O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


piątek, 29 czerwca 2012

Klasyka mnie uwiodła, czyli hot dogi na Żytniej i Staszica

Od samego rana miałem wrażenie, że jak nie zjem parówki, to eksploduję. Ruszyłem więc  w miasto, by zaprzyjaźnić się z jakimś hot dogiem. Po drodze doszedłem do wniosku, że nie mam ochoty na dużego, na bagietce, tylko takiego klasycznego. Najpierw skierowałem swe kroki do Cezet Baru na Żytniej, tej przyczepy obok CPN-u.


Zwykły hot dog kosztuje tam 4,50 zł. Zapłaciłem i po około 2 minutach odebrałem swoje zamówienie. Po kolei: bułka - mięciutka i gorąca, bardzo dobra. Parówka - soczysta, wieprzowa, dobrze doprawiona, gorąca - pyszna. Dodatki: nieco kapusty pekińskiej, ogórek konserwowy, sosy - ketchup i remulada oraz prażona cebulka. Hot dog wykonany zgodnie z kanonami sztuki, czyli bułka, parówka, a dodatki NA parówce, w odpowiedniej kolejności, dzięki czemu bułka nie rozmięka. Bardzo klasyczny hot dog. I trzeba uczciwie przyznać, że pyszny. Zjadłem go z prawdziwą przyjemnością. Za 4,50 zł jak najbardziej polecam! Zapiekanki mają w Cezecie kiepskie, ale hot dogi godne uwagi.


Odsapnąwszy z rozkoszą ruszyłem dalej, z mocnym postanowieniem zjedzenia jeszcze jednego hot doga. Poszedłem przez park i trafiłem na budę nad Silnicą. Niestety - zabrakło bułek :/ Na szczęście przypomniałem sobie, że na Staszica, w budynku kina Moskwa, jest okienko z fast foodami. Tam też się udałem. W Snack Barze (bo tak się ten punkt nazywa) pierwsze co rzuca się w oczy to niskie ceny: hot dog 3,50 zł, hamburger 3,90 zł. Frytki zaczynają się od 2,90 zł, ale kiedyś były one najlepsze w Kielcach, następnym razem sprawdzę, czy nic się w tym temacie nie zmieniło.


Ja zdecydowałem się na hot doga z serem (3,50 zł + 0,50 zł ser), czyli takiego, jakiego nie udało mi się kupić tutaj poprzednio. Zapłaciłem 4 zł i po 2 minutach w moich łapkach wylądował gorący hot dog:


Jak widać, jest niemal identyczny jak ten na Żytniej. Ale nie do końca. W tym bowiem znajdziemy więcej dodatków. Bułka - podobnie, jak na Żytniej gorąca i mięciutka, bardzo dobra. Parówka - również wieprzowa i soczysta, również pyszna. Dodatki: na parówce znajdziemy roztopiony ser, warzywa (kapusta pekińska, pomidor, ogórek konserwowy), ketchup i remuladę oraz prażoną cebulkę.


Ten hot dog również okazał się ujmująco smaczny. Zdecydowanie warto zapłacić 3,50 zł (wersja bez sera) lub 4 zł (wersja z serem) - dostaniemy za to naprawdę dobrego klasycznego hot doga.
Na koniec powiem tylko, że moim zdaniem nieznacznie smaczniejszy był hot dog z Cezet Baru, mimo (a może właśnie dlatego) mniejszej ilości składników. Wydaje mi się też, że ketchup i remulada w Cezecie były bardziej przekonujące, wyrazistsze w smaku. Tak czy siak - oba hot dogi okazały się warte wydanych na nie pieniędzy.
EDIT: na Staszica była MUSZTARDA i ketchup.

środa, 27 czerwca 2012

Czy małe jest piękne? Bsmart w KFC i Snack Dog na BP

Dziś postanowiłem odpocząć nieco od kebabów i generalnie dużych porcji jedzenia i choć przez jeden dzień prowadzić zdrowy tryb życia (właściwie to nie wiem po co). Poszedłem więc na spacer, by przetestować po drodze niedrogie i małe przekąski. Zacząłem od Galerii Korona i stoiska KFC. Poprzednio testowałem tam kanapkę Longer, która poza tym, że była tania nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Tym razem do testów wybrałem zestaw Bsmart. W najtańszej wersji mamy do wyboru 4: Nóżka, Mini Twister, Longer, Strips. Do tego małe frytki. Zestaw kosztuje 5,50 zł. Ja zdecydowałem się na Bsmart Mini Twister. Poprosiłem na wynos, bo pogoda ładna, więc chciałem zjeść na świeżym powietrzu. Bsmart pakowany jest w estetyczne pudełko:


W środku zaś znajdziemy wybrany przez siebie zestaw:


Zacząłem od frytek. W większości długie, solidne, a nie cięte w "zapałki", soczyste, posolone, gorące. Zdecydowanie mi smakowały. Jedyna wada - jest ich drastycznie mało :)


Co prawda zostałem poinformowany, że za 1 zł mogę powiększyć zamówienie o duże frytki, ale chciałem zobaczyć co dostaniemy w takim podstawowym zestawie. Odłożyłem na chwilę frytki, by zająć się Mini Twisterem. Jeśli bierzemy na wynos, nie dostaniemy klasycznego, otwartego rożka, tylko zwinięty z obu stron:


Mini Twister, zgodnie z nazwą, jest ... mini. W środku znajdziemy (wg opisu na stronie firmowej) "soczyste, pikantne polędwiczki" - hmmmm.... jest JEDNA. I z pikantnością też przesadzili. Wg mnie jest po prostu doprawiona, nawet smacznie, ale na pewno nie pikantnie. Do tego sałata lodowa, pomidor i sos majonezowy. Całość zawinięta w tortillę, która chrupka była jedynie na brzegu, a cała reszta była po prostu miękka i bez wyrazu. Wyglądało to tak:


Podsumowując: za 5,50 zł Bsmart na mały głód się sprawdza. Szału nie ma, ale frytki są OK. Dodam, że wg mnie lepsze niż Twister.
Zjadłem i zgodnie z obraną na dzień dzisiejszy misją, czyli prowadzeniem zdrowego trybu życia, udałem się spacerkiem na ul. Manifestu Lipcowego, na stację BP. Mieści się ona obok McDrive'a, na wprost akademików Politechniki. Celem mojej wycieczki było coś, co w nowym menu nazywa się Snack Dog i kosztuje jedyne 3,50 zł. Snack Dogi występują w 3 rodzajach: z polędwiczką z kurczaka, z kiełbasą i z biała kiełbasą. Ponieważ kurczaka miałem w Twisterze, mój wybór padł na białą kiełbasę. Zapłaciłem i podpatrywałem "proces produkcji". To co na stacjach BP bardzo mi się podoba, to piece. Nie wysuszają dań, bo za sprawą pary wodnej pieczywo nie wysycha, a pozostaje gorące i mięciutkie. BP ma jedne z najlepszych zapiekanek, jakie jadłem, pieczone właśnie w takim piecu. Do tegoż więc pieca trafiła najpierw biała kiełbaska, a po chwili bułka. Do tego sos - wybrałem remuladę, czyli sos duński, świetnie sprawdzający się w hamburgerach. Po około 2 minutach Snack Dog był gotowy. Odebrałem i wyszedłem. Hmmm.... Snack jest ... malutki. Niby za 3,50 zł nie spodziewałem się czegoś dużego, ale też nie sądziłem, że dostanę coś o połowę mniejszego od typowego hot doga francuskiego:




Bułka - mięciutka, gorąca, bardzo smaczna. Kiełbaska - soczysta, gorąca, dobrze doprawiona. Remulada w porządku, choć mogłem wziąć raczej sos chrzanowy, bardziej by pasował. Zjadłem tego Snacka w dwóch kęsach. Jego wielkość jest identyczna, jak hot doga szwedzkiego, którego jadłem w Warszawie. Linda Lovelace, główna bohaterka filmu "Głębokie gardło" zapewne połknęłaby go i nawet tego nie zauważyła. Nie, zdecydowanie 3,50 zł to za dużo za tego malucha. 2 zł, które płaciłem w Warszawie za "szweda" byłyby tutaj bardziej na miejscu. Niby Snack Dog był smaczny, ale ... Za takie pieniądze to ja  wybieram pasztecik szczeciński, który jest lepszy, większy i tańszy (2,90 zł). To tyle na dziś, a w poniedziałek starujemy z nowym konkursem!

wtorek, 26 czerwca 2012

Najbardziej lubimy piosenki, które już znamy, czyli znowu Saray Kebab

Dawno tam nie byłem. Ostatni raz na hamburgerze. A potem testowałem inne miejsca, ze skutkiem lepszym lub gorszym. Ale nadszedł czas, kiedy uznałem, że trzeba sprawdzić, czy Saray Kebab trzyma poziom, do którego mnie przyzwyczaił. Poszedłem więc sprawę zbadać organoleptycznie. Aura nie zachęcała zbytnio do siedzenia w ogródku, więc w środku wszystkie stoliki zajęte.  Taka ilość gości w lokalu, mimo wczesnej pory (około 11-tej), dobrze świadczy o jakości serwowanego tam jedzenia.


Zdecydowałem się na mały kebab z kurczaka - po pierwsze z "mięsem z beli, gdzie pomieszano kilka gatunków mięs spojonych i aromatyzowanych baranim tłuszczem" miałem ostatnio niezbyt fajne przygody, po wtóre jakoś nie składało się do tej pory spróbować kurczaka w Sarayu - jadłem tylko mieszany z baraniną.

A więc zamówiłem mały kebab z kurczaka w cieście z sosem mieszanym. Zapłaciłem 8 zł i czekam. Cieniutkie ciasto wypełnione zostało kawałkami kurczaka, surówkami (w tym tartą w paski marchewką) i sosami. Po napełnieniu całość wylądowała jeszcze na elektrycznym grillu. Po kilku minutach odebrałem swoje zamówienie i wyszedłem, by spożyć, jak  street foodowa tradycja nakazuje, na ulicy.


Mały kebab okazał się wcale nie taki mały. Dzięki dużej ilości składników potrafi nasycić! Kurczak jest soczysty, dobrze doprawiony, kawałki spore i towarzyszą nam do ostatniego kęsa. Surówki i warzywa świeże i bardzo dobrze komponujące się z mięsem. Sos - tym razem miałem wrażenie, że mógłby być ostrzejszy. Ale bardzo smaczny, świetnie spajał mięso i surówki. Ciasto - chrupiące, doskonale doprawione, do samego końca bardzo ciepłe. 


Reasumując: Saray Kebab test zdał śpiewająco. Nie zdarzyło mi się dotąd, by kebab tam zakupiony zawiódł moje oczekiwania. Za 8 zł zjadłem bardzo smacznie. Jeśli mały jest dla Was za mały to dopłacając 1 zł weźcie średniego. Duży kosztuje bodaj 12 zł, ale z tego co pamiętam jest na bardzo duży głód. Jeśli jesteście w okolicach Dworca PKP i macie chęć na dobry kebab - walcie tam jak w dym, lokal czynny 24 h, więc o każdej porze dnia i nocy zjecie niedrogo i smacznie. Polecam! 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Bardzo przeciętna tortilla, czyli CK Kebab

Dowiedziałem się  na  forum Kibiców Korony Kielce, że na Jagiellońskiej można zjeść bardzo dobry kebab. Ba, jako jedyni w Kielcach oferują kebab cielęco - barani. Po wizycie w Efes Kebab w Warszawie, strasznie chciałem takiego właśnie kebaba zjeść w Kielcach. Udałem się więc w te pędy na ulicę Jagiellońską 11/2, gdzie mieści się oferujący to danie CK Kebab. Lokal jest dość wyraźnie oznakowany i widoczny, mieści się na odcinku między ulicami Hożą i Miłą, tuż za światłami.



 W środku znajdziemy 4 stoliki na 4 osoby plus wysoki parapet dla jedzących na stojąco. Wybór fast foodów duży, a ceny przystępne. Ja zamówiłem kebab cielęco - barani w bułce, duży. I ... zonk! Cielęciny nie ma, można zamówić z baraniną lub kurczakiem. Stropiony nieco, widząc, że ciemne moce już zaczynają działać, poprosiłem przezornie o pokazanie bułki. Oczywiście z tych, których nie znoszę - gotowa buła, która nawet po grillowaniu mi nie smakuje. Więc zdecydowałem się na danie, które w menu figuruje jako Tortilla Diabelska (chyba, albo Piekielna, nie zapamiętałem). Oczywiście z baraniną. Zapłaciłem 10,50 zł i po kilku chwilach odebrałem swoje zamówienie.
Tortilla jest gruba, solidnie wypakowana. Przed wydaniem trafiła jeszcze na solidnie rozgrzany grill, więc ciasto było gorące, tak jak lubię.


Nie wydawała się przesadnie duża, ale, jak wspomniałem, została naprawdę solidnie napakowana.
Co dostajemy w środku? Otóż: sos ostry, czyli czosnkowy z mieloną ostrą papryką (tak samo, jak na Rogatce). Sos OK, nie dominuje, a ostra papryka towarzyszy nam do samego końca. Warzywa - kapusta czerwona, pomidor, ogórek, kapusta biała i... kukurydza konserwowa. Po kiego grzyba, ja się pytam???? Pasuje ta kukurydza, jak pięść do nosa. Dobrze, że ciasto zostało mocno zagrzane, bo warzywa były bardzo zimne, szybko studziły mięso.




Mięso... Od samego początku jedząc tę tortillę miałem dziwne wrażenie powtórki z rozrywki. Znam ten smak, tylko skąd? Po zjedzeniu około 1/3 wyjąłem kawałek mięsa, przeżułem go i już wiedziałem. Ten kebab smakuje identycznie, jak Yufka na Rogatce. Czyli... kotletem mielonym. Być może są miłośnicy tak doprawianego mięsa, ale ja zdecydowanie do nich nie należę.
Reasumując: za 10,50 zł dostajemy naprawdę  solidną porcję jedzenia. Jednak smakowo wybieram kebaby serwowane w Centrum. Tortilla w CK Kebab nasyca, ale jest po prostu... bardzo przeciętna. Na pewno nie będę specjalnie jechał, żeby zjeść ją po raz drugi.  Będąc w pobliżu wdepnę, by zjeść z cielęciną (jeśli będzie), albo spróbuje hot dogów lub czegoś z kurczaka. Bo z baraniny się wyleczyłem. Przynajmniej tam.
EDIT: Uczciwie będzie wspomnieć, że na w/w forum sugerowano mi kebab z kurczakiem.

czwartek, 21 czerwca 2012

Dużo radości za 5 zł, czyli zapiekanka z Crazy Piramid Pizza

Miałem odpocząć od zapiekanek. Miałem iść na jakiegoś burgera. Ale idąc przez Rogatkę przechodziłem obok Crazy Piramid Pizza i zobaczyłem na potykaczu napis: zapiekanka z pieca 5 zł. No i jak tu się oprzeć? No nie dasz rady. Ja człowiek zgodliwy jestem, z instynktami nie walczę, więc wszedłem. Obsługa jak zwykle pomocna i mega miła (ukłony do ziemi!).
W ofercie CPP znajdziemy trzy rodzaje zapiekanek, każda w dwóch rozmiarach. I tak: zapiekanka zwyczajna, czyli z grzybami i serem kosztuje: mała (35 cm) - 5 zł, duża (70 cm) - 8 zł, z wędliną (dowolną): mała 6 zł, duża 9 zł, a najdroższa jest zapiekanka z mięsem (dowolnym): mała 8 zł, duża 11 zł.
Postanowiłem zacząć od najprostszej i najtańszej wersji, czyli zwyczajnej. I od samego początku wiedziałem, że przyjdę i spróbuję wszystkich. Czemu? Ano temu, że w CPP nie kupicie gotowej, zamrożonej zapiekanki, tylko... Ale po kolei: bagietka została posmarowana oliwą, nałożono na nią plasterki pieczarek i posypano serem (obficie). Następnie bagietka trafiła do brytfanki i razem z nią do pieca. Po zapieczeniu pytanie o sos (majonez lub ketchup) - ja wybrałem ketchup i dodatki - ja dostałem ogórka konserwowego i pomidora (ponieważ brałem z ketchupem, tego ostatniego wziąłem tylko dwa kawałki). Zapiekanka wylądowała na tackach i ... zabieram się do jedzenia. Powiem Wam tak: zapiekanka była rewelacyjna! Bagietka nie była w piecu zbyt długo, więc była mięciutka i soczysta, gorąca, ale nie parząca. W sam raz. Jak ktoś woli bardziej chrupką, niech poprosi o dłuższe przetrzymanie w piecu. Grzyby  (ponieważ CPP to przede wszystkim pizzeria, dodatki dostajemy takie, jak na pizzy) - w plasterkach, soczyste, pyszne. Ser -  pięknie roztopiony, ciągnący się. Ketchupu wziąłem mało, co okazało się dobrym rozwiązaniem, bo raz że na zapiekance wylądował pomidor, dwa, że nie dominował w smaku, jedynie podkreślał smak pieczarek i sera.
Reasumując: jedna z najlepszych zapiekanek w Kielcach. Za 5 zł można się najeść, 35 cm z duża ilością wsadu nasyca. Na pewno spróbuję innych smaków, a będzie ich wiele, bo zarówno wędlinę, jak i mięso można sobie wybrać dowolnie z dostępnych w menu (oczywiście ser i pieczarki to baza, do której dokładamy wybrane składniki). Przemiła obsługa, smaczne jedzenie - będę częstym gościem. Polecam!





środa, 20 czerwca 2012

Grillowana kanapka z kurczakiem, czyli świetna zakąska z It Baru

Gorąco, jak w piekle. No i dobrze, ja wolę. Ale jeść się chciało, więc korzystając z okazji, że nadeszły wreszcie książki - nagrody i można je laureatom wydawać, ruszyłem w miasto. Szedłem sobie myśląc, co by tu zakąsić i najpierw pomyślałem o doner burgerze w Istambul Imbiss Kebap, ale niedawno to miejsce opisałem, więc obiecawszy sobie, że na owego burgera jeszcze przyjdę, szedłem dalej. Wtedy przypomniałem sobie, że w sumie nigdy nie jadłem w it barze na Leśnej, owszem była recenzja sałatki, ale nie moja i z czasów przed remontem. No to... kierunek Leśna. itbar mieści się w kamienicy na ul. Leśnej 18, między Sienkiewicza, a Instytutem Filologii Polskiej.



Wszedłem zdecydowany zjeść kanapkę. Makarony czy sałatki jakoś nie były dziś w orbicie moich zainteresowań. Spojrzałem na menu i spośród 4 dostępnych wybrałem  kanapkę z kurczakiem za 7,50 zł. Korzystając z chwili czasu, porozglądałem sie po lokalu i zauważyłem co następuje: miejsca siedzące - 1 loża na 9 osób, 1 loża na 3 - 4 osoby, dwa stoliki dwuosobowe na wysokich nóżkach i 3 miejsca siedzące przy parapetach naściennych. Lokal klimatyzowany! W międzyczasie ciabatta (na jednej połówce pokryta kawałkami mięsa i serem) trafiła do elektrycznego piecyka. Po około 3 minutach przyszła pora na "garnirowanie" kanapki. W cenie oprócz kapusty pekińskiej i sosu mamy do wyboru trzy składniki. Ja zdecydowałem się na świeżego ogórka, czerwoną cebulę i czerwoną paprykę. Do tego sos (niestety, gotowy, nie własnej produkcji) - wybrałem meksykański. Jedzenie miałem brać na wynos, więc pani mi kanapkę zapakowała.



Żal mi jednak było wychodzić z klimatyzowanego pomieszczenia i postanowiłem, że jednak zjem na miejscu. Po rozpakowaniu kanapka wyglądała tak:


Zdjęcie cyknięte, można zacząć jeść. Jak widać na zdjęciu jest średniego rozmiaru. Ponieważ kanapka była opiekana w piecyku, bułka była gorąca (taka też pozostała do samego końca), a ser ciągnął się smakowicie. Ciabatta lekko chrupiąca z wierzchu, miękka i soczysta w środku. Kurczak - kanapkę dostajemy z kawałkami grillowanego kurczaka, nie przesuszonymi, dobrze doprawionymi. Jest tego składnika sporo, czuć mięso wyraźnie przez całą długość kanapki. Dodatki warzywne świeże, chrupiące i soczyste. Sos - jest go niedużo (co akurat jest zaletą) - czuć go w smaku gdzieś w tle, nie dominuje.
Reasumując: Kanapka idealna na średni głód. Zjadłem z apetytem. Nie nasyca tak, jak kanapki z Paderewskiego, ale na pewno jest lepsza niż Longer z KFC. Wielkością przypomina kanapki z Tortilla Mini Bar, ale jest dwa razy droższa -  to zrozumiałe, bo płacimy za mięso i klimatyzowany lokal. O złotówkę tańsza niż chaboburger, ale w chaboburgerze mamy o wiele więcej kurczaka. Czy biorąc to wszystko pod uwagę warto tej kanapki spróbować? Zdecydowanie tak. Mnie bardzo smakowała i nie miałem żadnych zastrzeżeń ani do składników, ani do jakości wykonania. Obsługa bardzo miła, lokal klimatyzowany, więc jeśli spacerujecie w pobliżu, nie jesteście BARDZO głodni (w takim wypadku kawałek dalej w VooDoo zjecie Luizjana Burgera), chcecie posiedzieć w sympatycznym miejscu - wejdźcie i spróbujcie.

wtorek, 19 czerwca 2012

Yufka doner na Rogatce, czyli mielony w tortilli

Wybierałem się, wybierałem i wybrać nie mogłem. Wczoraj udało mi się w wreszcie dotrzeć na kebab na Rogatce.



Lokal jest malutki, znajdziemy tam tylko 5 miejsc siedzących, dwa przy stoliku, trzy przy parapecie. Pamiętam, że kiedy jeszcze mieścili się nad Silnicą kebab z kurczaka był tam rewelacyjny, a co najmniej bardzo dobry. I taki też miałem wziąć, ale spojrzawszy na menu zamówiłem coś innego. Zaintrygowała mnie pozycja pod nazwą Yufka doner. Zapytałem więc co to jest? Otóż jest to nic innego, jak tortilla, lub raczej lavas, bo miało to być cieniutkie ciasto. I zapomniałem o kurczaku, wziąłem z mięsem które opiekało się na ruszcie. Kosztuje to 9 zł, z kurczakiem 10,50 zł. Co ciekawe - poza yufką wszystkie rodzaje kebabów mają podaną ilośc mięsa w gramach (mały - 60 g, średni - 80 g, duży 120 g). Porównując ceny, zakładam, że do yufki, która ma tylko jeden rozmiar, trafiła ilość średnia, czyli 80 g mięsa.
Czekając na swoją yufkę, podglądałem sobie proces jej przygotowania. Na naleśnik (ciasto) trafiły: kapusta pekińska, pomidor, ogórek, kapusta biała, mięso w paskach, sosy i ponownie kapusta pekińska. Całość została zawinięta i trafiła na opiekacz. Odebrałem i wyszedłem. Wielkość: standardowa w wypadku tortilli, czyli raczej duża porcja (i gruba):


Ciasto było mocno ciepłe, ale kompletnie inne niż lavas w Troyu, mniej opieczone i mniej chrupkie. O smaku rzekłbym bardzo neutralnym. Ilość wsadu jest naprawdę imponująca - od pierwszego do ostatniego kęsa do żołądka trafia spora ilość jedzenia. Wybrałem sosy mieszane, które okazały się dość ostre (i bardzo dobrze), ale tu ciekawostka: tak naprawdę sos jest jeden - czosnkowy, tylko po jego wylaniu posypują go suszoną bardzo ostrą papryczką. Warzywa świeże i chrupiące, mimo dużej ilości kapusty - pomidora i ogórka czuć wyraźnie, nic dziwnego - do yufki trafiło 5 lub 6 plasterków każdego. I na koniec mięso.




Mięso, które tak naprawdę decyduje o smaku kebaba. Było go dużo, ale... Jego smak od początku budził moje wątpliwości. A właściwie brak wyrazistego smaku. Do samego końca zastanawiałem się, co jest nie tak i moje myśli uporczywie wracały do jednego: słabo doprawiony kotlet mielony. I smak i konsystencja tego mięsa nasuwały mi tylko takie skojarzenie. Tu jestem na nie. Zdecydowanie.
Reasumując: yufką można się najeść, poza mięsem wszystko było OK. Nie skreślam tego lokalu jednak, pójdę za jakiś czas jeszcze raz i wezmę yufkę z kurczakiem. To zadecyduje czy będę tam wracał, czy odpuszczę sobie to miejsce.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Pyszna pizza, czyli magia VooDoo w opinii klienta

Dzisiaj z niekłamaną przyjemnością chciałem Wam przedstawić kolejny gościnny wpis. Tym razem będzie to recenzja Marcina. W jednym z naszych konkursów wygrał on voucher na 50 zł do zrealizowania w VooDoo Steak House & Pizza. Poniżej przeczytacie na co go przeznaczył, a ja chciałem tylko dodać, że cieszę się, iż coraz częściej decydujecie się wysyłać do mnie opinie lub recenzje i zachęcam byście nie ustawali. A teraz, żeby już nie przedłużać:


Dzięki szczęściu, a także uprzejmości portalu Street Food Polska miałem okazję wygrać voucher o wartości 50 PLN na pyszne jedzenie w restauracji VooDoo Steak House & Pizza. Gdy pewnego wieczoru przeczytałem maila informującego o wygranej, zacząłem zastanawiać się czym tym razem zaskoczy mnie kielecki Orlean nad Silnicą, poprzednie wizyty do dziś wspominam z uśmiechem na ustach. Od tej chwili narodziło się we mnie pytanie: co zamówić tym razem ? W kieszeni miałem już bagaż duży doświadczeń związany z wielkim apetytem i ciekawością spróbowania czegoś nowego na kieleckim rynku gastronomicznym.
Miałem mętlik w głowie, raz za razem przypominały mi się pyszne dania z poprzednich wizyt w VooDoo. Pyszna zupa cebulowa z idealna grzanką na wierzchu, pokrytą warstwą startego sera, całość wyglądająca jakby prosto została przeniesiona z jednego odcinku Kulinarnych Rewolucji Magdy Gessler, która swoją słodyczą i smakiem zachwyciła by na pewno nawet największych antyfanów cebuli. Gdy skończyłem rozmyślać o zupie, na pierwszy plan już wychodził Luizjana Hamburger przypominający klimaty Stanów Zjednoczonych, którego wielkość idealnie odnosi się do amerykańskiej manii wielkości. Podpieczona bułka, kotlet gigantycznych rozmiarów własnej produkcji, a na końcu warzywa fantastycznie uzupełniające całość. Mógłbym tak rozmyślać o reszcie smacznych dań serwowanych w VooDoo w nieskończoność, lecz moje bujanie w obłokach przerwała noc.
W końcu nadszedł wielki wizyty w restauracji przy kieleckim deptaku. O wystroju wnętrza nie będę się rozpisywał, bo już zostało to omówione wraz z fotografiami przy okazji poprzednich relacji Żorża Ponimirskiego
Jak na sobotnie majowe deszczowe popołudnie w lokalu zajęte 3 stoliki, nie jest źle - pomyślałem - długo na jedzenie nie będę czekał. Na moim stole ląduje menu, szybko i sprawnie przyniesione przez kelnerkę. Doznaję szoku, w końcu jest już ostateczna wersja menu drukowana po podwyżkach cen steków. Nie ma przesadnej ilości dań w ofercie, co moim zdaniem jest na plus, bo restauracja skupia się na tym co umie zrobić dobrze, a nie szuka cały czas swojego miejsca proponując 50 pozycji, na które po zamówieniu czeka się w nieskończoności, bo trzeba rozmrozić produkty leżące i psujące się w chłodziarce. Fajną sprawą, która mi się spodobała są zdjęcia umieszczone w katalogu dań - prezentują prawdziwe dania, które serwuje lokal.



I oto się zaczęła walka z samym sobą i osobą towarzysząca co dziś zjeść. Pierwsza wersja to Steak, lecz spotyka nas rozczarowanie, gdyż mięso się już skończyło. Jednak nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło, brak mięsa świadczy dobitnie o tym, że dania są serwowane ze świeżych produktów dostarczanych na bieżąca. Po długich namysłach i negocjacjach pada najważniejsza decyzja tego dnia - PIZZA !!. Od razu po wyborze mieliśmy w kubkach smakowych smak naszej pierwszej wizyty w VooDoo, podczas której celebrowaliśmy pizzę z szynką serrano polaną smakowymi oliwami, jak to mówią „niebo w gębie” . Dziś wybór padł na pierwszą pizzę 4 sery, a drugą w połowie peperoni i jakąś której nazwy nie pamiętam, tak samo jak cen które oscylują w okolicy 20 zł za pizzę. Popijajliśmy zimnego Kasztelana i czas oczekiwania szybko minął.
W końcu nastąpiła ta chwila, na stole zameldowały się dwie pizze na pierwszy rzut oka wspaniałe wypieczone i uginające się od ilości składników. Rozmiar pizzy odbiega od miejscowych standardów, w VooDoo pizza jest wielkości 35 centymetrów. Lecz nie płaci się tutaj za wielkość, tylko za jakość produktów i smak.

Pizza pieczona w piecu opalanym drewnem ma to do siebie, że sos pomidorowy nie wysycha w trakcie pieczenia więc w lokalu nie podaję się sosów tylko smakowe oliwy. Jedna jest pikantna w środku z papryczkami chilli, a druga czosnkowo-ziołowa, nie ma nic lepszego jak po zjedzeniu centralnej części kawałka pizzy, rozlać oliwę na talerzu i wytrzeć w nią jak to się mówi „krawężniki” aka „skóry pizzy”



Wracając do samej pizzy 4 sery jest pomysłowo zrobiona, na każdych 2 kawałkach jest jeden rodzaj sera, ementaler, niebieski lazur, camembert oraz mozarella albo parmezan. Ciasto na całej szerokości i długości równomiernie rozłożone, obłożone naprawdę duża ilością składników, których smak utwierdza w trakcie jedzenia, że na jakości tutaj się nie oszczędza.



Druga pizza obłożona była w jednej połowie salami i pikantnymi papryczkami, a w drugiej papryka czerwoną, pieczarkami i pomidorami była to chyba wersja wegetariańska. Salami smakowało jak prawdziwe salami, nie jak tania imitacja produktu pochodzącego pierwotnie z Włoch. Warzywa świeże, nie konserwowe jak to bywa z papryką czy pieczarkami.



 Na koniec wizyty kelnerka zaproponowała deser w postaci maleńkiego kawałka ciasta własnego wypieku na bazie miodu. Porcja deseru kosztuje tylko 3 zł, słodki koniec wizyty w VooDoo.





Wszystko było przepyszne. Pizza z pieca opalanego drewnem przypomniała mi smak pizzy serwowanej w małej mieścince na wschodnim wybrzeżu Włoch. Każdy koneser jedzenia znajdzie tutaj coś dobrego dla siebie, nie ważne czy będzie to zupa, pizza czy steak , liczy się smak i jakość serwowanego dania. Jeśli restauracja zachowa swój wysoki poziom to na pewno zdobędzie grono zadowolonych klientów ze średnią zasobnością portfela - nie licząc steków średnia cena dania to 20 zł więc nie odbiega od kieleckich standardów Kojota, El Paso czy Roy Bena.
Na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować Street Food Polska za możliwość wygrania vouchera i pogratulować za kawał dobre roboty robionej dla kieleckiego rynku gastronomicznego, mam nadzieje, że plan z portalem wejdzie w życie. Karm dobrze albo giń. Pozdrawiam Marcin.  

niedziela, 17 czerwca 2012

Naprawdę duży hamburger, czyli Great Food na Piotrkowskiej

Było gorąco, a mnie chciało się jakiegoś treściwego fast fooda. Połaziłem po Sienkiewicza, wpadłem sobie na pasztecik i barszczyk, od których się chyba uzależniłem, pospacerowałem jeszcze z godzinę, a potem dotarłem na ulicę Piotrkowską. Miałem zamiar tylko tamtędy przejść, kiedy nagle moim oczom ukazał się szyld "Great Food". Naprawdę nie wiem, czy to nowe miejsce, czy może istnieje już długo, a ja po prostu je przeoczyłem. Tak czy siak, uznałem, że nie przypadkiem pojawiło się na mojej drodze. No to wstąpiłem.


Great Food to typowa fast foodownia. W menu klasyki: od kebabów po hamburgery i hot dogi. Moją uwagę przykuło słowo "duży" przy hamburgerze i hot dogu. Przez chwilę toczyłem wewnętrzną walkę, by w końcu zdecydować się na dużego hamburgera. Jak na dużego, cena wcale nieduża - 6 zł. Oczekując na kanapkę zanotowałem: na zewnątrz jeden stolik trzyosobowy, wewnątrz 2 stoliki trzyosobowe. A teraz o hamburgerze. Jest naprawdę duży! Bułka - ciekawa, bardzo podobna do tej, w której hamburgera robią w Sarayu, ale nie turecka. Tak czy owak - dobrze zgrillowana, chrupka, smaczna. Kotlet. Nie liczyłem na robiony na miejscu, ale myślałem, że będą dwa (no bo jak duży...). Ale jest jeden, uczciwie mówiąc - duży. Lecz oczywiście "kupny",czyli klasyk w takich miejscach. Szału nie ma, ale zjeść się da, zresztą, jak pisałem, byłem na to przygotowany. Dodatki - są świeże i smaczne i...  jest ich duuużo. Na tyle dużo, że przydaje się widelec, żeby móc wreszcie ugryźć i nie upaćkać się jak dziecko. Mamy więc ogórki, pomidora, kapustę pekińską, kapustę czerwoną, cebulkę karmelizowaną i coś co spotkałem po raz pierwszy - cebulę pociętą w piórka i podsmażoną z przyprawami. Fajna sprawa! Do tego sosy. Dostajemy trzy: kupione gotowe, czyli ketchup i sos do hamburgerów oraz robiony na miejscu, biały koperkowo - czosnkowy. Sosy doskonale współgrają z dodatkami, podbijają smak tam, gdzie powinny i nie dominują w kanapce ani jej nie rozmiękczają.



Reasumując: za 6 zł najemy się po pachy. Jeśli macie ochotę na krzyżówkę hamburgera z kebabem i jesteście głodni to ta kanapka Was zadowoli. Solidnie zaspokaja głód i jest... całkiem smaczna. A poza tym jest tania. Ja na pewno jeszcze tam wrócę spróbować tortilli i dużego hot doga. Great Food mieści się na ulicy Piotrkowskiej 39a, między ZUS-em a Plantami.
A jutro kolejna nadesłana recenzja. Tym razem będzie to relacja z VooDoo - dowiecie się, na co zwycięzca naszego konkursu wymienił wygrany voucher i czy mu (im) smakowało.

sobota, 16 czerwca 2012

Powrót do przeszłości, czyli hamburger i pizza na Małej

Któż z mieszkańców naszego pięknego miasta nie zna lub chociaż nie słyszał o tym miejscu? Obok Pizzerii Krystynka jest to bodaj najdłużej działające miejsce tego typu. Mowa o pizzerii na ulicy Małej/Kilińskiego, tuż przy skrzyżowaniu z ul. Kapitulną. Pizza była tam od zawsze, następnie wprowadzali dania obiadowe, by obecnie, idąc z duchem czasu, wzbogacić ofertę o tak w Kielcach popularne fast foody, jak hamburger, hot dog czy kebab. Postanowiliśmy z żoną odwiedzić ten punkt po latach i sprawdzić, jak smakuje pizza, czy jest taka jak przed laty, czy może coś się zmieniło. Do lokalu wchodzi się z ulicy:


W środku znajdziemy 4 stoliki dla 3 osób plus 3 miejsca siedzące przy blacie wzdłuż ściany. Mieliśmy brać tylko pizzę, ale moją uwagę przykuły leżące na wystawie hamburgery. Cena 5,50 zł również zachęcała do spróbowania. Od słowa do słowa ustaliliśmy, że bierzemy hamburgera i małą pizzę pepperoni. Pierwszy z kuchni wyszedł

HAMBURGER

A właściwie chickenburger, bo kotlet okazał się być z mięsa drobiowego. Ale po kolei: kanapkę dostałem tak gorącą, że parzyła! Super! Ja akurat bardzo lubię, jeśli fast food zawierający świeże warzywa ma bułkę tak gorącą, że warzywa i sosy nie wystudzają go za szybko. Co ciekawe - kanapka nie była grillowana, myślę, że bułka mogła być grzana na parze, bo była mięciusieńka i soczysta. Co ważne:  nie dostaniemy klasycznej sezamówki, tylko bułę solidną, nie dmuchaną, podejrzewam, że ponieważ na wprost mieści się Piekarnia Piekiełko, bułki mogą być zamawiane właśnie tam. EDIT: dostałem informację od osoby, która kiedyś pracowała w tej pizzerii i powiedziała mi, że bułki pieczone były na miejscu. A co w środku? Przede wszystkim kotlet. Jak wspomniałem wyżej, nie wołowy tylko drobiowy. Ale też, co jest ogromnym plusem, nie kupowany, tylko robiony na miejscu, z mielonego mięsa kurczaka. Niezbyt gruby, ale smaczny i soczysty, poza tym wielkości bułki. Doprawiony poprawnie, choć ja wolałbym nieco ostrzejszy. Oprócz kotleta - warzywa: ogórek, pomidor i sałata, oraz sporo karmelizowanej cebulki. Sosy to ketchup i musztarda, albo raczej sos musztardowy do hamburgerów. I znowu - sosy mogłyby być ostrzejsze.



Reasumując: za 5,50 zł dostajemy kawał solidnego i naprawdę smacznego fast fooda. Mimo drobnych niedociągnięć uważam, że jest to kanapka godna polecenia. Gorąca, nasycająca, z doskonałą bułką, jedynie nieco ostrości jej zabrakło, ale dla wielu osób będzie to zapewne zaleta nie wada. A potem na stolik wjechała

MAŁA PIZZA PEPPERONI

Nie ukrywam, że mieliśmy z żoną nadzieję, że dostaniemy placek taki, jaki na początku można tu było kupić. Liczyliśmy na nostalgiczny powrót do czasów PRL-u. Niestety - rzeczywistość okazał się inna. Ciasto na pizzę zbyt przypomina gotowe spody, jakie mrożone można kupić w większości sklepów. Na wierzchu salami pepperoni i ser. Do tego ketchup (przezornie poprosiliśmy o rozmieszczenie go na brzegach, nie na środku) - kompletnie bez wyrazu. Podzielona na 4 części pachniała zachęcająco, więc wgryźliśmy się i... Czar prysnął. Nie żeby była zła. Była po prostu... bardzo przeciętna. Na pewno nie przypomina w niczym owych pizz, które kupowaliśmy tam przed laty. Ciasto niby OK, ale jednak to nie to. Pepperoni jest sporo, sera również, ale całość przypomina gotowe, odmrażane pizze z marketów. Za 7,50 zł można spodziewać się jednak czegoś więcej. Pizza jest mała, w sam raz dla jednej osoby:



Reasumując: o ile hamburger okazał się strzałem w dziesiątkę, o tyle pizzy polecić nie mogę. Następnym razem spróbuję tam hot doga i może kebaba. Z tego co widziałem, kebab jest drobiowy - na ruszcie opiekało się bowiem mięso z udek.

piątek, 15 czerwca 2012

Legenda szczecińskiego street fooda w Kielcach, czyli pasztecik zachodniopomorski

Ileż ja o nich dobrego słyszałem! Ileż ja czytałem pochwalnych hymnów na ich temat! A teraz można je zjeść w Kielcach! Na ulicę Małą/Kilińskiego zawitały otóż słynne na całą Polskę szczecińskie paszteciki! Odkryliśmy je zupełnym przypadkiem (a właściwie to żona), idąc do Urzędu Miasta. Lokalik jest malutki, zaledwie dwa, trzy miejsca siedzące, ale nie stanowi to problemu, pasztecik zachodniopomorski zabrać można bowiem bez problemu ze sobą. Ale o tym za chwilę. Lokal nosi nazwę "Fast Meal", czyli szybki posiłek i trzeba przyznać, że nazwa wybrana została doskonale. Po prostu - wchodzisz, zamawiasz, odbierasz, jesz. "Fast Meal" mieści się między Rynkiem a ul. Sienkiewicza, jeśli dobrze kojarzę, jest to połówka dawnego "Zagłoby".


Prowadzą ten lokal dwie przemiłe Panie, które do Kielc przyjechały ze Szczecina. Póki co, w ofercie znajdziemy tylko paszteciki i barszcz czerwony, ale na dniach będą również kopytka. Paszteciki pachniały zniewalająco, więc czym prędzej zamówiliśmy, oczywiście do czerwonego barszczu. Pasztecik kosztuje 2,90 zł. Podawany jest tak, jak w Szczecinie, czyli na papierowej tacce, ale dodatkowo dostajemy pasek papieru, żeby pasztecik owinąć i jeść bez obawy, że utłuścimy palce.



Pasztecik jest spory, po zjedzeniu stwierdziłem, że idealny na mały głód, a dwa mogą nasycić porównywalnie do typowego hamburgera. Wierzch jest chrupiący, a środek soczysty. Udało mi się podpytać co nieco i dowiedziałem się, że paszteciki nie są pieczone w głębokim tłuszczu, tylko zwilżane olejem z wierzchu i zapiekane. Dzięki temu panierka pozostaje chrupiąca, ale nie sucha, zaś tłuszcz nie przedostaje się do środka. Rewelacyjne ciasto drożdżowe (niestety, receptury nie udało nam się wycyganić) kryje w swym wnętrzu mięsne nadzienie:


Jako się rzekło, środek i nadzienie są bardzo soczyste, całość świetnie doprawiona i za niecałe 3 zł stanowi wspaniały przykład street fooda. Pasztecik popijaliśmy barszczem czerwonym (1,90 zł) podawanym w plastikowym kubku, dzięki czemu można zjeść i pić idąc. Co należy podkreślić z cała mocą: barszcz gotowany jest z buraków, żadnych ersatzów! Po prostu idealny - rubinowy kolor, odpowiednia kwaskowość, jeśli ktoś lubi ostrzej doprawiony - na ladzie stoją przyprawniki. Pyszny!


Reasumując: takiego miejsca w Kielcach brakowało. Jeśli chcecie zjeść coś pysznego w cenie do 3 zł to nie widzę żadnej alternatywy - tylko pasztecik! Ja zakochałem się od "pierwszego razu" i będę tam gościł często. Jedyna wada - lokal czynny jest do 18.00, więc odpada perspektywa spożycia pasztecika z barszczem przed/w trakcie/po weekendowej wódeczce. Mam jednak nadzieję, że interes rozhula się na tyle, że w weekendy będzie otwarte dłużej. Czego sobie i Wam szczerze życzę.

czwartek, 14 czerwca 2012

Kebab z kurczaka dla wegetarian, czyli Pizza Fast

Zachciało mi się hamburgera. Byłem akurat na Placu Wolności i przypomniałem sobie, że tuż - tuż jest pizzeria Fast, która ma w swej ofercie fast foody. Lokal mieści się na ul. Śniadeckich 1, niemal na wprost Żabki.



Na schodach powitał mnie potykacz, który utwierdził mnie w przekonaniu, że kierunek obrałem dobry:


Tak... Hamburger ze 100% grillowanego mięsa to było to, na co miałem ochotę! Niestety, okazało się, że hamburgery będą dopiero po południu. No tak... Ale nie poddałem się, bo pomyślałem, że dawno już kebaba w bułce nie jadłem, a ten na zdjęciu kusił bardzo. Zamówiłem więc. Zapłaciłem 9,99 zł, a  ponieważ trzeba było poczekać 10 minut, skorzystałem z okazji i porozglądałem się po lokalu. Urządzony jest bardzo przyjemnie, w ciepłych barwach, stoliki (pooddzielane parawanami): 3 dla 4 osób, 1 dla 2 osób i 1 dla trzech.



Po 10 minutach odebrałem swojego kebaba. Pierwsze spostrzeżenie: jest duży.



Spostrzeżenie drugie: bułka. Cudo, nie bułka! Żadna tam kupowana gotowa, tylko robiona i pieczona na miejscu. Wszak to pizzeria, więc ciasto w bułce identyczne z pizzowym. Cieniutka, świetnie wypieczona, chrupiąca - po prostu coś niesamowitego i smakiem mogącego konkurować śmiało z tureckimi chlebami. (No nie myślałem, że kiedykolwiek tak napiszę).


A co w środku?  Mięso: kurczak. Nie cięty z beli, tylko taki w kawałkach, który prawdopodobnie ląduje też na pizzy. Kawałki nieduże, soczyste, dobrze doprawione. Ale... jest ich drastycznie mało !!! 85% składu to warzywa! Nie, to mi się nie spodobało. Bo: ogórek i pomidor smaczne i świeże, ale kto na litość boską wymyślił, żeby do kebaba pakować kukurydzę z puszki?! I sałata lodowa... Jest warzywem dominującym. Jest jej tyle, że naprawdę przyćmiewa inne smaki, momentami jedzenie robi się po prostu gorzkie. Sosy: pomidorowy (zdecydowanie zbyt łagodny) i czosnkowy (ten w porządku).
Reasumując: gdyby kebab ten kosztował 6 - 7 zł, mógłbym przymknąć oko na małą ilość mięsa. Za 10 zł jednak nie mogę. Tak naprawdę bowiem dostajemy ... kebab dla wegetarian. Nie rozumiem tego - przy tak fantastycznej bułce, gdyby wprowadzili proporcje pół na pół, byłbym stałym klientem. Jednak przy tych, które obowiązują obecnie, już się na kebab nie skuszę. Na hamburgera jednak się wybiorę, w tamtej bułce nie da się upchnąć tylu warzyw (mam nadzieję). Czy warto więc wydać 10 zł na kebab z Pizza Fast? Jeśli chcecie zjeść warzywa w fantastycznej bułce - to tak.  Jeśli natomiast macie ochotę na kebab z mięsem to nie. Apeluję więc do Właścicieli PF - zróbcie to jak należy, a Wasz kebab będzie hitem, bo zaprawdę powiadam Wam - tak dobrej bułki już dawno nie jadłem, aż szkoda byłoby zmarnować taki potencjał!

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...