O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Konkurs - pytania II etapu

Zaczynamy drugi etap naszego konkursu. Odpowiedzi, jak poprzednio, przysyłajcie na adres streetfoodpolska@gazeta.pl.
W tym tygodniu do wygrania:
1 kupon na 50 zł do zrealizowania w VooDoo Steak House & Pizza,
2 kupony na Kanapkę Szefa  do zrealizowania w barze "4Mobiles" lub "Kebab"
2 kupony na zapiekankę ziemniaczaną z kiełbasą (bardzo sycąca!) do zrealizowania w "Kebab".

Czas start, termin nadsyłania odpowiedzi mija o północy 6.05.2012.

1. Skąd wywodzi się nazwa kanapki Po'Boy/Po'Boys
2. Podaj lokalizację (adres) baru 4Mobiles
3. Kiedy i gdzie odbyła się II Kielecka Gastrofariada?

Oczywiście cały czas możecie grać o nagrodę główną, czyli pobyt dla dwóch osób w Sabacie Na Gruszy. Wystarczy w mailu dokończyć zdanie: Idealne gospodarstwo agroturystyczne... Możecie wysłać odpowiedź jako osobny mail, lub jako czwartą odpowiedź.

Powodzenia!

Konkurs - wyniki etapu I

Zakończyliśmy więc I etap konkursu. Ze wszystkich maili, jakie do nas dotarły wylosowaliśmy siedem (czyli tyle, ile było nagród w tym etapie). Dodam tylko, że wszystkie odpowiedzi były prawidłowe, czyli:



1. Kto jest autorem sloganu "Cukier krzepi!"? - Melchior Wańkowicz

2. Podaj brakujący składnik Kanapki Michała: grillowana bagietka, mięso z kebaba, sosy, surówki i ... - frytki

3. Pooder Coffe & Club mieści się... - przy ul. św. Leonarda 23/9 w Kielcach

Jak losowaliśmy? Ponumerowałem Wasze maile w kolejności nadsyłania. Ponumerowałem karteczki, wrzuciłem do naczynia, wymieszałem i kazałem mojej córce wyciągnąć siedem. W ten sposób szczęście uśmiechnęło się do (podaję "nicki" z adresu e-mail):

1. monika.japonka - kupon na 20 zł do Klubo Kawiarni Cukier
2. msp.kaczmarska - kupon na 20 zł do Klubo Kawiarni Cukier
3. wnuczka73 - kupon na 20 zł do Klubo Kawiarni Cukier
4. aniakontakt - kupon na 20 zł na dowolny drink z karty w Pooder Coffe & Club
5. cezar001 - kupon na 20 zł  na dowolny drink z karty w Pooder Coffe & Club
6. ziolo2-90 - kupon na Kanapkę Michała do zrealizowania w "4 Mobiles" lub "Kebab"
7. brodeth - kupon na Kanapkę Michała do zrealizowania w "4 Mobiles" lub "Kebab"

Gratulujemy! Ze zwycięzcami skontaktujemy się mailem i uzgodnimy, jak mogą odebrać kupony. Reszcie życzę powodzenia w następnym etapie, pytania podamy dziś po południu. Przypominam, że cały czas możecie grać o nagrodę główną, czyli pobyt w Sabacie Na Gruszy!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Gastrofariada, czyli jak zostałem Kardynałem

Wczoraj, zgodnie z zapowiedzią, spotkaliśmy się w ogródku klubu Tapas, by wspólnie oddać cześć Garowi, najsmaczniejszemu spośród wszystkich bóstw. Choć przybyło nas dużo mniej niż deklarowało, impreza udała się nad wyraz. Na początku może parę słów o lokalizacji. Klub Tapas mieści się w kamienicy na ulicy Wesołej 10, kiedyś nosił nazwę Gaudi. Wystrój klubu to materiał na osobny post, opiszę go przy okazji recenzji zakąsek w późniejszym czasie. Dziś skupię się  na naszym ucztowaniu w ogródku. Do ogródka wchodzi się przez klub, jego największą zaletą jest to, że główna jego część jest kompletnie odcięta od ulicy, więc siedzi się nad wyraz spokojnie i sympatycznie, nie narażając się na ciekawskie spojrzenia. A więc zebraliśmy się w gronie 15 osób (mniej więcej, bo cześć gości była "dochodząca"). Tę edycję Gastrofariady, dzięki uprzejmości właścicieli Tapas, zrobiliśmy przy własnym jedzeniu (I odbyła się w restauracji Gildia, zimą zeszłego roku). Alkohole mieliśmy w cenie bardzo promocyjnej, bo np. duży Lech kosztował nas jedynie 4 zł. Co jedliśmy? Kiełbasy z grilla z sosami własnej produkcji, karkówkę marynowaną - pierwsza,  niesamowicie pachnąca, uczyniona przez Kardynała naszego Kościoła nieco nam się spaliła, ponieważ zagadaliśmy się przy stolikach. Mimo to okazała się być bardzo smaczna. Druga karkówka podana została jako ostatnie danie, i tej już dopilnowaliśmy :) Okazała się rewelacyjna! jedliśmy również kaszankę grillowana z kapustą a la bigos. Niespodzianką wieczoru był podany przez właścicieli Tapas consomme z prosciutto z kawiorem sferycznym. Kawior zrobiony był z melona! Połączenie zimnego, esencjonalnego rosołu z szynki prosciutto ze słodkimi kuleczkami z melona okazał się niesamowicie pobudzająca zmysły kompozycją. Kawiorek przed wrzuceniem do consomme wyglądał tak:


Bawiliśmy się do późnej nocy (skończyliśmy przed północą). Atmosfera była niesamowicie przyjacielska, jedzenie bardzo smaczne, a uczestnicy bardzo zadowoleni. W pewnym momencie biały dym z grilla oznajmił światu, iż w wieku 39 lat zostałem wyświęcony na Kardynała Wielkiego Wspaniałego Kościoła Gastrofariańskiego :)


Przy okazji ustaliliśmy, że w Tapas co półtora miesiąca będziemy urządzać imprezy bliskie sercu każdego smakosza. Czuwajcie więc, bo na pewno Was powiadomię o następnym spotkaniu! Kto nie był - niech żałuje! Na koniec jeszcze kilka fotek:






czwartek, 26 kwietnia 2012

Stary czy nowy? Konfrontacja dwóch bliźniaków - Pinta Atak chmielu


Przed długim weekendem mam dla Was kolejny gościnny wpis Łukasza "Młodego" Małka ze sklepu AGA, który jest jednym z fundatorów nagród w naszym konkursie. Tym razem Łukasz specjalnie dla  Was przeprowadził "analizę porównawczą" piwa "Atak chmielu" z browaru Pinta. Zapraszam do lektury!
Dziś prezentujemy dwa identyczne piwa. Atak chmielu zarówno w nowej jak i starej oprawie. Najpierw może drogą wstępu co nieco informacji. "Pinta" jest to browar kontraktowy utworzony w 2011 roku. Piwo warzone jest w Browarze na Jurze w Zawierciu, a receptury opracowuje pan Ziemowit Fałat. Twórcami browaru są pan Grzegorz Zwierzyna oraz Marek Semla. To prawdziwi sympatycy którzy kierowani ideą krzewienia oraz propagowania w sercach piwoszy nieco innych niż piwa typowe stylów piwnych "nawarzyli nam piwa" które z chęcią pijemy. Pierwsza, nowatorska stylistyka butelki opracowana była przez Marka Semlę oraz mieszkającego w Polsce armeńskiego artystę Tigrana Vardikyana. I w taki oto sposób szczupła brunetka stała się ikoną piwa. W środowisku piwoszy na temat Pinty jest jednak nieco głośniej. Niektórzy twierdzą, że Browar wycofał się z niektórych pozycji, inni zaś, że to tylko przejściowe. Wszystkim znany Podymek, Jak w dym, Wesołych Świąt, Ale Szycha, A'la Grodziskie i kilka innych znikły z półek sklepowych. Co ciekawsze, Browar zmienił także stylizację na nieco bardziej nowoczesną i stylową, a także zaoferował kapselki dedykowane. W chwili obecnej, oferta prezentuje się następująco: Atak chmielu i Odsiecz Wiedeńska pozostają nietknięte (w sensie takim, że Browar nie wycofał tych oto piw z rynku). "Pinta Wesołych Świąt" prawdopodobnie w pewnym sensie zostanie wydana w wersji "Pinta Dobry Wieczór", natomiast kompletną nowością będzie "Imperium atakuje" czyli Imperial India Pale Ale 19,1°. Przejdźmy jednak do rzeczy. Dlaczego AIPA (czyli American India Pale Ale)? Przede wszystkim piwo w stylu IPA (czyli India Pale Ale) to typowo angielskie piwo, które warzono dla brytyjskich kolonii. Piwo mocno nachmielone, górnej fermentacji, było w stanie wytrzymać na statku przeprawę morską jak i warunki klimatyczne, które nie sprzyjały na tyle, by przetransportować grymaśne piwo. IPA to piwo o kwiecistym bukiecie, w którym boryka się nieco żywica oraz cytrusy. Dlaczego AIPA? To po prostu Amerykańska odpowiedź na Brytyjski podgatunek. Nie wynika to z niczego innego, jak po prostu ze zwykłej rywalizacji. Atak Chmielu to zwycięzca konkursu na najlepsze piwo roku. Nie powinien ten fakt zaskakiwać, bowiem trunek ten sam w sobie jest doskonały. Pianka sztywna, a kolor miedziany, co sprawia, że nie mamy ochoty pić, co po prostu napawać oko tym pięknym widokiem. Tworzona nuta tajemniczości oraz otoczka wokół całego projektu dodała tylko enigmatyczności, przez co chmielowa eksplozja w ustach po prostu zniewala, a także sprawia, że pomimo wysokiej ceny, chcemy sięgać po piwo jeszcze i jeszcze. Premiera Ataku Chmielu oraz dwóch innych miała miejsce w maju. Osobista uwaga, jeżeli komuś życie miłe, nie dolewać do tego piwa soku malinowego w obecności miłośnika piwa.

Przechodząc jednak do meritum. Porównaliśmy bezpośrednio oba piwa. Przelewając do szklanki zarówno Atak Chmielu vol. 1 jak i Atak Chmielu vol. 2 nie natknąłem się na jakiekolwiek zróżnicowanie. Niemal ten sam kolor, śnieżnobiała pianka. Zapach jest zdecydowanie intensywniejszy w wersji starszej. Dawny Atak Chmielu ma dość ostrą woń, natomiast w przypadku *młodszego brata bliźniaka* jest nieco inaczej, zapach jest subtelny, delikatny, świeży, nie narzucający się. Zdecydowanie bardziej podobała mi się ta intensywna nutka. Pamiętam także, że początkowo Atak Chmielu był bardzo mocno grejpfrutowy (Piłem to piwo wówczas latem minionego roku). Zdecydowanie nigdy nie czułem się tak, jak gdybym pijąc Atak Chmielu kopał się z koniem, a w niektórych przypadkach, wypicie nawet małej porcji piwa było uciążliwe. Browar Pinta podchodzi do sprawy profesjonalnie, a pozycje przezeń oferowane są moim skromnym zdaniem obowiązkowe do wypróbowania. Pierwsze koty za płoty. Łyczek starej wersji - intensywna gorycz. Łyczek wersji nowej - delikatność, subtelność, jak zauważył słusznie Żorżyk, brak posmaków żywicy, zdecydowanie intensywniejsze cytrusy, poniekąd grejpfruty, lecz nie tak intensywne jak w pierwszych warkach piwa Atak Chmielu. Nie ukrywam, że . Wróciłem jednak do starszej wersji. Kolejny łyk wydawał mi się bardzo ostry oraz cięższy. Zdecydowanie bardziej wyraźny, jak gdyby gryzł się ze swoim bliźniaczym tworem. Na pewno receptury w niewielkim stopniu się od siebie różnią. Nie ukrywam także, że pan Marek, Grzegorz oraz Ziemek znów pozytywnie mnie zaskoczyli. Najnowsza odsłona Ataku Chmielu jest bardzo przyzwoita. Kosztując kolejnych łyków przypominało mi się londyńskie piwo Meantime w stylu IPA, które było nieco zbliżone w smaku. Jestem bardziej niż pewny, że piwo to tylko bardziej rozkocha w sobie serca piwoszy. Małymi kroczkami do perfekcji. Słuszna uwaga, to także fakt, że piwo to jest bardzo orzeźwiające. Doskonałe w swoim rodzaju, acz minusem jest fakt, że nie każdemu podpasuje. Co do samej wizualizacji, poza tym, że informacje są te same, na nowej Pincie zawarto także ciekawostkę: "Surowce dla PINTY dostarcza Browamator". Sądzę jednak, że dawna etykieta miała nieco lepszą stylistykę, a bynajmniej jeżeli chodzi o treść pisaną. Z drugiej jednak strony ta charakterystyczna "kiczowatość" odrzucała niektóre osoby, przez co piwo mogło nie trafiać do tak dużej ilości odbiorców, do jakiej być może trafi obecnie. Najwyraźniej nasi rodacy nie przywykli do różowych słoników, troli czy diabełków na butelkach. Nie doszukałem się także na nowej Pincie zalecanej temperatury, w jakiej należy piwo podawać. Na starej natomiast widnieje informacja, iż jest to 10-12°C.

Konkludując. Piwo to nieco się zmieniło, wciąż jest warte uwagi i myślę, że nie raz jeszcze powtórzę tę pozycję. Polecam z czystym sumieniem, bez obaw, że będę źle spał. Niemniej jednak, osobiste spostrzeżenie - Dla osób, które nie przepadają za goryczką, nie polecam. Sok malinowy na niewiele może się zdać, a czasem lepiej po prostu sięgnąć po piwa w stylu Śliwka w Piwie, które są bardziej profesjonalne. Zdecydowanie pozycja obowiązkowa. Poza kolorystyką oraz pianką, są to praktycznie dwa odmienne piwa. Jeżeli więc komuś zdarzyło się kosztować stary Atak Chmielu, zachęcam do próbowania tego nowego. Naprawdę warto! Piwo to sprzedawane jest w butelkach bezzwrotnych, co także ma swoje wady oraz zalety.




środa, 25 kwietnia 2012

Imprezy, imprezy...


Długi weekend w Kielcach zapowiada się nader interesująco. Nie wiem jeszcze do końca co planuje Cukier, ale dwie imprezy już teraz polecam Waszej uwadze. A więc:
  1. Street Food Polska, Wielki Wspaniały Kościół Gastrofariański - Oddział Świętokrzyski oraz Klub Tapas zapraszają 28.04.2012 o godzinie 18.00 do ogródka Klubu Tapas na ulicy Wesołej 10 w Kielcach, na II Kielecką Gastrofariadę, czyli Wielkie Żarcie dla członków i sympatyków WWKG. Wstęp wolny! Uczestnicy Gastrofariady mogą liczyć na atrakcyjne zniżki w barze - np. duży Lech za 4 zł, 0,5 l wódki + sok/napój za 55 zł. Jedzenie przynosimy swoje - do dyspozycji mamy grill i wędzarkę, można więc zabrać coś pod tym kątem, ale generalnie macie pełną dowolność co do przynoszonych potraw. Zapraszamy serdecznie - niech Gar będzie z Wami! P.S. Właściciele tapas szykują jakąś kulinarna niespodziankę !!!
  2. „Bankiet jak za dawnych lat" inauguruje sezon grillów i biesiad letnich 2012.

    Pooder Club przypomni dawnych bankietów i prywatek czar, przy najlepszych alkoholach i znakomitych, tradycyjnych zakąskach (nóżki w galarecie, śledzik po japońsku, schabik, strogonow itp.) przy
     znanych i lubianych piosenkach dwudziestolecia międzywojennego w nowych aranżacjach, których autorem jest kielecki aranżer Krzysztof Kisiała. Widowisko oddające atmosferę tamtych, wspaniałych lat z pewnością podbije niecodziennych, wykwintnych klientów i przysporzy starym przebojom kolejnych wielbicieli.

    Wstęp 15 zł., w cenie tradycyjne polskie pyszności, wodzirej oraz dla przebranych gości - DRINK GRATIS! (W dniu imprezy wstęp 20 zł.)

    Ada, to nie wypada, Każdemu wolno kochać, Seksapil… Mimo upływu lat szlagiery dwudziestolecia międzywojennego są ciągle popularne, mają swoich wiernych słuchaczy i miłośników, i to nie tylko wśród starszego pokolenia!
ZAPRASZAMY !

wtorek, 24 kwietnia 2012

Kaszanka, śledź i wódka, czyli Meta Seta

Sobotnią noc spędziłem dość aktywnie towarzysko. Na tyle aktywnie, że około 2 nad ranem postanowiłem namówić przyjaciół na przygodę z fast foodem w losowo wybranym miejscu. No dobra, o tej porze w jakimkolwiek jeszcze otwartym. Moim celem stała się nowa buda z fast foodami na Bodzentyńskiej, ale wtedy przyjaciel zwrócił mą uwagę na lokal o wszystko mówiącej nazwie "Meta Seta", położony kilka metrów dalej. Nigdy tam jeszcze nie byłem, a lokal zachęcał oferując wszystko, co o drugiej nad ranem może być człowiekowi do szczęścia potrzebne. Poszliśmy więc. Meta Seta mieści się na ulicy Bodzentyńskiej 3a, między Rynkiem a lokalem Majesty, obok Żabki. W środku znajdziemy oczywiście ladę barową, na której i za którą stoją grille i patelnie oraz lada chłodnicza. Spożywać można na siedząco (2 stoliki 4 osobowe) lub stojąco - jakieś 6 osób da radę przy czymś w rodzaju wysokiego stolika. Moim zdaniem miejsca siedzące to nieporozumienie. W takich lokalach nie przesiaduje się długo, raczej wpada przed albo po imprezie, by wypić ostatnią wódeczkę, zakąsić i iść dalej w miasto lub wracać do domu. Poza tym stoły zajmują większą część miejsca, którą można by wykorzystać do stania. I jeszcze jedno - lokale typu Meta Seta służą nie tylko konsumpcji, ale co równie ważne, integracji. Łatwiej nawiązać rozmowę stojąc przy kimś bark w bark i trącając się wódeczką niż gadać zza stołu. Dlatego uważam, że właściciele powinni zrezygnować ze stołów z krzesłami i "postawić" raczej na stojących klientów. Ale to tylko moje uwagi. Przejdźmy do meritum, czyli zakąsek.
Meta Seta oferuje zarówno alkohol, jak i zakąski. Piwo, wódka i napoje kosztują 4 zł, zakąski (kaszanka, śledzie, kiełbasy - biała i czerwona, karkówka) 8 zł. Wyjątkiem jest chleb ze smalcem, który można nabyć za 4 zł. My zdecydowaliśmy się na kaszankę i śledzie. Do tego po "pięćdziesiątce". Kaszanka smażona jest na patelni elektrycznej. Za 8 zł dostałem naprawdę potężną porcję.  Dobrze wysmażonej, ale nie suchej! To ważne. Myślę, że spora w tym zasługa podgardlanych skwarków (dużych i soczystych!), jak i tego, że kaszanka była świeża. Do każdej porcji kaszanki dodawana jest musztarda - nie wiem po co? Ja kaszankę wolę bez dodatków - cebula i skwarki wystarczą. Na szczęście musztarda jest z boku, więc można ominąć. Do każdej porcji ogórek kiszony, w sezonie maja być małosolne własnej produkcji. Śledzie - z octu, ale delikatne. Ocet czuć, lecz jest go niewiele, więc nie dominuje smaku ryby. Cebulka do śledzia taka jak lubię - nie za twarda, nie za miękka, w sam raz. Wódka zimna.
Reasumując: Meta Seta to miejsce doskonałe na biforek lub afterek, mające duży potencjał. To co zjedliśmy było smaczne i warte swojej ceny. Obsługa bardzo przyjemna. Ciekawa alternatywa dla klasycznych fast foodów. Myślę, że nie raz jeszcze trafię tam w swoich wędrówkach i zaprzyjaźnię się z innymi zakąskami. PAMIĘTAJCIE O KONKURSIE !!!


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Konkurs - tydzień pierwszy

No to zaczynamy zabawę. Oto pytania na pierwszy tydzień:


  1. Kto jest autorem sloganu "Cukier krzepi!"?
  2. Podaj brakujący składnik Kanapki Michała: grillowana bagietka, mięso z kebaba, sosy, surówki i ...
  3. Pooder Coffe & Club mieści się... (podaj adres)
Jak widzicie pytania trudne nie są, odpowiedź pierwsze można "wyguglować", na drugie odpowiedź znajdziecie na blogu, a na trzecie na profilu klubu na Facebooku.
Odpowiedzi należy nadsyłać do niedzieli 29.04 do północy na adres: streetfoodpolska@gazeta.pl
Nagrody (opis znajdziecie tutaj) rozlosujemy w poniedziałek 30.04, ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą elektroniczną.
Przypominam, że przez cały czas trwania konkursu można grać o nagrodę główną, czyli pobyt dla dwóch osób w gospodarstwie agroturystycznym Sabat Na Gruszy. Żeby wziąć udział w losowaniu nagrody należy na adres streetfoodpolska@gazeta.pl przysłać dokończone zdanie: "Idealne gospodarstwo agroturystyczne...".
Powodzenia!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Konkurs czas zacząć!!!

Zgodnie z zapowiedzią zapraszam Was do konkursu. Konkurs trwa od poniedziałku 23.04.2012 do 13.05.2012. Ponieważ udało mi się zebrać więcej sponsorów, postanowiłem podzielić konkurs na 3 etapy (każdy trwa tydzień).
Nagroda główną, ufundowaną przez sabatnagruszy.pl, jest pobyt dla dwóch osób z pełnym wyżywieniem w gospodarstwie agroturystycznym Sabat Na Gruszy. Ponadto co tydzień grać będziecie o różne nagrody. I tak:

  • tydzień pierwszy (23.04.20012 - 29.04.2012 do północy) - do rozlosowania mamy: 2 kupony o wartości 20 zł na dowolnie wybrany drink z karty do zrealizowania w Klubie Pooder, 3 kupony o wartości 20 zł do zrealizowania w Klubo Kawiarni Cukier oraz 2 kupony na Kanapkę Michała do zrealizowania w barze 4Mobiles lub "Kebab"
  • tydzień drugi (30.04.2012 - 6.05.2012 do północy) - do rozlosowania mamy: kupon na 50 zł do zrealizowania w VooDoo Steak House & Pizza, 2 kupony na Kanapkę Szefa do zrealizowania w barze 4Mobiles lub "Kebab" oraz 2 kupony na Zapiekankę Ziemniaczaną z Kiełbasą do zrealizowania w barze "Kebab"
  • tydzień trzeci (7.05.2012 - 13.05.2012 do północy) - do rozlosowania mamy: 3 paczki - niespodzianki ufundowane przez Sklep AGA, 2 kupony na Dużą Lornetę z Meduzą do zrealizowania w Klubie Tapas oraz niespodziankę od Elitgraf.pl.
Co zrobić żeby wygrać? Otóż: co tydzień (23.04, 30.04 i 7.05.2012) publikować będziemy na blogu pytania. Odpowiedzi należy przesyłać mailem na adres streetfoodpolska@gazeta.pl najpóźniej do ostatniego dnia danego tygodnia. Nie ma limitu wygranych, czyli przy odrobinie szczęścia wygrywać możesz co tydzień! Ze zwycięzcami kontaktować będziemy się drogą elektroniczną.

Żeby wziąć udział w losowaniu nagrody głównej należy przesłać mejlem na wyżej podany adres dokończone zdanie: "Idealne gospodarstwo agroturystyczne...." - długość wypowiedzi dowolna.

WYJAŚNIENIA DOTYCZĄCE NAGRÓD:
  1. Pobyt w gospodarstwie agroturystycznym Sabat na Gruszy: nagroda obejmuje pobyt dla dwóch osób (1 nocleg), pełne wyżywienie oraz dodatkowo wypożyczenie rowerów na cały dzień lub wędkowanie. Kupon można zrealizować po 1 czerwca 2012.
  2. Kupony na określone kwoty realizowane są "bez reszty", czyli wybierając np. drinka za 18 zł, a dysponując kuponem na 20 zł - nie otrzymasz reszty! Możesz oczywiście użyć kuponu w rozliczeniu, czyli dopłacić, jeśli wybierzesz coś powyżej tej kwoty.
  3. Kupony na określoną kwotę ważne są 1 miesiąc.
  4. Nagrody nie są wymieniane na gotówkę!
  5. Kupony do klubów i Sklepu AGA odebrać może wyłącznie osoba pełnoletnia!
Zachęcam do "polubienia" na Facebooku naszych sponsorów - nie jest to obligatoryjne, ale byłoby miłym gestem z Waszej strony :) Miłej zabawy - pierwsze pytania pojawią się na blogu 23.04 do godziny 15.00.


Sponsorzy konkursu:
Sklep AGA
Tapas
Pooder
Cukier
Elitgraf
Sabat Na Gruszy
VooDoo Steak House & Pizza
Bary 4Mobiles i Kebab


Organizator: StreetFoodPolska

sobota, 21 kwietnia 2012

Tortilla z karkówką, czyli alternatywa dla kebaba

Z cyklu "Lubimy wracać w miejsca, które już znamy" ciąg dalszy. Wczoraj opisałem hot doga w "Kebab" na Paderewskiego, dziś przedstawię Wam tortillę w Jaffa Grillroom na Rynku. Ostatnim razem jadłem tam zapiekankę, teraz postanowiłem spróbować czegoś innego. Mój wybór padł na tortillę. Z czym? Ano z karkówką, z której Jaffa słynie. Co prawda oferują też kebab z kurczaka, ale ja jakoś wchodząc tam miałem wybitnie ochotę na wieprzowinę. Tak też zamówiłem. Po raz kolejny muszę pochwalić obsługę w Jaffie - miła i pomocna, sprawia, że chce się tam wracać.
Duży naleśnik wylądował na elektrycznym grillu, karkówka pocięta w kawałki na patelni, która następnie trafiła do pieca. Sosy wybrałem mieszane. Do tortilli oprócz mięsa trafiły też surówki. Całość została sprytnie zawinięta, w ten sposób, że wzdłuż jednego boku idzie mięso, wzdłuż drugiego surówki. W ten sposób każdy kęs jest identyczny, nie na zasadzie, że raz mięso, raz surówki. Jakoś przyjemniej się to zjada moim zdaniem. Zapłaciłem 11 zł i poszedłem ze swoim street foodem w stronę domu.
Szedłem sobie niespiesznie, jak zwykle analizując to co jadłem. A więc po kolei:

  • Naleśnik - duży, podpiekany dwa razy - pierwszy przed napełnieniem, drugi raz po zwinięciu, dzięki czemu, mimo zimnych surówek, do samego końca pozostał ciepły.
  • Karkówka - absolutna rewelacja. Doskonale doprawiona, pocięta w kawałki, które nie zmuszają nas do długiego przeżuwania, gorąca i soczysta.
  • Sałatki - nigdy nie skupiam się na tej części fast fooda, chyba, że w jakiś drastyczny sposób psują mi smak. Tutaj w żaden sposób nie przeszkadzały, doskonale komponowały się z mięsem. Być może duża w tym zasługa
  • Sosów. Jak pisałem wcześniej, zamówiłem mieszany. Lubię bardzo jaffowe sosy - nigdy nie dominują w potrawie, zawsze natomiast podbijają smak. Tak było i tym razem. 
Nie wiem, czy tortilla w Grillroomie występuje w jednym rozmiarze czy kilku - ta którą jadłem nasyciła mnie, ale... Podobnie, jak w przypadku lawasza w Troyu, wydaje mi się, że 11 zł to trochę za dużo. Moim zdaniem również w tym przypadku cena 9 zł byłaby adekwatna do ilości i jakości jedzenia. 
Mimo to polecam, bo karkówka w Jaffie jest naprawdę smaczna i warto czasem dla odmiany spożyć coś innego niż klasyczny kebab. Jeśli więc głód dopadł Was na Rynku - polecam Jaffa Grillroom, bo jedzenie maja dobre, ceny nie z kosmosu, a obsługę nader uprzejmą.
A już w poniedziałek startujemy z dużym konkursem, w którym będziecie mogli wygrać m.in. kupony do zrealizowania w kilku miejscach przez nas opisanych.



piątek, 20 kwietnia 2012

Hot Dog godny polecenia, czyli nowy faworyt

Przez ostatnie dwa dni miałem przyjemność odwiedzić miejsca, które już tutaj opisywaliśmy. Postanowiłem jednak przetestować fast foody, których tam do tej pory nie zamawiałem. Na pierwszy ogień poszedł hot dog XXL w "Kebabie" na Paderewskiego. Do tej pory jadałem tam rewelacyjne kanapki, tym razem postanowiłem spróbować klasyki fast fooda. Wszedłem więc i zamówiłem. Po kilku chwilach odebrałem swoje zamówienie. Miałem zamiar zjeść idąc, ale wielkość i konstrukcja tego hot doga przekonała mnie, by spożyć go przy stoliku. Bagietka, jak zwykle w tym miejscu, trafiła na elektryczny opiekacz - dzięki temu bułka pozostaje długo gorąca i chrupka. W środku wylądowały dwie parówki (dłuższe niż te, które dają na Seminaryjskiej), sałatki, mnóstwo chrupiącej karmelizowanej cebulki i sosy - ketchup i majonez. Porcja na pierwszy rzut oka nie wydaje się zbyt duża, ale w miarę jedzenia przekonujemy się, że naprawdę mamy do czynienia z wersją XXL. Nieco mniejszą niż np. w Złotym Koguciku, ale za to bagietka dużo smaczniejsza. Kiedyś moimi ulubionymi XXL-ami były hot dogi pod szpitalem na Kościuszki, ale dawno już tam nie jadłem, więc nie wiem czy coś się zmieniło i nie porównuję. Na chwile obecną, gdybym miał wskazać ulubionego hot doga XXL bez wahania wybrałbym tego na Paderewskiego. Nie dość, że duży, to jeszcze bardzo, bardzo smaczny. Parówki miękkie i soczyste. Ilość dodatków spora, nie przytłaczająca jednak smaku parówek, sosy dawkowane odpowiednio tylko podbijają smak, całość po prostu perfekcyjna. Podobnie jak w przypadku kanapek, bagietka którą dostajemy jest wg mnie najlepszą bułką w kieleckich fast foodach, a ponieważ zawsze jest rewelacyjnie opieczona, do samego końca pozostaje ciepła, chrupiąca i smaczna. Reasumując - najadłem się po pachy, wszystko było bardzo smaczne i polecam Wam gorąco to miejsce, bo jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Cena 6,50 zł za hot doga XXL jest jak najbardziej adekwatna do jakości i ilości. Polecam bo warto.



W następnej recenzji opiszę Wam moją przygodę z Tortillą z karkówką w Jaffa Grillroom i powiem, czy warto na nią wydać 11 zł.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Konkurs... Już w poniedziałek!!!

Paczki - niespodzianki dla piwoszy, kupony do restauracji, kupony na fast foody, kupony do pubów, pobyt dla 2 osób w gospodarstwie agroturystycznym... To wszystko będzie do wygrania od poniedziałku! Bądźcie czujni!

środa, 18 kwietnia 2012

To co tygrysy lubią najbardziej ,czyli stek z argentyńskiej wołowiny w VooDoo

Nienawidzę rzeczywistości, ale to jedyne miejsce, gdzie można dostać dobry stek. (Woody Allen)

Po raz kolejny zawitałem do VooDoo. Tym razem na moim celowniku znalazły się oferowane przez nich steki z polędwicy wołowej. Ostatnio pisałem co prawda, że mam chęć na T-Bone Steak, ale jak zwykle wyszło inaczej. Po pierwsze VooDoo wycofuje z oferty T-Bone'a, po drugie polską wołowinę zastępują argentyńską. Przyczyny wycofania T-Bone nie są mi znane, ale na zamianie mięs skorzystałem, bo do końca tygodnia ceny steków pozostają nie zmienione. Ponieważ wołowina argentyńska jest od polskiej droższa, ceny zostaną nieznacznie podniesione, póki co można jeszcze zjeść w starej cenie, więc zalecam się pospieszyć.
Ponieważ miałem straszną chęć spróbować tego mięsa, zamówiłem najmniej "inwazyjną" wersję steka, czyli z masłem czosnkowym (do wyboru są jeszcze w sosie z zielonego pieprzu oraz z grzybami leśnymi). Do tego zaordynowałem sobie ziemniaki z pieca zamiast frytek i zestaw surówek (w cenie).
Po kilku minutach dostałem talerz ze swoim daniem. Po kolei: jako żem fan tatara i  lubię krwiste mięso, poprosiłem o stek słabo wysmażony i taki też dostałem. Już na początku  bardzo mi się spodobało, że w VooDoo do polędwicy podchodzą z całym szacunkiem, jaki temu mięsu się należy, czyli nie traktują go tłuczkiem - stek, który dostałem to po prostu kawał soczystego mięcha. Zapewne gdyby poddać go "obróbce" a la schabowy, zajmowałby cały talerz, ale wtedy polędwica pozbawiona zostałaby całej swej soczystości. Tak więc podkreślam: w VooDoo steków nie rozbijają! Nie doprawiają też mięsa przed obróbką - kolejny plus, bo po pierwsze mięso nie traci swoich walorów smakowych podczas smażenia, a po drugie nikt nie decyduje za mnie, ile soli czy pieprzu mam użyć. Przyprawy lądują na stoliku razem z mięsem. Stek okazał się być po prostu idealny - podsmażony z zewnątrz, w środku krwisty i soczysty, dokładnie tak, jak chciałem. Jeśli ktoś się obawia, że dodawane do steka masło czosnkowe zapaćka potrawę, może odetchnąć z ulgą - nakładane jest na mięso tuż po zdjęciu z patelni/grilla i w ilości, która jedynie zwilża stek, delikatnie nadając aromat i podkreślając smak. Nie mam żadnych zastrzeżeń, mięso cudownie delikatne, mięciutkie i soczyste, po prostu cudo.
Ziemniaki z pieca - wziąłem zamiast frytek, bo jakoś bardziej mi pasowały do tego dania. I była to dobra decyzja - dostałem dwa duże ziemniaki w mundurkach, przybrane masełkiem czosnkowym. Doskonale upieczone, miękkie, kruche, w towarzystwie masełka były idealnym dopełnieniem mięsa. Do tego zestaw trzech surówek, również bardzo smacznych.
Podsumowując - za 42,90 zł najadłem się po pachy. Nie jest to danie tanie, ale od czasu do czasu warto zafundować sobie coś takiego. Na zdjęciach i w pierwszej chwili po podaniu może wydawać się, że jedzenia nie jest dużo - zapewniam Was, że to złudzenie :) Potrawa jest bardzo nasycająca! Co prawda ci, którzy steka kojarzą z płaskim rozbitym kotletem wielkości płyty chodnikowej mogą poczuć się zawiedzeni, widząc to co ląduje na talerzu. Jeśli jednak ktoś chce docenić wszystkie dobrodziejstwa, jakie oferuje argentyńska polędwica - będzie wniebowzięty. Podobnie jak w przypadku Luizjana Burgera - wyjdziecie najedzeni i zadowoleni. Polecam gorąco!



wtorek, 17 kwietnia 2012

W Żabce na Rogatce zrobiła mi dobrze, czyli po francusku za nieduże pieniądze raz jeszcze

Na Rogatce Krakowskiej obok postoju taksówek była swego czasu księgarnia. Była i była i była, aż w końcu ją zamknęli. Na jej miejsce otworzono sklep sieci Żabka. Byłem z córką na spacerze i weszliśmy, bo zachciało jej się coś słodkiego. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że w sklepie można nabyć hot dogi i kawę! Jedno i drugie kosztuje 1,99 zł. Byłem co prawda po sutym obiedzie, na który składał się stek z polędwicy argentyńskiej z ziemniakami z pieca i surówkami, spożyty w VooDoo. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z okazji i nie nabył owego hot doga, tym bardziej, że cena bardzo atrakcyjna. W związku z tym recenzja steka będzie jutro, a dziś szybka recka FrogDoga ;)
Do wyboru mamy kabanos, parówkę lub kiełbaskę. Ja wziąłem kabanosa. Do tego musztardę (ale sosów jest więcej, jeśli ktoś sobie życzy). Hot dog francuski sprzedawany w Żabce pod logiem Fresh Cafe niczym nie różni się od "francuzów", jakie możemy dostać choćby na Orlenie czy Statoilu - kiełbaski "rolowane" na opiekaczu, bułka grillowana. Tylko... cena dużo lepsza - połowa tego, co trzeba zapłacić na stacjach benzynowych. A czy warto wydać 2 zł na tego hot doga? Absolutnie tak - kabanos okazał się  tłuściutki, soczysty a jednocześnie bardzo zwarty, bułka opieczona tak jak lubię, czyli chrupka z zewnątrz, soczysta w środku. Sos jak sos - zwykła musztarda, ale całość po prostu świetna. Nie wiem, czy Fresh Cafe będzie docelowo we wszystkich sklepach sieci, ale jeśli tak, to zrobią bardzo dużą konkurencję wszystkim fast foodom. Ja się bardzo cieszę, bo hot dogi uwielbiam, a te z Żabki są rewelacyjne. Polecam bo warto, za 2 zł nie zjecie na ciepło lepszej przekąski, a jeśli komuś smakują "francuzy" ze stacji benzynowych to niech bierze w ciemno, na pewno nie pożałuje.


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Restauracja Cichy Kącik, czyli prawdziwe domowe jedzenie

Onegdaj znajdował się tam Bar Mikrus. Stopniowo chylił się ku upadkowi, stając się miejscem, gdzie chodziło się już tylko na wódkę i piwo. Mimo wszystko darzyłem to miejsce sentymentem, ponieważ na początku lat 90-ych niejedną przerwę czy zajęcia szkolne spędziłem przy tamtejszych stolikach. Ale... było, minęło. Obecnie zamiast Mikrusa funkcjonuje Restauracja Cichy Kącik. W niedzielę zostałem tam zaproszony na rodzinną imprezę. Ponieważ nie była to "klasyczna" wizyta, więc ta recenzja nie będzie taka, jak poprzednie. Jednak zarówno kuchnia, jak i obsługa zrobiły na mnie jak najlepsze wrażenie, więc podzielę się z Wami kilkoma przemyśleniami, a właściwą recenzje napiszę, kiedy już pójdę tam na wódeczkę i śledzia, bowiem jak się dowiedziałem od osób systematycznie bywających w Cichym Kąciku, śledzie maja ponoć nieziemskie, a i ceny alkoholi zachęcają do bliższego zaprzyjaźnienia się z tym lokalem (45 zł za pół litra dobrej wódki, to jak na restaurację wręcz za darmo).
A więc po kolei: Cichy Kącik mieści się na ulicy Stanisława Konarskiego 3, budynek dobrze widać z przystanku autobusowego na Źródłowej. W lokalu mamy dwie sale, w tym jedna z barem, oddzielone od siebie "półścianą". Wejścia również są dwa: jedno od strony Konarskiego, z tarasem i parasolami, drugie od strony parkingu na Źródłowej. Nie jestem w stanie podać ustawienia stolików, ponieważ równocześnie odbywały się dwie imprezy, więc stoliki były zestawione. Stoliki i krzesła są drewniane, siedzi się wygodnie. Menu, które było zamówione na tę krótką imprezę nie różni się zbytnio od tego dostępnego w karcie (może poza sałatkami). Jedliśmy więc:

  • Rosół z makaronem - uch! Powiem Wam, że ten rosół mnie uwiódł - jeżeli gdzieś w Kielcach można zjeść rosół, który smakuje tak, jak domowy to właśnie w Cichym Kąciku. Uwierzcie mi, w ogóle go nie doprawiałem, ponieważ był tak pyszny, że nie potrzebował już żadnych dodatków! Makaron ugotowany idealnie, całość po prostu mistrzostwo świata! Tak się powinno robić rosół! Polecam bardzo gorąco!
  • Drugie danie to zestaw surówek (trzy różne), ziemniaczki opiekane (doskonałe, soczyste w środku, z chrupiącą skórką na zewnątrz) oraz mięsko: filet z kurczaka schab pod musem brokułowym. Mięso podane było w dwóch kawałkach, w formie rożków, napełnionych szpinakiem z dodatkami oraz (drugi) farszem z morelą. Mięso mięciutkie, farsz doskonały, mus z brokułów wręcz zjawiskowy. Mimo nieco wyszukanej formy tego dania, nadal czułem, jakbym jadł w domu!
  • Zimne mięsa: schab faszerowany na trzy sposoby: z morelą, musem szpinakowym, musem paprykowym (mój faworyt) oraz pieczony bez farszu. Rewelacja!
  • Sałatki: były dwa rodzaje - z tuńczyka i ananasa, bardzo smaczna oraz klasyczna warzywna - tutaj znowu muszę podkreślić smak domowej kuchni - sałatka smakowała bowiem, jakbym sam ją w domu robił.
  • Faszerowane pieczarki na gorąco - doskonałe pod wódeczkę.
Muszę, po prostu muszę pójść tam jeszcze raz, bo ceny bardzo przystępne (na ile się zorientowałem danie główne w granicach 20 zł), atmosfera rewelacyjna, tutaj ogromny ukłon w stronę obsługi, której daję 6 punktów na 6 możliwych - kompetentna, profesjonalna, ujmująco grzeczna i pomocna. Kuchnia po prostu rewelacyjna. 
Gdybym miał doszukiwać się wad, to jedyny minus jest taki, iż lokal czynny jest jedynie do 21.00, więc nadaje się albo na obiad, albo zaledwie na biforek przed pójściem w miasto. Szkoda, bo chętnie bym pobiesiadował tam do późna! No nic, postaram się tam wkrótce zmierzyć z owymi legendarnymi (w pewnych wtajemniczonych kręgach) śledziami i zdam relację. Acha - w ofercie oprócz "dań domowych" można znaleźć dania kuchni włoskiej i wegetariańskie.
Raz jeszcze gorąco polecam Cichy Kącik - zarówno na rodzinny obiad, jak i atrakcyjne miejsce na  before party.

sobota, 14 kwietnia 2012

Rybka lubi pływać, czyli o piwach i zakąskach ciąg dalszy

Pisałem już kiedyś o różnych smacznych piwach i zakąskach do nich. Ostatnio znowu odwiedziłem sklep AGA celem przyswojenia sobie nowej wiedzy na temat piwa. Efektem wizyty było nabycie kilku piw i zakąski, której poprzednio nie było, a na którą miałem straszną ochotę.
Po kolei: na pierwszy ogień poszło piwo Altbier z Manufaktury Piwnej Browaru Jabłonowo. Piwo wzorowane na tradycjach dusseldorfskich, powstało we współpracy z piwowarem domowym Marcinem Chmielarzem (nazwisko zobowiązuje). Altbier jest ciemnym piwem górnej fermentacji. Pasteryzowane. Kolor ciemnobursztynowy, piana gęsta i zwarta. Piwo posiada bardzo lubianą przez mnie goryczkę, taką w sam raz. Dla mnie bardzo smaczne, aczkolwiek trudno mi opisać dokładnie jego smak - czuć lekko palony posmak, czuć słód... Po prostu dobre. Więcej informacji na temat tego piwa znajdziecie TUTAJ.

Dla żony nabyłem Jabłko w Piwie z Browaru Kormoran. Nie przepadam za piwami owocowymi, ale muszę przyznać, że to piwo jest wręcz idealne na gorące dni - alkoholu w nim nie czuć (choć zawiera go 4,5%), a jeśli chodzi o smak, to na myśl przychodzi mi od razu mus jabłkowy. Jabłko bowiem, zgodnie z nazwą jest smakiem dominującym. Nic dziwnego, bowiem do produkcji tego piwa użyto soku aż pięciu rodzajów jabłek! Znajdziemy więc posmak Antonówki, Lobo, Idareta, Cortlanda i odmiany Vista Bella. Lekkie, smaczne, idealne na lato. Dla tych, którzy lubią piwa owocowe lub piwo z sokiem będzie to strzał w dziesiątkę. Polecam.
Jabłka w Piwie tylko spróbowałem, skupiłem się bowiem na drugim piwie, a mianowicie Warmiaku Ciemnym, wyprodukowanym podobnie jak Jabłko, w Browarze Kormoran. Warmiak jest piwem niepasteryzowanym, o 6,5% zawartości alkoholu. Ciemne, z wyczuwalnymi nutami kawy i karmelu. Producent zawarł na etykiecie informację iż Warmiak jest piwem treściwym - wg mnie mimo dużej zawartości alkoholu, piwo to wydaje się lekkie w smaku. Smaczne, z goryczką, cieszyło moje kubki smakowe. Piwo słusznie nagradzane (I miejsce w Otwartym Konkursie Piw I Gali Browarników w 2009 roku oraz II miejsce w Konsumenckim Konkursie Piw Bractwa Piwnego, również w 2009 roku). Godne polecenia, aczkolwiek z powodu jego "zdradliwości" (6,5% alk., ale nie czuć tej mocy) zalecam ostrożność ;)
W trakcie konsumpcji pogryzałem sobie suszone rybki. Opakowanie zawiera 35 g, około 8-10 sztuk, suszonych rybek zwanych LIZARDFISH. Rybki suszone i solone są w całości - nie mają głów i wnętrzności, zachowały natomiast skórę i płetwy. Coś niesamowitego - idealna zakąska do piwa. Rybki są suche, twarde lecz jednocześnie lekko gumiaste, mocno nasolone. Żując je i spłukując smak piwem, czułem pełnię szczęścia. Polecam nie tylko piwoszom, ale i wszystkim, którzy lubią smak ryb.


Piwa i zakąski nabyłem w sklepie AGA na ulicy Romualda 15. Dziękuję Łukaszowi, który doradzał mi jak zwykle wybór piw, dla początkującego miłośnika piwa była to pomoc nieoceniona.

piątek, 13 kwietnia 2012

Szkolenie z Social Media w Kielcach!

Poza tematem, ale informacja ważna: w dniach 12 i 13 maja można będzie w Kielcach odbyć doskonałe szkolenie z Social Mediów! W tych dniach zawita do nas ekipa Socjomani - ja byłem na tym szkoleniu w Krakowie i gorąco polecam! Jeśli: interesujesz się Social Media, pracujesz w marketingu, szef każe Ci założyć konto firmowe na Facebooku, a Ty tego nie ogarniasz, chcesz po prostu wzbogacić swoja wiedzę o nowych formach marketingu - to szkolenie jest dla Ciebie! Szczegóły znajdziecie na stronie Socjomanii.
Raz jeszcze polecam i zachęcam do uczestnictwa - naprawdę warto!

Powrót do korzeni, czyli hot dog za 6 zł

W życiu każdego alkoholika przychodzi taki dzień, kiedy musi się napić. Z fast foodami jest podobnie - po ostatnich ekscesach postanowiłem na chwilę wrócić z nieba na ziemię i popróbować jakichś zdecydowanie tańszych przekąsek. Dawno nie jadłem hot dogów z ulicznych budek i wczoraj nadarzyła się okazja. Na ulicy Seminaryjskiej, obok apteki Na Rogatce, między budką piekarni Piekiełko a kioskiem Lotto, tuż przy przystanku MPK mieści się od lat buda z fast foodem. Pozycji w menu mają sporo - od hot dogów i hamburgerów ( w tym również XXL) poprzez kebab aż po dania obiadowe, czyli kebab na frytkach. Mnie się akurat zachciało hot doga, więc postanowiłem swą zachciankę zrealizować w tym właśnie miejscu. Podkreśliłem dość szczegółowo lokalizację, ponieważ 100 metrów dalej, na Rogatce Krakowskiej mieści buda, przed którą ostrzegam zawsze i wszędzie. Do rzeczy: fast foody w owej budzie, gdzie zamawiałem są tanie. Patrząc na menu nieco się zdziwiłem, bo hot dog XXL kosztuje tam tylko 6 zł. No jak tak, to tak... Zamawiam! Podpatrywałem oczywiście przez okienko proces produkcji. Tu dostają ode mnie dużego plusa już na starcie, bo bagietka nie ląduje w mikrofali tylko na grillu elektrycznym. Została solidnie podpieczona z obu stron. Bardzo dobrze! Odebrałem po chwili swojego hot doga i wydaliłem się by spokojnie kontemplować to co kupiłem. A więc po kolei:

  • bułka - bagietka, długości około 35 cm, dzięki opiekaniu nie stygnie szybko i pozostaje chrupiąca, jednak nie jest to "dolna połówka", jak w zapiekankach, tylko przecięta wzdłuż - tak jak w Koguciku lub w przypadku kanapek w Kebab i napełniana
  • wsad stanowią dwie parówki - kolejny plus, bo parówki choć krótkie, to soczyste, nie sieczka drobiowa, która po prostu nie ma żadnego smaku (patrz relacja z wyjazdu do Łowicza), poza tym standard: ogórek konserwowy i świeży, kapusta pekińska, cebulka prażona i sosy - ketchup, majonezowy i musztardowy.

Do hot doga dostajemy widelec - bez niego zjedzenia tego jest niemożliwością, chyba, że ktoś preferuje spacer przez miasto upaćkany od stóp do głów. Całość okazała się smaczna - nie jest to jakiś szczyt sztuki kulinarnej, ale jak ktoś ma chęć na klasyczny fast food ze wszelkimi tego konsekwencjami smakowymi - będzie zadowolony. Poza tym cena - 6 zł za hot doga, który "wagowo" równoważny jest dwa razy droższemu kebabowi (uśredniam) to naprawdę niedużo. 
Jeśli więc nie masz pretensji do wyszukanych dań, lubisz smak typowego fast fooda i chcesz tanio zjeść - bierz w ciemno. Za 6 zł można co prawda zjeść np. gołąbki w Sprincie, ale... czy one dadzą tyle radochy i upaćkasz się tak, jak przy hot dogu? ;) 

środa, 11 kwietnia 2012

Magia VooDoo, czyli Po'Boy i gumbo w oparach bluesa

Zarzekałem się po ostatniej wizycie w VooDoo, że jeszcze tam przyjdę by zaznajomić się z klasyką nowoorleańskiego street fooda, czyli kanapką Po'Boy. Tak się złożyło, że miałem dziś bardzo "zalatany" dzień i około 15-ej zaczął mi doskwierać mały głód. A że dopadł mnie był akurat na Sienkiewicza, kilka metrów od wzmiankowanego lokalu... Wybór był oczywisty. Wszedłem więc do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to wisząca przy barze ogromna szynka serrano.

Czyli pizzę z tą szynką można już zamawiać. To dobra wiadomość, ale miałem dziś chęć na nowoorleańską klasykę. Usiadłem i zamówiłem więc kanapkę, która spędzała mi sen z powiek przez ostatni tydzień, czyli
Po'Boy

Nazwa tej kanapki to zbitka słów "poor boy", czyli "biedny chłopiec". Podobnie jak pizza we Włoszech, Po'Boy było pierwotnie daniem biedoty - kawałek bułki, w którą wsadzało się to co akurat było w domu: pomidor, ścinki mięsa, resztki warzyw, dla dzieciaków z nowoorleańskich ulic był to często jedyny posiłek. Kreole doprowadzili to danie do rangi sztuki - w Nowym Orleanie najczęściej występuje wersja z wołowiną po kreolsku. To co wyróżnia Po'Boya od innych klasycznych amerykańskich kanapek to pieczywo - robi się go z francuskiej bagietki. W VooDoo Steak House & Pizza Po'Boy jednak nie jest z bagietki - nie jest to zarzut, bowiem okazuje się, że bułka pieczona jest na miejscu (wcześniej pieczywo zamawiane było z lokalnej piekarni, ale jak się dowiedziałem, piekarnia owa nie wywiązała się z umowy, stąd pomysł - bardzo dobry! - z własnym pieczywem).
A więc, wracając do meritum, czyli kanapki: Bułka, jak wspomniałem, pieczona na miejscu, puszysta, z chrupiącą skórką, mięciutka, podgrzana - idealna. W środku znajdziemy soczyste paski pieczonej wołowiny, świeżego ogórka, świeżą paprykę, cebulę białą i czerwoną oraz sos majonezowy(chyba nic nie przeoczyłem). W sumie jedna z najsmaczniejszych kanapek, jakie jadłem. W porównaniu do Luizjana Burgera nie jest tak sycąca, ale też Po'Boy sprzedawany jest jako przystawka, a LB jako danie główne. Po'Boy kosztuje 12,50 zł i moim zdaniem kanapka warta jest tej ceny - świetna alternatywa dla kebaba pod względem sytości, a miłośników kanapek na ciepło na pewno uwiedzie smakiem. Zasadniczo po dodaniu kilku kropli tabasco mamy doskonała zakąskę do piwa. Na koniec mam jedną uwagę - brak serwetek! W przypadku innych dań dostaje się sztućce zawinięte w serwetki, Po'Boya je się rękami i jest potem problem. A przecież wystarczy podać na stół serwetnik.


Miałem zjeść tylko Po'Boya i lecieć dalej, ale tak się rozochociłem, że postanowiłem iść za ciosem i poznać kolejne danie, z którego Nowy Orlean słynie, czyli zupę

Gumbo

Jak pisał Terry Pratchett w jednej ze swoich książek: Czarownice voodoo mogą się mylić, ale w dobrym gumbo znajdziesz odpowiedź na wszystko! 
Gumbo robi się ze wszystkiego, co akurat mamy pod ręką, jednak bazę stanowią: ryż, wędzona kiełbasa, seler naciowy, pomidory i papryka. W VooDoo gumbo ma następujący skład: ryż, wędzona kiełbasa, kawałki kurczaka, pomidory, seler naciowy, papryka, kiełki i esencjonalny rosół. Ryż miękki, lecz nierozgotowany, kurczak soczysty, wywar (rosół) dobrze przyprawiony - ja nie musiałem dodawać już żadnych przypraw, kiełbasa wędzona smaczna i nadająca ciekawego posmaku i aromatu. Mnie osobiście ta zupa zachwyciła: pierwsze łyżki sugerowały smak podobny do lecso, kolejne kierowały myśli w stronę minnestrone, by ostatecznie kiełbasa i kurczak nadały jej smak zupy gulaszowej. Po prostu bomba! Za 7,50 zł dostajemy miskę pysznej, nasycającej, a jednocześnie dość lekkiej zupy. Polecam gorąco!


VooDoo Steak House & Pizza po raz kolejny potwierdza swoja klasę. Blues w głośnikach, miła i sprawna obsługa, doskonałe dania w niewygórowanych cenach - tak trzymać! A mnie już zaczyna po głowie chodzić T-Bone Steak... Bo to, że będę tam często zaglądał, nie ulega wątpliwości!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Lavas kebab, czyli Troy po raz drugi.

Po świątecznym obżarstwie, gdzie dominowały dania bardzo smaczne, acz do bólu klasyczne, ruszyłem w miasto celem sprawdzenia kilku nowych miejsc na fast foodowej mapie naszego miasta. Jak to zwykle bywa, misternie ułożony plan wziął w łeb z powodów ode mnie niezależnych. Gdzie nie poszedłem z chęcią spróbowania a to superburgera, a to mega hot doga, okazywało się, że nie zdążyli dowieźć składników. Nie chciało mi się czekać, więc postanowiłem zjeść w pierwszym miejscu, które nawinie mi się po drodze. I tak dotarłem do Troy Kebap. Poprzednia wizyta (dawno już temu) nie spełniła do końca moich oczekiwań, pomyślałem więc, że nawet dobrze się składa i jest okazja zrobić małe porównanie.
Troy Kebap mieści się na ulicy Paderewskiego 46, tuż przy rondzie, na wprost ZDZ-u. Lokal jest bardzo wąski, przy samym wejściu znajduje się "kuchnia", a klienci mogą spocząć przy stolikach ustawionych wzdłuż przeciwległej ściany. Stolików jest pięć - 3 dwuosobowe w głównej sali, jeden trzyosobowy i jeden w formie blatu naściennego w drugiej. Poprzednio nie spodobał mi się kebab w bułce, a właściwie sama bułka, tym razem postanowiłem więc zjeść coś innego. Mój wybór padł na lavas kebab. Gdyby ktoś potrzebował wyjaśnienia, lawasz to cieniutkie ciasto, w które zawija się mięso (tak jak tortillę). Kosztuje ta przyjemność 12 zł. Do wyboru mamy lavas barani lub z kurczaka, ja wybrałem barani z sosem mieszanym. Na cieniutkim placku ułożono długaśne paski baraniny oraz sałatki - jedna z czerwonej kapusty i dwie na bazie białej kapusty, do tego sosy. Całość została ciasno zwinięta, z "otwartą" górą - zwróciłem na to uwagę, bo np. w NUR kebab w cienkim cieście zamknięty jest trochę jak pieróg. Zwinięty lavas trafił jeszcze na grill, dzięki czemu nabrał chrupkości i dłużej trzymał ciepło. Zapłaciłem i wyszedłem, by spożyć owo danie jak klasycznego street fooda, tym bardziej, że pogoda wybitnie dziś wiosenna. Tak sobie więc szedłem niespiesznie, chłonąłem ciepełko z powietrza i zajadałem kebab i było mi dobrze. Jak wspomniałem, dzięki podgrilowaniu ciasto nabrało chrupkości, było jednocześnie miękkie, ale chrupkie. Wsad: mięso dobrze przyprawione, soczyste i miękkie, paski naprawdę długie, więc ciągnęły się przez całą długość - w lavas kebab sprawdza się to naprawdę dobrze! Jest go jednak niezbyt dużo. W NUR Kebab dają zdecydowanie więcej. Surówki - smaczne, nie dominowały w smaku i co najważniejsze - nie znalazłem kiszonego ogórka! Już samo to nastawiło mnie bardzo pozytywnie. Kiszoniaka nie było, był za to świeży ogórek, który doskonale się komponował. Sosy - jak pisałem wyżej, zamówiłem mieszany. Ostrość miał odpowiednią (miejscami piekł w język), jednak nie do końca mi pasował. Nie wiem, chyba przez to, że momentami miałem wrażenie, że wyczuwam ketchup.
Reasumując: zjadłem z apetytem i generalnie moje wrażenia w stosunku do poprzedniej wizyty były dużo korzystniejsze, ale... Moim zdaniem maksymalna cena, która byłaby adekwatna do ilości/jakości to 9 zł. Mimo wszystko polecam, bo było smaczne.


wtorek, 3 kwietnia 2012

II Kielecka Gastrofariada, czyli Wielkie Żarcie

Street Food Polska, Wielki Wspaniały Kościół Gastrofariański - Oddział Świętokrzyski oraz Klub Tapas zapraszają 28.04.2012 o godzinie 18.00 do ogródka Klubu Tapas na ulicy Wesołej 10 w Kielcach, na II Kielecką Gastrofariadę, czyli Wielkie Żarcie dla członków i sympatyków WWKG. Wstęp wolny! Uczestnicy Gastrofariady mogą liczyć na atrakcyjne zniżki w barze - np. duży Lech za 4 zł, 0,5 l wódki + sok/napój za 55 zł. Jedzenie przynosimy swoje - do dyspozycji mamy grill i wędzarkę, można więc zabrać coś pod tym kątem, ale generalnie macie pełną dowolność co do przynoszonych potraw. Zapraszamy serdecznie - niech Gar będzie z Wami!
Żorż Ponimirski, Przeor Wszechjedzący WWKG.

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...