O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 21 lutego 2012

Karm dobrze albo giń, czyli polemika

Dostałem wczoraj od koleżanki linka do bloga. Do bardzo fajnego bloga, dodajmy. Fajnego, bo jest o gastronomii, bo jest co poczytać, bo dobrze napisany. Blog ten nazywa się Gdzie Zjeść. Z przykrością jednak stwierdzam, że autorzy bloga forsują szkodliwy moim zdaniem punkt widzenia. Szkodliwy z punktu widzenia konsumenta i rynku gastronomicznego. Chodzi mi tutaj o artykuł Talerz.. obrazem frustracji? Autorzy bloga stawiają tam tezę, że podczas wizyty w restauracji należy szukać wyłącznie dobrych stron. OK, rozumiem założenie: " Przecież idziemy tam, by odpocząć, by cieszyć się towarzystwem, z którym spędzamy wspólne chwile, by dobrze zjeść". Jak najbardziej. Zgadzam się. Jednak ciężko mi szukać dobrych emocji w fakcie, że zamawiając zupę gulaszową nie znajduję w niej mięsa. Nie widzę NICZEGO pozytywnego w daniu wielokrotnie odgrzewanym, ze starych składników, za które płacić mam jak za danie pełnowartościowe. Nie będę wyrozumiały dla opryskliwego kelnera, który ma akurat zły dzień. Jeśli ma zły dzień, niech zostanie w domu. Nie będę pobłażliwy dla właściciela lokalu, który oszczędza na składnikach i próbuje mi wmówić, że mam zapłacić 35 zł za carpaccio, które zrobione jest z żylastego mięsa pociętego w kawałki, które ciężko jest nożem (sic!) przekroić. Trudno mi cieszyć się jedzeniem, na które czekam godzinę i dostaję zimne, bo obsługa nie potrafi się porozumieć z kuchnią. Bo to JA wydaję w restauracji pieniądze i JA mam prawo wymagać by dostać to, za co zapłaciłem, odpowiedniej jakości. Oczywiście rozumiem, że każdy ma gorsze dni. Ale nie będę w sobie szukał współczucia dla człowieka, który bierze ode mnie pieniądze i z premedytacją sprzedaje mi towar niepełnowartościowy. Nie przychodzę do restauracji wysłuchiwać skamlenia o złych dostawcach, nieuczciwej obsłudze itp. Zmień dostawcę, zmień obsługę i nie każ mi płacić za swoje problemy. Jak nie znam się na naprawie samochodów, to nie otwieram warsztatu. 
Nie należę do osób, które idą coś zjeść z negatywnym nastawieniem. Wręcz przeciwnie - jak mam zły humor to idę zjeść by go sobie poprawić, sama świadomość, że za moment będę cieszył się jedzeniem (sam lub w towarzystwie) poprawia mi nastrój. Nie przyczepię się do dekoracji talerza i sposobu podania, bo liczy się dla mnie smak. Nie szukam dziury w całym, bo ze smakiem jest jak z d..pą - każdy ma swój. Jeden będzie zajadał się kawiorem, drugi na widok ikry ma odruch wymiotny. Jednak nigdy nie wybaczę, gdy za moje pieniądze próbuje się zrobić ze mnie głupka. Są pewne standardy, których należy się trzymać. Dlatego uważam tezy stawiane przez autorów artykułu za złe z punktu widzenia konsumenta (bo każe mi, jako konsumentowi stulić uszy i wmawia we mnie poczucie winy, że śmiałem skrytykować coś, za co płacę) i z punktu widzenia rynku gastronomicznego (bo każe przymykać oczy na złe praktyki). 
W sekcji "o blogu" piszecie Państwo tak: Jedna niezadowolona osoba potrafi przekazać swoją krytykę dziesięciu znajomym. Jedna zadowolna osoba, przekaże pochwałę góra dwóm. Bardzo często wytykamy czyjeś błędy, a zdecydowanie zbyt rzadko chwalimy. Dlatego to nie jest blog, w którym przeczytasz wyłącznie posępne opinie o długim oczekiwaniu na zamówienie, nie dopieczonym mięsie, mdłej sałatce, czy niemiłej obsłudze w restauracji. To nie jest blog, gdzie każdy post będzie opatrzony fotką ukradkiem zrobioną pod stołem lokalu, bo przecież ta potrawa jest podana na złym talerzu!
Nie sztuką jest krytykować! Chociaż robimy to bardzo często, niestety bywa, że nieświadomie. Zdedydowanie lepiej jest chwalić i stale poznawać.. uczyć się smaków, zapachów i radości z życia!
Chwalmy tam, gdzie na pochwałę zasługują, ale na litość boską - tępmy zachowania rodem z głębokiego PRLu, gdzie klient z góry skazany był na porażkę w starciu z restauratorem, bo często nie miał po prostu alternatywy. To chyba logiczne, że jeśli gdzieś spotkam się z chamskimi kelnerami albo oszukiwanym jedzeniem ostrzegę przed tym innych zamiast po cichu wspierać złodzieja, który sięga po nasze pieniądze i sprzedaje nam syf. Jak najbardziej chwalmy lokale, gdzie można dobrze zjeść, gdzie obsługa jest miła, gdzie mamy poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Ale wskazujmy palcem błędy i wypaczenia - jeżeli restaurator nie potrafi wyciągnąć wniosków z krytyki, niech zamknie lokal! Dlaczego ma oszukiwać innych ludzi? Wolny rynek - wolny wybór. Ale i dostęp do informacji, również tej nie zawsze przychylnej restauratorowi. Po prostu KARM DOBRZE ALBO GIŃ (z rynku).
p.s. Używam tutaj słowa restaurator, ale myślę również o właścicielach pubów, budek i straganów, oraz wszystkich parających się gastronomią.



3 komentarze:

  1. I trudno się z tym nie zgodzić... Wychwalany pod niebiosa lokal popełniający głupie błędy za moje pieniądze zostanie wkrótce zamknięty - jeżeli czuję się oszukany, to powiem to 100 moim znajomym, bo to są znajomi i nie chciałbym, aby podali mu byle co i skasowali go na 100 zł. Teza, że należy w zimnej zupie znajdować same pozytywy jest idiotyczna i należy zwalczać tego typu przejawy "pozytywnego nastawienia". No chyba, że jest się właścicielem restauracji... nieudolnym i nieuczciwym... wtedy trzeba wspierać tego typu myślenie, bo ono daję nam dochód... A zadowolenie klienta... a co mnie to obchodzi!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Zgadzam się w zupełności. Pomysł, by dopatrywać się tylko pozytywnych cech w restauracjach mija się z celem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że myślimy podobnie :)

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...