, również nie pożałowany. I cztery sosy w standardzie: czosnkowy, tzatziki, pomidorowy i meksykański. Wszystko jest idealnie zgrane i pyszne. I nigdy nie zdarzyło mi się, aby pizza dotarła zimna lub spóźniona. Polecam gorąco!

piątek, 27 stycznia 2012

Kanapka a la zapiekanka, czyli dobrze wydane 7,50 zł.

Po ostatnich ekscesach kulinarnych nadszedł czas, żeby wrócić do korzeni i zrecenzować jakiegoś fast fooda. Z powodu 12-stopniowego mrozu nie chciało mi się daleko chodzić, więc udałem się w miejsce niedawno opisane, czyli do baru Kebab na Paderewskiego. Miałem ochotę na zapiekankę, niestety okazało się, że nie robią już zapiekanek "smakowych", zostały tylko zapiekanki standard, czyli pieczarki + ser. Pani proponowała mi nowość, czyli smażoną z cebulką kiełbasę za 8 zł, ale miałem straszną ochotę na zapiekane pieczywo, więc zdecydowałem się na kanapkę. Wybrałem tym razem z szynką i pieczarkami +surówki+sosy. Duża 7,50 zł. Ponieważ jest to kanapka z bagietki, więc zasadniczo można powiedzieć, że zamówiłem jednak zapiekankę ;)
Kanapka ta w wersji dużej to połówka bagietki napełniona składnikami: szynka - nie szukajcie plasterków, dla wygody jedzącego szynka pocięta jest bardzo drobno, podsmażone pieczarki, które rozłożone są po bokach wzdłuż całej bułki, surówki i całość polana sosami. Tym razem poprosiłem, żeby do sosów standardowych,  czyli ketchupu i majonezu dołożyli mi sos ostry. To była dobra decyzja, bo odpowiednio dawkowany podkreślił smak grzybów. Sama bagietka idealnie zgrilowana - chrupka z wierzchu, od środka miękka za sprawą składników nie kruszyła się, miło chrupała i do końca pozostała ciepła. Powiem tak: duża kanapka w tym barze po raz kolejny okazała się nasycać, jak duży kebab.  Była bardzo smaczna i najadłem się do syta. Acha, w przeciwieństwie do większości zapiekanek z pieczarkami, tutaj grzyby cięte były w soczyste plasterki, a nie mielone, co dla mnie jest dużym plusem. To było dobrze wydane 7,50 zł. Polecam. W przyszłym tygodniu wybiorę się tam chyba na kiełbasę, bo jak widziałem kawał jej jest spory, cebulka nie spalona i jedzący ją panowie bardzo sobie chwalili.


czwartek, 26 stycznia 2012

Azjatyckich ekscesów ciąg dalszy, czyli kurczak i cielęcina w Hanoi

Pisałem ostatnio, że wróciła moja miłość do kuchni azjatyckiej, mocno kiedyś osłabioną przez przypadkowe miejsca serwujące "chińszczyznę", która opierała się na proporcjach: 80% ryż, 10% surówka, 10% "coś", co smak miało vegety albo chińszczyzny z Radomia. Tym razem udaliśmy się na spotkanie kuchni wietnamskiej w Barze Orientalnym Hanoi na ulicy Żelaznej. Inkryminowany bar mieści się w wolno stojącym na skarpie pawilonie, między Dworcem PKP a skrzyżowaniem z ul. Żytnią i Grunwaldzką. Wychodząc z ulicy Złotej widzimy ten pawilon przed sobą, pomalowany na czerwono, z dużym szyldem. Sam lokal dość przestronny, 8 stolików czteroosobowych.
A teraz do rzeczy:
Karta dań jest obszerna, aczkolwiek np. zupy są tylko trzy. Nie próbowaliśmy tym razem zup, nie wybieraliśmy dań sami, tylko zdaliśmy się na kelnerkę. Poleciła nam kurczaka po wietnamsku (15,90 zł) i cielęcinę na ostro (również 15,90 zł). W zestawie ryż i surówka. 15,90 zł to cena za porcję większą (300 g), porcje 250 g są tańsze średnio o złotówkę.

Kurczak po wietnamsku. W tym daniu ryż i surówkę dostajemy na osobnym talerzu, ryż dodatkowo polany wietnamskim sosem (łagodnym), gotowym. Natomiast kurczak podany jest na skwierczącym żeliwnym półmisku. Są to kapitalnie smażone kawałki polędwiczek z kurczaka ze smażoną cebulką. Cebulka jest smażona, ale i lekko chyba podduszana, bo jest soczysta. Kurczak również - kawałki są idealnie wręcz soczyste, nie surowe, doprawione bardzo delikatnie, obstawiam, że tylko pieprz i sól. Całość naprawdę smaczna i sycąca. Polecam.


Cielęcina na ostro.  Tutaj do powiedzenia mam mniej, bo tylko popróbowałem. Surówka z białej kapusty i ryż w zestawie to standard. Sama cielęcina zesmażona z warzywami, w sosie, który określiłbym jako ostro-kwaśny, wyraźnie doprawiony imbirem. Mięso soczyste. Całość smaczna, ale dla mnie trochę za mało  pikantna. Ale generalnie danie polecam, choćby dla odmiany od mocno doprawianych dań.


Podsumowując: Muszę tam pójść jeszcze raz żeby wyrobić sobie jakąś miarodajną opinię,  bo kuchnia w Hanoi bardzo się różni od tej oferowanej w Xen-ie, gdzie wszystko wydaje mi się mocniej doprawione. Również ceny nieco wyższe niż w Xen-ie. Jakość i wielkość dań nie budzi moich zastrzeżeń, obsługa również, wystrój jest na tyle neutralny, że człowiek się nad nim nie zastanawia i nie rozprasza przy jedzeniu. Moim zdaniem Hanoi to miejsce, gdzie bezpiecznie można zapoznać się z kuchnią azjatycką, szczególnie zaczynając od tych dań, które my jedliśmy, bo są nienachalne smakowo i smaczne.

środa, 25 stycznia 2012

Tanio, ale czy dobrze? czyli burger kontra gołąbki.

Często zdarza się tak, że idąc przez miasto dopada nas głód, a w kieszeni brzęczą tylko miedziaki. Czy za 3 zł można zjeść coś poza chipsami? I czy tanio znaczy dobrze? Poniżej moja opinia na temat dwóch produktów za 3 zł i za 6 zł.

Za 3 zł, czyli pikantny kurczakburger w Mc Donald's. Kanapkę tę można zakupić w restauracjach Mc Donald's w tzw. strefie niskich cen. Bułka wielkości przeciętnej kajzerki, w środku: sałata i pikantny sos pomidorowy oraz kotlet z kurczaka. Dużo o tej kanapce napisać się nie da. Bułka miękka i gorąca, sałata chrupka, sos - lubię pikantne sosy, ale moim zdaniem sos węgierski podawany do hot dogów na stacjach Statoil bije ten McDonaldsowy na głowę. Kotlet - tutaj też szału nie ma. Dużo lepszy moim zdaniem jest kotlet wołowy podawany w Big Macach. Reasumując: najeść się tym człowiek nie naje, moim zdaniem kurczakburger za 3 zł to taki "lepszy rydz nic nic". Więcej na pewno nie zapłaciłbym za tę kanapkę. Raczej szukałbym promocji w Piekarni Pod Telegrafem.

Za 6 zł, czyli gołąbki w Sprincie. A dokładnie za 6,40 zł bo zdrożały. Jadłodajnie Sprint to takie typowe tanie jedzenie. Ceny oscylują między 5 a 12 zł średnio. Nie jadłem tam do tej pory nic poza owymi gołąbkami, więc nie oceniam tej sieci globalnie, a tylko to jedno danie. Gołąbki są dwa, wg tablicy z menu waga dania to 200 g. Gołąbki klasyczne - mięso z ryżem zawinięte w liść kapusty, podane z pomidorowym sosem. Sos bardzo poprawny, nie zapaćkany mąką, czuć pomidory. Same gołąbki są również smaczne - może mięso w nich nie jest tak bardzo wyczuwalne, jak lubię, ale smak w porządku. Ryż dobrze ugotowany, kapusta również - nie za twarda (nie ma problemu z pokrojeniem), nie za miękka (nie rozpada się), powiedziałbym, że tak jak być powinno.


Lokal czysty, obsługa miła, jedzenie podawane jest bardzo szybko. Następnym razem skuszę się na flaki i zobaczymy, czy pozytywnie mnie zaskoczą.

Na co więc wydać 6 zł? Na gołąbki czy dwa kurczakburgery? To już musicie rozstrzygnąć sami wg własnego smaku - "wagowo" obie potrawy stoją mniej więcej na tym samym poziomie. Musicie zdecydować czy wolicie fast food czy prawie domowe jedzenie?

wtorek, 24 stycznia 2012

Było pikantnie, czyli azjatycka miłość w centrum miasta

Z mocnym postanowieniem zjedzenia w końcu zapiekanki udałem się w tzw. miasto. Po wyjściu z biura przypomniało mi się jednak chińskie przysłowie, które mówi: Mając jedzenia do syta i fajkę pełną tytoniu, jest się równym bogom nieśmiertelnym. Przysłowia mądrością narodu, więc mając zapas tytoniu, a chcąc dorównać bogom wyruszyłem zdobyć jedzenie. Ponieważ przysłowie chińskie, to stwierdziłem, że wypadałoby również kuchni chińskiej zaznać. A że upłynęły prawie trzy tygodnie od mojej poprzedniej wizyty w barze azjatyckim XEN,  kiedy to obiecałem sobie zawrzeć bliższą znajomość z zupą krewetkową, wybór miejsca na obiad był "oczywistą oczywistością".  Z zupą krewetkową jednak nie dane mi było dziś obcować, bo po przestudiowaniu menu zachciało mi sie "na ostro". Na pierwszy ogień poszła więc zupa pekińska (7 zł).

Gorąca, aromatyczna i ostra za sprawą pikantnych papryczek i imbiru. Na bazie kapusty pekińskiej, pędów bambusa i miksowanego kurczaka, o konsystencji średnio-rzadkiego kiślu, okazała się strzałem w dziesiątkę. Rozgrzała mnie i przygotowała moje kubki smakowe na spotkanie dania nr dwa, czyli czegoś, co w menu figuruje jako "Rozmaitości mórz na ostro"(13.50 zł).

Wszem i wobec oznajmiam: poprzednio byłem zachwycony, tym co w XEN-ie zjadłem. Dziś natomiast po wielu perturbacjach wróciła moja miłość do kuchni azjatyckiej! Jak mogę opisać to co zjawiło się na moim talerzu? Ryż i surówka - standard. Natomiast owe rozmaitości... Wymieszane z chrupkimi warzywami, w niewielkiej ilości esencjonalnego sosu, pieściły moje podniebienie małże, krewetki, kalmary, ośmiorniczki i kawałki panierowanej ryby. Warzywa stanowiły jakieś 20% tej pikantnej i aromatycznej mieszanki, reszta to owoce morza. Byłem w totalnym szoku, bo nie dość, że smaczne, to ilość ich była taka, że starczyłaby na obdzielenie dwóch dużych pizz w większości kieleckich lokali. Powiem szczerze - spodziewałem się odwrotnej proporcji, czyli 80% warzyw - 20% owoców morza, bo czego się spodziewać za 13,50? Okazuje się, że można sprzedawać w Kielcach pyszne owoce morza w cenie poniżej 50 zł i to w dużej ilości. Gorąco Wam polecam ten lokal, bo za 20 zł zjecie nie dość, że dużo to i bardzo smacznie! Co prawda Konfucjusz mówił: Kto lubi dobrze zjeść, ten może z głodu umrzeć, ale ręczę Wam - nie w XEN-ie!

poniedziałek, 23 stycznia 2012

O tym jak poszedłem na zapiekankę, a zjadłem kanapkę

Ależ miałem ochotę na fast fooda! Cały dzień ślinka mi ciekła na jakąś kanapkę albo zapiekankę. W końcu zdecydowałem, że zjem zapiekankę z pieca w lokalu na Paderewskiego, opisanego onegdaj przez Marikę, a będącego filią baru 4Mobiles opisanego przez mnie. Dawno już zapiekanek nie jadłem, więc pomyślałem, że czas popróbować tejże w miejscu, w którym jeszcze nie miałem okazji jeść. I naprawdę nie wiem, jak to się stało, że kiedy już wszedłem i zamówiłem, to zorientowałem się, że zamiast zapiekanki zamówiłem... kanapkę Michała. Tak, tak. Tę samą co jadłem w 4Mobiles. A miałem opisać coś nowego! No nic, w końcu tutaj będę jadł pierwszy raz, więc niech tam. Oczekując na kanapkę rozejrzałem się po lokalu. Mieści się on zaraz obok Telepizzy, na szyldzie napisane jest "Kebab". W środku 6 stolików plus jeden pod oknem. Miło, przytulnie, ciepło i co ważne -  nie śmierdzi starym olejem, w ogóle wychodząc stamtąd nie wynosi się zapachu jadłodajni. Duży plus. W menu kebaby, tortille, hamburgery, hot dogi - wszystko to w różnych wielkościach, zapiekanki z pieca (na które taką miałem ochotę!!!) i grillowane kanapki oraz zestawy typu kebab + frytki. Co ciekawe, można też kupić mięso z kebaba na wagę (3,5 zł za 100 g). W końcu dostałem swoją kanapkę. Pamiętacie zapewne mój zachwyt, kiedy zjadłem ją po raz pierwszy w 4Mobiles. Ta dzisiejsza nieco się różniła. A mianowicie: tym razem nie dostałem do niej sosu chili. Nie wiem, czy w tym miejscu się go nie daje, czy może należy po prostu poprosić? Zapomniałem spytać. W "Kebab" kanapka ta nie nazywa się też "kanapką Michała" tylko kanapką z kebabem i frytkami (na tablicy, bo jeśli poprosicie o kanapkę Michała, to panie wiedzą o co chodzi). Kosztuje duża 8,5 zł i jest tego warta. Idealnie zgrillowana połówka bagietki wypchana (od dołu patrząc) mięsem kebabowym, surówką z kapusty, ogórkiem konserwowym, świeżym pomidorem. Całość przykryta doskonale wysmażonymi frytkami i polana sosami - ketchupem i majonezem. Wszystko gorące, świeże i smaczne. Za 8,5 zł najadłem się po pachy. Taka kanapka ma "wagę" dużego kebaba po prostu. Polecam bo warto, jeśli macie chęć na nieco inną kanapkę niż hamburger lub kebab, chcecie się najeść i nie przepłacić to kanapka Michała jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
P.S. Obiecuję, że następnym razem spróbuję tam jednak czegoś innego!


czwartek, 12 stycznia 2012

Głosuj Obywatelu i OBYWATELKO !!!

jeśli uwazasz, że to co robimy ma sens - głosuj na blog streetfoodpolska.blogspot.com
Wyślij SMS o treści
H00747
Na numer
7122 (1,23 zł)

środa, 11 stycznia 2012

Lubisz duże? W Top Barze Ci zrobią.

Kilkukrotnie już słyszałem o tym, że w Top Barze na Sienkiewicza mają dobre rzeczy z kurczaka. Tak się złożyło, że zawędrowałem dziś w tę okolicę, więc uznałem, że skoro los mnie tak popycha w to miejsce, to wie co robi. Z przeznaczeniem nie walczę, więc wdepłem, jak mawia mój znajomy. Rzut oka na menu: od fast foodów po dania obiadowe,  prawie wszystko na bazie kurczaka. Zdecydowałem się na filetburgera. Cena 7,50 zł, z serem 8 zł. Czekając na kanapkę porozglądałem się po lokalu. Malutki, przyjemny, 3 stoliki i lada. Ceny przyzwoite, fast foody między 6 a 11 zł (tortilla), dania obiadowe poniżej 15 zł. Dostałem swoją kanapkę i wyszedłem. Filetburger to jednak nie jest normalna kanapka. To potwór! W bułce hamburgerowej rozmiaru kółka w dziecięcym rowerze! Dobrze, że wziąłem do tego widelec, bo nie dałbym rady. Bułka gorąca i mięciutka. Zacząłem jeść. Powiem szczerze, że już zawracałem by zrobić awanturę, że dostałem jakąś bułkę fitness z surówkami, bo nie mogłem namierzyć tego tytułowego fileta. Ale był. Więc porządkując: filetburger z Top Baru to kanapka, którą mogą na spółkę zamówić mięsożerca i wegetarianin i obaj się najedzą. Ilość dodatków jest porażająca! Zanim przebiłem się przez surówki pierwszy głód był już właściwie zaspokojony. W połowie jedzenia pojawił się bardzo smaczny panierowany filecik z kurczaka z roztopionym na nim serem i towarzyszył mi już do końca. Powiem tak: za 8 zł najadłem się niesamowicie. Co więcej - było to bardzo smaczne! Po raz kolejny miejsce, którego bym o to nie podejrzewał bardzo mile mnie zaskoczyło. Top Bar mieści się na ulicy Sienkiewicza 62, na wprost restauracji Pepe Roso, na odcinku między ul. Paderewskiego a Dworcem PKP. Polecam, bo tanio i smacznie.

wtorek, 10 stycznia 2012

Ron McDonald bary miał, czyli smak legendy




Vincent Vega: Wiesz, jak tam mówią na ćwierćfunciaka z serem?
Jules Winnfield: Jak to? Nie mówią «ćwierćfunciaka z serem»?
Vincent Vega: Mają system metryczny, nie kapują, co to jest ćwierć funta.
Jules Winnfield: Więc jak na niego mówią?
Vincent Vega: «Royale z serem».
Jules Winnfield: «Royale z serem»? A jak mówią na big maca?
Vincent Vega: «Big mac» to «big mac». Albo: «le Big Mac».
(Pulp Fiction,  o różnicach pomiędzy Europą a USA)


A więc stało się. Nadszedł czas, kiedy postanowiłem wreszcie zmierzyć się z legendą światowego fast fooda, czyli jedzeniem serwowanym w restauracjach McDonald's. Udałem się więc na ulicę Armii Krajowej do McDrive'a by zjeść i opisać najsławniejszego hamburgera na świecie, czyli Big Maca. Skusiłem się jednak na cały zestaw. Odczekałem dwie minuty i odebrałem swój zestaw powiększony (+1,50 zł), w skład którego wchodzą: kanapka Big Mac, frytki i Coca Cola. Jako, że zestaw powiększony to frytek i coli jest więcej niż w standardowym zestawie. Ile zwykle dają frytek, nie wiem, bo to mój pierwszy Mac zestaw w życiu był. Coli natomiast jest 0,5 litra. A teraz do rzeczy:

  • Big Mac - kanapka jest wielowarstwowa, tzn. "idąc" od góry: bułka z sezamem, grillowany kotlet wołowy, sałata + sos + dodatki, znowu bułka, znowu kotlet, sałata, dodatki, sos i plaster żółtego sera, całość zamknięta bułką. Z nazwy i opisu wynika, że jest to ogromna porcja. Nie do końca. Kanapkę dostajemy zamkniętą w ładnym pudełeczku z opisem składników itp., jednak wielkość jej jest na poziomie standardowego hamburgera w większości kieleckich lokali z fast foodem. Jednak w tym wypadku nie wielkość, lecz jakość decydują o jej powodzeniu. Nie ukrywam, że na początku byłem mocno zawiedziony, ale im dalej w las tym lepiej. Z każdym kęsem zaczynałem rozumieć, czemu ta kanapka cieszy się takim powodzeniem. Całość dostałem gorącą, ser na dolnej warstwie idealnie roztopiony, sos kompletnie inny od spotykanych gdzie indziej, dodatki smaczne, ale największą wartość w tym hamburgerze stanowią kotlety. Wielkość równa tym standardowym gotowym kotlecikom w większości fast foodów, ale sam kotlet to soczysta wołowina, grillowana, a nie odgrzana w mikrofali, poza tym kotlety dużo grubsze niż te gotowe. Ponieważ kotlety są dwa, wartość energetyczna tej kanapki jest dużo większa niż takiego popularnego "hamburgera z budy". W zestawie powiększonym kanapka kosztowała 8,10 zł. Samą na pewno bym się nie najadł, raczej czułbym się jak po hamburgerze zjedzonym np. w Strefie Chilli, ale Big Mac jest jednak dużo smaczniejszy. Głodny jednak nie wyszedłem bo miałem jeszcze
  • Frytki. Powiem szczerze, że te frytki mnie zachwyciły. Cieniutkie, świetnie wysmażone, chrupkie  z wierzchu, soczyste w środku, pyszne. Dostałem od razu posolone i to tak, że nie miałem uwag. Nie wiem ile ich było wagowo, ale w połączeniu z Big Mac'iem nasyciły mnie bardzo. W zestawie powiększonym kosztowały 5,50 zł. Całość popiłem
  • Półlitrową Coca Colą za 2,40 zł (cena w zestawie powiększonym). To był najsłabszy punkt programu, bo mnie osobiście dużo bardziej smakuje Pepsi. Ale...
Reasumując: za 16 zł wyszedłem najedzony. Nie wiem, czy moje odczucia byłyby takie same, gdybym nie jadł przez cały dzień, ale McDonald's raczej nie jest miejscem, gdzie chodzi się na obiad. Czy to co zjadłem było warte tych 16 zł? Wg mnie tak, choć za te pieniądze mógłbym np. zjeść dwudaniowy obiad w jadłodajni lub np. dopłacając 3 zł zupę + drugie danie w Xen-ie. Ale jak pisałem, McDonald's  to nie jest klasyczna restauracja obiadowa tylko raczej fast casual restaurant. To miejsce, gdzie wpadasz żeby zjeść coś szybko i pędzisz dalej. Jeśli tak na to spojrzymy, to biorąc pod uwagę jakość jedzenia, jest to jeden z najsmaczniejszych fast foodów. Jeśli więc nie żal Wam wydać 16 zł na fast food właśnie, to będziecie zadowoleni. I co równie ważne, nie ryzykujecie zatrucia pokarmowego frytkami smażonymi po raz n-ty w tym samym tłuszczu czy pięciokrotnie odgrzewanym kotletem. 

czwartek, 5 stycznia 2012

Egzotyka w środku miasta, czyli smacznie i niedrogo

W naszych kulinarnych wędrówkach odwiedzaliśmy już różne miejsca, ale do tej pory jakoś umykał nam Bar Azjatycki XEN, mieszczący się przy Sienkiewicza 58. Wchodzi się z bramy (piwosze kojarzą miejsce, bo lata temu był tam bar Belfast), lub od ulicy Paderewskiego. Przyznam szczerze, że zniechęcały nas tablice, które sugerowały raczej jakąś dworcową budę z podłym jedzeniem. Jednak dziś postanowiliśmy z kolegą zaeksperymentować, bo dużo dobrego o tym miejscu słyszeliśmy. Jak pisałem na początku, wejście jest z bramy. Na podwórku znajduje się estetycznie odmalowany budynek parterowy, w którym Xen się mieści, wchodzimy więc. I pierwsze zaskoczenie. Bardzo miły wystrój, dwie salki, zero plastikowych krzeseł, wszystko drewniane. No i te zapachy !!! Bo kuchnia jest tuż przy wejściu. Bierzemy w ręce menu i kolejne pozytywne zaskoczenie: 83 pozycje, a ceny bardzo umiarkowane. Jako że to pierwsza bytność decydujemy się na 4 różne rzeczy, by móc popróbować jak najwięcej. Zamawiamy więc: zupę bambusową (7 zł), sajgonki sztuk 3 z surówką (7 zł) i... tak, nie mogliśmy się oprzeć. Golonkę. Golonkę po chińsku i golonkę w sosie pikantnym (obie po 12 zł). Do golonki w cenie dostaliśmy ryż i surówkę. Bardzo fajną sprawą są sosy. Stoją sobie w dużych litrowych dzbankach sosy tajskie ostre, łagodne i mieszane, a dawkuje je się samemu. Sos chiński do zupy dostałem osobno.
Po kolei:
1. Sajgonki - za 7 zł dostajemy 3 sajgonki z surówką. Wielkość sajgonek w sam raz, nie za duże, nie za małe, kapitalnie usmażone w głębokim tłuszczu, więc chrupiące, ale soczyste. Pyszne. Za 8 zł można wziąć z ryżem i to właściwie zaspokaja mały głód. (Wszystkie zdjęcia robiłem telefonem, więc jakość słaba)


2. Zupa bambusowa - wszystkie zupy kosztują tam 7 zł, tylko duża tajska 12 zł. Ja zdecydowałem się na bambusową na bazie rosołu. Spodziewałem się szczerze mówiąc "gołego" rosołu z kawałkami bambusa, jakież więc było moje zaskoczenie, gdy otrzymałem rosół z ciętymi w zapałkę pędami bambusa i soczystymi kawałkami piersi z kurczaka! Całość dodatkowo doprawiona świeżym imbirem wtartym do zupy, na taką aurę, jak dziś doskonała potrawa - bardzo rozgrzewa! Do tego dostajemy sos, chyba sojowy na bazie czosnku, takie chińskie (?) maggi - nie przyjrzałem się opakowaniu, więc nastepnym razem napiszę co to za sos. Zupa - rewelacja.


3. Golonka po chińsku - bardzo byliśmy ciekawi tej golonki. Zrobiona jest podobnie, jak golonka po węgiersku w Kompani Kuflowej, tzn. nie dostajemy golonki w całości, tylko skrojoną w sosie. Przy czym o ile golonka w Krakowie była cięta w duże kawałki, tutaj skrojona została w płatki i podana jest w sosie słodko - ostrym z chińskimi warzywami. Do tego ryż i surówka. Całość kosztuje 12 zł i jest bardzo smaczna i sycąca.



4. Golonka w sosie pikantnym - jest w zasadzie identycznym zestawem, jak golonka po chińsku, z tym, że sos tutaj jest naprawdę ostry (ale nie na tyle by trzeba było co chwilę przepijać).  Gorąco polecam!


Najedliśmy się po pachy, wszystko było świeże i smaczne. Na koniec miałem jeszcze okazję spróbować od koleżanki kurczaka z ananasem (13.50 zł), który okazał się być kolejnym zaskoczeniem, bo kurczak smak miał ostrawy, wyrazisty, a sos z ananasem wcale nie miał słodkiego wydźwięku, tylko również był bardzo fajnie doprawiony. Koleżanka jadła jeszcze zupę krewetkową (7 zł), która z kolei miała konsystencję jakby kisielu, tak jak sosy tajskie, które można u nas kupić. Doskonale doprawiona, czuję, że następnym razem przyjrzę się jej bliżej.



Reasumując: jeśli jesteście w Centrum, nie macie ochoty na fast fooda, nie kuszą Was bary szybkiej obsługi czy klasyczne jadłodajnie, chcecie zjeść smacznie i niedrogo, to gorąco polecamy Bar azjatycki Xen. Wspaniałe jedzenie, miła obsługa, dobre ceny - czego chcieć więcej? Na pewno nie raz tam wrócimy, tym bardziej, że maja spory wybór owoców morza. Acha, można też zamówić jedzenie do domu czy biura.

EDIT: Napisałem "fajnie doprawiony", wiem, że to nic nie mówi, ale spróbowałem tylko kawałek, więc za mało by wyciągnąć jakieś wnioski i dokładniej opisać kurczaka z ananasem.

środa, 4 stycznia 2012

Hamburger w Sarayu, czyli 3 rozmiary inności

Do tej pory w Saray Kebab jadłem ... kebaby. Różne - w chlebie i cieście. Smakowały mi. Jakiś czas temu Saray wzbogacił ofertę o hamburgery. Podczas mojej ostatniej wizyty był tylko jeden rozmiar i kosztował 10 zł. Wyglądał na tyle dobrze, że obiecałem sobie następnym razem sprawdzić, jak smakuje. Jak postanowiłem, tak i uczyniłem. Okazało sie jednak, że Saray wprowadził na fast foody, w myśl powiedzenia "i Boh trojcu lubit'"podział na trzy wielkości: mały, średni i duży. W wypadku hamburgerów wygląda to tak: mały ma wsad z jednego kotleta, średni z dwóch, a duży (XXL) z 3 kotletów. Małego nie widziałem, więc nie opiszę. Skupię się na dużym, bo jako że głodny byłem takiego właśnie zamówiłem. Kosztuje on 12 zł. Co dostałem: ogromną bułkę, jak do kebaba, ale nie tą z Makro (typu "półpita"), tylko typu tureckiego, zgrillowaną na płasko. W środku zaś znalazły miejsce trzy grillowane duże kotlety przekładane surówkami. Pierwsza uwaga: kotlety raczej kupowane gotowe, więc płaskie. Do tego sosy. Tu popełniłem błąd. Ilość surówek nie jest przesadna, ale wystarczająco spora by nawilżyć owego XXL-a. Być może w małym sosy byłyby niezbędnym dodatkiem, ale w wypadku największego było ich za dużo. Nie na tyle by zdominowały smak, ale szczerze mówiąc okazały się zbędne. Cóż, mój wybór. Następnym razem wezmę tylko ostry w małej ilości. Karmelizowanej cebulki w tym hamburgerze nie znajdziecie, ale nie znajdziecie też bułki wypakowanej po brzegi kapustą pekińską. Surówki dają takie same, jak do kebabów, do tego świeży pomidor. Całość jest naprawdę ogromna i za 12 zł najecie się tym, jak dużym kebabem. Jeśli więc dręczy Was głód, a na kebab ochoty nie macie to ten hamburger jest dobrą alternatywą.
P.S. Uczciwie mówię: do tej pory nie znalazłem hamburgera tak dobrego, jak w Weź Mnie robili. EDIT: Znalazłem w Voo Doo.Stąd moje dwie uwagi do Saraya:
1. Robicie tego burgera w tureckiej bułce, właściwie poza mięsem nie różni się od kebaba. Nie przypomina typowych hamburgerów, więc moim zdaniem powinniście nazwać go np. Sarayburger.
2. Macie grilla - wiem, że to wymaga nakładu pracy, ale gdybyście robili kotlety na miejscu, smażyli je tak, żeby zapach szedł aż na ulicę, ręczę, że nie mielibyście w Kielcach konkurencji.

wtorek, 3 stycznia 2012

Kebab Pocieszka czyli pocieszna imitacja fast fooda

To, co mnie ostatnio spotkało, to już nawet nie jest cykl Strzeż się tych miejsc, a doskonała komedia.
Jakiś czas temu niedaleko mojego miejsca zamieszkania otworzono budkę z fast foodem. Kilkakrotnie tamtędy przechodziłam z zamiarem przetestowania, jednak zawsze coś
mnie powstrzymywało. Teraz wiem już co to było - moja podświadomość.
Ostatnio, jakoś wieczorem przełamałam się jednak i zajrzałam. Rzut oka na cennik, wybieram hamburgera max. Pierwszy zonk: maxa nie ma, jest standard, za to z dużym mięsem, bo małe się skończyło.
Ok, jedziemy dalej. Płacę 4 złote i czekam. Po chwili dostaję bułkę rozmiarów kajzerki, z mięsem o średnicy dwa razy większej niż bułka. Do tego liść sałaty, minimalna
ilość surówki z kapusty pekińskiej i sosy. Hmmm, jakoś nie tego się spodziewałam.
W smaku to było zupełnie nijakie, ale co mi tam. Ważne, że nie dostałam później sensacji żołądkowych.
Jednak w całej swej wspaniałości kilka dni później wróciłam do tego przybytku, tym razem hamburger max był.
Za 6zł. Wyglądał tak samo jak poprzednik, jedynie bułka miała trochę większą średnicę. I więcej było pekińskiej. W sumie w tym miejscu hamburger max jest rozmiaru standardu gdzie indziej, a standard ma rozmiar mini. Ot, co.
Nie bardzo miałam wybór, bo było już późno, a ja dosyć zmęczona wracałam do domu, musiałam cokolwiek zjeść. Jakoś już przeszła mi ochota na przetestowanie innych pozycji z menu, a szczerze mówiąc myślałam o tym.
W każdym razie wiem, że to była druga i ostatnia moja wizyta w tamtym miejscu.
Gdyby ktoś chciał spróbować innych specjałów, bądź ominąć to miejsce jak najszerszym łukiem - Kebab Pocieszka
znajduje się w pawilonach, przy skrzyżowaniu ul. Pocieszka z Warszawską. Między Delikatesami społemowskimi Maciek, a pocztą.

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...