O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 18 kwietnia 2012

To co tygrysy lubią najbardziej ,czyli stek z argentyńskiej wołowiny w VooDoo

Nienawidzę rzeczywistości, ale to jedyne miejsce, gdzie można dostać dobry stek. (Woody Allen)

Po raz kolejny zawitałem do VooDoo. Tym razem na moim celowniku znalazły się oferowane przez nich steki z polędwicy wołowej. Ostatnio pisałem co prawda, że mam chęć na T-Bone Steak, ale jak zwykle wyszło inaczej. Po pierwsze VooDoo wycofuje z oferty T-Bone'a, po drugie polską wołowinę zastępują argentyńską. Przyczyny wycofania T-Bone nie są mi znane, ale na zamianie mięs skorzystałem, bo do końca tygodnia ceny steków pozostają nie zmienione. Ponieważ wołowina argentyńska jest od polskiej droższa, ceny zostaną nieznacznie podniesione, póki co można jeszcze zjeść w starej cenie, więc zalecam się pospieszyć.
Ponieważ miałem straszną chęć spróbować tego mięsa, zamówiłem najmniej "inwazyjną" wersję steka, czyli z masłem czosnkowym (do wyboru są jeszcze w sosie z zielonego pieprzu oraz z grzybami leśnymi). Do tego zaordynowałem sobie ziemniaki z pieca zamiast frytek i zestaw surówek (w cenie).
Po kilku minutach dostałem talerz ze swoim daniem. Po kolei: jako żem fan tatara i  lubię krwiste mięso, poprosiłem o stek słabo wysmażony i taki też dostałem. Już na początku  bardzo mi się spodobało, że w VooDoo do polędwicy podchodzą z całym szacunkiem, jaki temu mięsu się należy, czyli nie traktują go tłuczkiem - stek, który dostałem to po prostu kawał soczystego mięcha. Zapewne gdyby poddać go "obróbce" a la schabowy, zajmowałby cały talerz, ale wtedy polędwica pozbawiona zostałaby całej swej soczystości. Tak więc podkreślam: w VooDoo steków nie rozbijają! Nie doprawiają też mięsa przed obróbką - kolejny plus, bo po pierwsze mięso nie traci swoich walorów smakowych podczas smażenia, a po drugie nikt nie decyduje za mnie, ile soli czy pieprzu mam użyć. Przyprawy lądują na stoliku razem z mięsem. Stek okazał się być po prostu idealny - podsmażony z zewnątrz, w środku krwisty i soczysty, dokładnie tak, jak chciałem. Jeśli ktoś się obawia, że dodawane do steka masło czosnkowe zapaćka potrawę, może odetchnąć z ulgą - nakładane jest na mięso tuż po zdjęciu z patelni/grilla i w ilości, która jedynie zwilża stek, delikatnie nadając aromat i podkreślając smak. Nie mam żadnych zastrzeżeń, mięso cudownie delikatne, mięciutkie i soczyste, po prostu cudo.
Ziemniaki z pieca - wziąłem zamiast frytek, bo jakoś bardziej mi pasowały do tego dania. I była to dobra decyzja - dostałem dwa duże ziemniaki w mundurkach, przybrane masełkiem czosnkowym. Doskonale upieczone, miękkie, kruche, w towarzystwie masełka były idealnym dopełnieniem mięsa. Do tego zestaw trzech surówek, również bardzo smacznych.
Podsumowując - za 42,90 zł najadłem się po pachy. Nie jest to danie tanie, ale od czasu do czasu warto zafundować sobie coś takiego. Na zdjęciach i w pierwszej chwili po podaniu może wydawać się, że jedzenia nie jest dużo - zapewniam Was, że to złudzenie :) Potrawa jest bardzo nasycająca! Co prawda ci, którzy steka kojarzą z płaskim rozbitym kotletem wielkości płyty chodnikowej mogą poczuć się zawiedzeni, widząc to co ląduje na talerzu. Jeśli jednak ktoś chce docenić wszystkie dobrodziejstwa, jakie oferuje argentyńska polędwica - będzie wniebowzięty. Podobnie jak w przypadku Luizjana Burgera - wyjdziecie najedzeni i zadowoleni. Polecam gorąco!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...