O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


piątek, 18 maja 2012

Hot Dog nieamerykański i najgorszy kebab świata, czyli fast foody w Realu

Powinienem był zostać w domu. Ale skończył mi się tusz w drukarce i udaliśmy się z żoną do Media Markt. A skoro już byłem w MM, to obok jest hipermarket Real. Przy wyjściu zaś znajdują się dwa punkty gastronomiczne, które od dawna chciałem przetestować. Pierwszy to wózek reklamujący się jako "american hot dog" (lub jakoś tak). Hot dogi pasjami wielbię, więc od razu skierowałem tam swe kroki. No i co? I amerykańskich hot dogów oczywiście nie ma (fast foodowe demony zaczęły działać!). Są "duńskie", za to taniej - 3,50 zł, a nie 4 zł. "Duński" wg informacji na kartce różni się od amerykańskiego tym, że bułka jest grillowana. Tak czy siak, postanowiłem spróbować. Jadłem ostatnio szwedzkiego, to i duński mi krzywdy nie zrobi.
Hot dog składał się z: grillowanej bułki, parówki, surówki z białej kapusty, 4 plasterków ogórka, karmelizowanej cebulki i 3 sosów: musztardowego, ketchupu i majonezowego. Bułka - wrzucona na opiekacz, zbyt krótko zagrzana, na szczęście nie była gumowata, ale wystygła w momencie. Parówka - w normie. Ugotowana, dość soczysta. Mniejsza od bułki o jakąś 1/3. Reszta składników nie odbiegająca od ogólnie spotykanych w takich miejscach. Sosy przeciętne. Reasumując - szału nie ma. Ale za 3,50 zł?


W czasie kiedy zamawiałem i odbierałem hot doga, żona weszła do

Antalya Kebap 

mieszczącego się również przy wyjściu  z Reala. I wiecie co? Po 3 - 4 minutach wyszła niosąc 2 kebaby. No, myślę sobie, ekspresowa obsługa! Wsiedliśmy z tym do samochodu, odwinąłem swojego kebaba z folii alu i... Pomyślałem, że właśnie w kieleckim Realu kręcą Bizarre Food i jesteśmy w ukrytej kamerze. Zanim zacznę narzekać coś wyjaśnię: o Antalya Kebap słyszałem właściwie same pozytywy. Dlatego zaakceptowałem cenę 15 zł za sztukę, bo skoro taki dobry... To co ukazało się moim oczom po rozwinięciu folii nijak nie wyglądało... nawet nie na kebab, ale w ogóle na jedzenie:


Tłusty, ciężki naleśnik budził obawy, że w ogóle nie trafił na opiekacz.Tak też było. Zimny i na wpół surowy !!! Mimo wszystko, nie wierząc jeszcze do końca, że to się dzieje naprawdę, ugryzłem. Raz, drugi, trzeci... I odpuściłem sobie. Tego w ogóle nie dało się jeść !!!! W środku sporo mięsa - podobno wołowiny. I co z tego, skoro: zimnego, niedoprawionego, żylastego... Surówki chyba prosto z lodówki, bo mroziły zęby.


Anthony Bourdain w swojej książce "Świat od kuchni" wspomina o japońskim daniu, którego smak porównał do "suszonego solonego koziego odbytu". Chyba wiem, co miał na myśli...
Do kebabów dostaliśmy jeszcze dwa sosy w pudełeczkach: pomidorowy i czosnkowy. Żaden nie okazał się być tym, za co miał uchodzić. W smaku przypominały... bo ja wiem? W ogóle nie miały smaku. O ile przy pomidorowym przymknąłbym oko, bo jak wiecie nigdy mi "kupny" nie smakuje, o tyle w czosnkowym nie było czosnku. Biały płyn smakujący jak farba do ścian (wiem, bo raz polizałem pędzel). Tyle, że nawet farba ma intensywniejszy posmak. Dopytałem żonę, kto nam to zrobił? I szczęka mi opadła. Polska obsługa, bardzo miła, jedynie podawała. "Kebaby" przygotowywali od początku do końca Turcy. Nie, nie jestem w stanie tego pojąć. Jakim cudem w Centrum Turcy robią cudowny kebab, a w Realu chcą nas zabić? Przecież nic im nie zrobiłem!
Reasumując: taki syf jadłem ostatni raz na Rogatce. Tam też sprzedano mi coś, co miało uchodzić za jedzenie. Wtedy również mój żołądek balansował na skraju przepaści. Ach... Jeszcze jedno:


Czy ja mam uwagi? Mam ich tyle, że mógłbym nimi napchać wielbłąda!!! Ale przekażę tylko jedną: Antalya Kebap trafia na moją prywatną listę "Strzeż się tych miejsc". Nigdy, przenigdy już nie zaryzykuję zjedzenia u was czegokolwiek. I będę wszystkich ostrzegał przed wydaniem 15 zł na coś, co powinno wylądować na śmietniku, a nie w żołądku klienta.
P.S. Piszę to po kilkunastu godzinach od spożycia, a obrzydliwy absmak i zgaga wciąż mnie męczą.

8 komentarzy:

  1. I tak jesteś twardzielem, że odważyłeś się go zjeść, a nie odniosłeś migusiem tam skąd przyszedł. Wygląda na martwy od dłuższego czasu! Szacun za poświęcenie :))
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Uznałem, że rzucenie im go na blat niczego nie zmieni. A jak o tym przeczytają to może coś do nich dotrze. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwne bo np. ja dużo bardziej trawię wszelkie potrawy serwowane w Antalya niż w wychwalanym tutaj pod niebiosa Saray

    OdpowiedzUsuń
  4. Widocznie nie trafiłeś na to co my. Żałuję, że nie miałem dobrego aparatu, tylko komórkę, gdybyś zobaczył na żywca to co nam sprzedali uciekłbyś z krzykiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Natomiast w Sarayu nigdy nie trafiłem na mało mięsa czy zimne jedzenie. Co oczywiście nie znaczy, że Ty nie mogłeś źle trafić. Ja opisuję to co MNIE osobiście w danym lokalu spotkało.

    OdpowiedzUsuń
  6. Patrz, a ja tyle się nasłuchałem pozytywów o tym miejscu...

    OdpowiedzUsuń
  7. też tam "jadłam" porażka mięso smakowało jak wióry, zamiast tortilli dostałam naleśnik o grubości 1cm niby zapieczonego, obsługa nie miła, wszystko się rozpadało, surówki jak trawa ZERO smaku, nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...