O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


czwartek, 17 maja 2012

Nie bądź taki Szybki Bill, czyli smętne wycie Kojota

Zawędrowałem w końcu do Kojota. Nigdy jakoś się nie składało by tam zajrzeć, więc wykorzystałem okazję, że mój żołądek gwałtownie domagał się hamburgera z frytkami. Restauracja Kojot mieści się na Sienkiewicza 9, na wprost NUR Kebab. Wejście z bramy, lokal zajmuje piwnice kamienicy.






Restauracja zgodnie z nazwą, wystrojem i menu oferuje kuchnię Tex-Mex. Lokal składa się z kilku salek wyposażonych w 2,3 i 4 osobowe stoliki, jest również sala dla większej grupy. Wystrój ścian to głównie portrety indiańskich wodzów i  totemy.



Całkiem przyjemnie, problem jest jednak z zasięgiem sieci komórkowych, co może być przeszkodą np. przy spotkaniach biznesowych.
Jak pisałem wyżej, miałem chęć na hamburgera z frytkami. W karcie Kojota jest taka pozycja. Nazywa się Szybki Bill i kosztuje 13,90 zł, czyli jak na restaurację na deptaku - niedrogo. Tym bardziej, że hamburger znajduje się w ofercie śniadaniowej i w cenę wliczoną mamy kawę lub herbatę do wyboru. Ja wybrałem kawę i po chwili na stoliku pojawiła się filiżanka Segafredo. Kawa smaczna, wybrałem białą, więc i pianka była. Pojawiły się też dwie sosjerki - jedna z sosem pomidorowym na ostro, druga z czosnkowym a la tzatziki. Oczywiście od razu spróbowałem, by nie eksperymentować na jedzeniu. Pomidorowy - ostry, ale dla mnie bez wyrazu, do bólu klasyczny sos na pizzę moim zdaniem. No ale mnie nigdy nie smakują sosy pomidorowe w knajpach i pizzeriach. Czosnkowy - dużo lepiej, wyrazisty, smaczny, gęsty. Plus.



Szybki Bill pojawił się na moim stoliku po 20 minutach od złożenia zamówienia - czyli w dopuszczalnym czasie. Tutaj muszę pochwalić obsługę - nie mam żadnych zastrzeżeń, miła i kompetentna kelnerka pojawiała się wtedy, kiedy była potrzebna, nie była nachalna.



Hamburger ten reklamowany jest w karcie, jako trzywarstwowy, co pozwalało mi mniemać, iż posiada dwa kotlety. Tak też jest.


Pociekła Wam ślinka? Mnie na początku też. Ale później było już tylko gorzej. Zacznę może od składu: bułka, dwa kotlety, ser, sałata, pomidor, ogórek, cebula, sos musztardowy.
Bułka - porażka totalna. Zwykła hamburgerowa bułka, dostępna w każdym markecie. Na litość boską, toż to nie buda przy dworcu, tylko restauracja na głównej ulicy wojewódzkiego miasta! Każda szanująca się restauracja sprzedająca hamburgery podaje je w bułce albo samodzielnie pieczonej, albo zamawianej w lokalnej piekarni! No naprawdę - tego się nie spodziewałem... (Ten sam błąd popełnia Roy Ben). Nie spełniła ona zupełnie moich oczekiwań, co prawda podano mi sztućce, ale hamburgera w bułce zawsze jem rękami. Ta bułka, przekrojona na trzy części nie wytrzymywała obciążenia poszczególnych warstw, w konsekwencji dolna część rozpadła się po dwóch kęsach, gdyby nie ser miałbym niezły bałagan na talerzu...
Kotlety - są dwa, robione na miejscu na szczęście. I tyle dobrego można o nich rzec. Nieduże, cieniutkie, jak dla mnie przesuszone.
Warzywa - tutaj było OK, ale zabrakło mi tak istotnej w hamburgerach czerwonej cebuli (była tylko biała).
Frytki - tutaj polegli ostatecznie. Cieniutkie, niedosmażone, niesmaczne. Próbowałem ratować je sosami, ale nic nie pomogło. Połowę zostawiłem.
Reasumując: porcja jak na restaurację w Centrum miasta spora i tania. Smakowo jednak... fatalnie. Dopłacając 2 zł kilkadziesiąt metrów dalej, w VooDoo, zjemy większego i co ważne - o niebo lepszego hamburgera (Luizjana Cheeseburger). Póki co nie widzę w Kielcach dla niego alternatywy. Jeśli ktoś chce posiedzieć w restauracji i tanio zjeść, to pewnie będzie z Kojota zadowolony. Jeśli jednak przedkłada nade wszystko smak potrawy, niech szuka innego miejsca. Powiem szczerze - zdarzało mi się zjeść lepsze hamburgery w budach typu przyczepa campingowa za połowę tej ceny. I frytki były na ogół usmażone. Szkoda, bo lokal ma potencjał i gdyby choć zbliżył się do poziomu np. Siouxa, mogłoby być nieźle.
I na koniec jeszcze jedna uwaga - muzyka. Chłamowaty pop jest za głośny i nijak nie pasuje do wystroju, dużo lepiej brzmiałby tam blues lub klasyka amerykańskiego rocka.

2 komentarze:

  1. Dołączę się do recenzji lokalu, byłem parę dni temu z żoną, zjedliśmy klasykę (jeżeli chodzi o lokale tego typu ) shoarma z frytkami i sałatką (z tym że nazwa dania jakaś kowbojsko-indiańska) + beer, no i muszę stwierdzić że na kolana to mnie to nie rzuciło, chociaż porcja wielka za 16,90 PLN to chyba na tym skończyły się atuty tegoż dania, frytki cienkie zapałczane niedosmażone (ale to celowy zabieg chyba, bo wysmażone dobrze pewnie były by zbyt twarde, sałatka z pekińskiej sucha, rzekłbym bezpłciowa,ciężko coś w niej wytropić poza kapustą, + dla mięsa (bardzo dużo kurczaka w dużych kawałkach także był przyjemnie wilgotny, nie suchy no i z zapieczonym ciągnącym serem) sosy dokładnie identyczne jak z twojego zdjęcia ale smakowo nic szczególnego (czosnek ciężko wyczuć a pomidorowy był zbyt mdły a mało pikantny) oprócz wzorowej pracy kelnerek jestem na minus. piwo jakich wiele - nic szczególnego - z dodatkami i grzane ale zamiast miodu widać na dnie cukier. No i ten brak zasiegu komórek, żeby zadzwonić po taksówkę "synku przyjedź" musiałem prawie wejść w brame na górze. Ot lokal jakich wiele, średnia krajowa (w Kenii).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie też miałem wrażenie, że popularność tego lokalu opiera się na dużych porcjach w dobrych cenach. Smak schodzi na dalszy plan. Kojot to wg mnie słaba podróbka Siouxa, który z kolei bazuje na Sphinxie :)

      Usuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...