O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


piątek, 24 lutego 2012

W samo południe, czyli bekonburger w Roy Benie

Wczoraj zadzwonił kolega i spytał, czy mam ochotę zmierzyć się z daniem, które on od jakiegoś czasu zamawia na lunch i nigdy jeszcze nie zjadł go do końca. Perspektywa spędzenia godzinki lub dwóch w dobrym towarzystwie przy jedzeniu nastroiła mnie bardzo pozytywnie. Choć pogoda ostatnio typowo jesienna, depresyjna i nie skłaniająca do wyjścia na dwór, przyjąłem wyzwanie i z radością w samo południe stawiłem się na placu boju, czyli w restauracji Roy Ben na ulicy Sienkiewicza. Wchodzi się "z ulicy", sam lokal mieści się w kamienicy na wprost Teatru Żeromskiego. Kilka słów o wystroju lokalu. Roy Ben stylizowany jest na brytyjski pub. Ściany oblepione angielskimi gazetami, flagi, blaszane reklamy, plakaty - mnie osobiście kojarzy się to bardziej z okresem "swingin' sixities" - dużo w tym brytyjskości, ale i sporo amerykanizmu. Samo wnętrze jest bardzo przytulne, dominuje kamień i drewno, po swojsku zagracone różnymi pubowymi gadżetami. Miejsc siedzących sporo, zarówno dla 2-3 osób, jak i dużych grup. W piwnicach znajduje się część "klubowa" z miękkimi fotelami, część górna to część typowo restauracyjna, dwupoziomowa. Na dole (lub raczej środku) znajdziemy: bar, salę dla dużych grup, lożę gdzie siądzie 2 x po 4 osoby, część centralna to trzy loże po 4 osoby, jeden wolno stojący stolik na 4 osoby i 3 stoliki dla 2-3 osób. My zdecydowaliśmy się zjeść na antresoli, gdzie znajdziemy: 1 stolik dla 6 osób, 1 na 4 osoby i 2 trzyosobowe. 



Tyle o wystroju, pora na menu. Tu troszkę się zdziwiłem, bo pomimo iż lokal reklamowany jest jako "angielski" to kuchnia jest raczej mocno mieszana. Obok potraw, które można podciągnąć również pod kuchnię angielską, spotkamy w menu dania włoskie czy wschodnie. Lekturę karty zaczynamy od starterów (ceny 9,90 zł do 14,90 zł), następne są zupy (tylko trzy, ale Anglicy zup nie lubią, traktują je raczej jako przekąski, więc OK. Ceny zup w przedziale 8,50 zł - 9,50 zł), Specjały Roy Bena (tutaj znajdziemy zarówno "Bekonburgera" za 14,90 zł jak i tzw. "Dużego Bena" za 55,50 zł, czyli zestawu mięs z ziemniaczkami dla 4 osób). Następnie mamy kartę dań klasycznych, w której oprócz polędwiczek czy steków znajdziemy też szaszłyk czy shoarmę, zakres cen 13,90 zł do 28,90 zł za "befsztyk Lancelota". Po kuchni klasycznej spotkać możemy tzw. Włoskie klimaty, gdzie typowo włoskie dania noszą angielskie nazwy (11,90 zł - 14,90 zł), sałatki (12,90 zł - 15,50 zł), ryby i owoce morza (18,90 zł - 22,90 zł), desery i napoje.
My zamówiliśmy bekonburgera, o którym kolega mawiał, że jeszcze nigdy tego dania nie udało mu się zjeść w całości. Chętnie podjąłem to wyzwanie, bo danie niby restauracyjne, a street foodowe trochę, więc na pierwszą recenzję lokalu w sam raz.
Po około 10 minutach od złożenia zamówienia na stoliku wylądowały talerze. Sapnąłem z uznaniem, bo porcje ogromne. 


Na talerzu wielkości klatki piersiowej kolegi znalazły się: gigantyczny hamburger w bułce, sterta frytek i surówka. Zacząłem od hamburgera. Ogromny plus, że kotlet robiony i smażony na miejscu, nie kupowany gotowy. Jednak: wielkość burgera to około 1/3 - 2/5 bułki, nawet fakt, że jest dość gruby nie potrafił ukryć rażących dysproporcji między nim a pieczywem. Bekonu w bułce był jeden plaster, do tego spalony. Wielkość kotleta byłbym jeszcze w stanie zaakceptować, gdyby nie to, że  również był moim zdaniem przetrzymany na ogniu i stracił tę tkliwą, chwytającą za serce soczystość mielonego mięsa. Reszta zawartości bułki to ser, cebula, sałata, sosy i inne typowe dodatki. Gdyby nie za suchy kotlet i spalony bekon, uznałbym tego hamburgera za bardzo dobrego, a nawet rewelacyjnego, a tak... było tylko dobrze. No, na pewno dużo lepiej niż w wypadku hamburgerów kupowanych w miejscach, gdzie kotlet jest "kupny" i przypomina raczej placek ziemniaczany niż burgera. 


Frytki. Nie dość, że jest ich naprawdę bardzo dużo, to jeszcze bardzo smaczne. Idealnie wysmażone, soczyste i chrupiące jednocześnie, bardzo przypominały mi frytki z McDonald's. Samymi frytkami można zaspokoić głód.
Surówka. Z białej kapustki z dodatkami również bardzo smaczna i idealnie pasująca do reszty.
Reasumując: porcja naprawdę gigantyczna i za 14,90 zł można się najeść (ja dałem radę, ale kolega 1/3 frytek i surówki zostawił bo nie zmęczył). Wielkość ma jednak swoje wady - jeśli ktoś nie wchłania jedzenia z prędkością światła, to końcówkę będzie jadł zimną. Edit: danie wyszło do nas naprawdę gorące, po prostu duża powierzchnia talerza sprzyja wychłodzeniu, więc to nie zarzut.
Stosunek ilość - cena: idealny
Stosunek jakość - cena: dobry plus. Jak pisałem, gdyby nie za suchy kotlet i spalony bekon, mniejsza bułka lub większy kotlet - byłoby idealnie.
Powiem szczerze - różne opinie na temat jedzenia i obsługi w Roy Benie czytałem, ale dzisiejsza wizyta nastawia mnie raczej pozytywnie do tego miejsca. Obsłudze nie mam nic do zarzucenia, jedzenie które zamówiliśmy poza drobnymi (acz drażniącymi) uchybieniami również zadowoliło. Za 15 zł najadłem się po pachy i jeśli poprawią kotleta to nie będę miał więcej uwag. 
Podkreślam, że nie jadłem tam wcześniej, więc moja opinia dotyczy tylko i wyłącznie zestawu "Bekonburger". Zdjęcia robiłem telefonem bez lampy, więc jakość jest jaka jest. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...