O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


sobota, 28 lipca 2012

Średnie, a cieszy, czyli Harry Angel zapiekanki na Statoilu je

Na stacjach benzynowych można zjeść różne rzeczy. Hot dogi, zapiekanki, kanapki... Ja na Statoilu jadałem tylko hot dogi, dlatego ucieszyłem się, kiedy Harry podesłał recenzję zapiekanki. Czy warto? Tego dowiecie się z recenzji. Zapraszam do lektury:


Mam ostatnio jakiś ciąg dotyczącyzapiekanek. Możliwe, ze wszelakie kebaby, hot-dogi i „inne” mnie już znudziły, a organizm się automatycznie broni, jednocześnie kierując moje myśli w stronę bardziej tradycyjnych przekąsek.
Tym razem (albo jak to niektórzy mówią „Tą razą”) miałem okazje zawitać na Statoil na ul. Źródłowej. Oczywiście na stacjach, naturalnym wyborem wydają się hot-dogi francuskie, które zazwyczaj są niezłe. Jednak jak zaznaczyłem we wstępie, jakoś ostatnio nie wchodzą mi te standardowe fastfoody, więc mój wybór padł na zapiekankę. Dodatkowo po porażce w „Budzie koło Szpitala”, chciałem zobaczyć czy nie za ostro oceniłem tamtejszy produkt.
Do rzeczy. Wybrałem zapiekankę z salami za 6 PLN (właściwie to 5,99 PLN, ale grosz nikogo nie zbawia). Po złożeniu zamówienia, zapiekanka na moich oczach trafiła z przeszklonej lodówki do… urządzenia. Zakładam, ze jest to piec lub opiekacz, ale ze względu na szybkość z jaką działa, chciałoby się to urządzenie nazwać „szybko-piecem”. Po dwóch minutach oczekiwania, bardzo miła Pani zapytała się mnie jakie sobie życzę sosy. To dość mocna strona stacji marki Statoil, że w ofercie mają dużo różnych i dość smakowitych sosów. Ja zażyczyłem sobie czosnkowy, ponieważ w swoim smaku i konsystencji najbardziej przypomina majonez z wyczuwalną nutą czosnku. Dodatkowo poprosiłem o posypanie zapiekanki prażoną cebulką. Pani spełniła moją prośbę, bez znanego mi z innych miejsc „za cebulkę trzeba zapłacić 50gr więcej”, co szczerze mówiąc mnie uradowało.
No więc po chwili zabiegów upiększających moją zapiekankę do moich rąk trafiło coś takiego:


I zaprawdę powiadam Wam, ze było to dobre.
Idąc od dołu (jak w przypadku wcześniejszej zapiekanki). Pieczywo dobre. W smaku przyzwoite, ale faktycznie gdzieś na finiszu przywodziło na myśl mrożone zapiekanki. Nie wiem czy to przypadkiem nie wytwór mojej wyobraźni, spowodowany wyglądem bułki. Mimo tego faktu, całkiem smaczne i przyjemne. Farsz pieczarkowy również przyjemny w smaku, ja może bym go trochę lepiej przyprawił, ale nie można się do tego przyczepić. Ser przyjemny, roztopiony, ale nie wybijający się jakoś specjalnie smakiem. Powiedziałbym, ze po prostu dobrze się komponował z resztą zapiekanki. Salami, wyczuwalne, ale nienachalne. Sos jak już opisywałem wcześniej to mocna strona Statoil’ów.
Całość została do samego końca chrupiąca i ciepła co również ucieszyło moje podniebienie. Jest jednak pewien minus w tej sielance. Rozmiar owej zapiekanki. Niestety, a głodny byłem poważnie, nie zapchałem się zapiekanką. Pojadłem przyjemnie i zaspokoiłem głód, ale nie czułem tego błogiego stanu nasycenia się. Jestem wręcz w stanie zaryzykować stwierdzenie, ze takie zapiekaneczki to mógłbym zjeść dwie.
Podsumowując powiem, że się nie rozczarowałem, a właściwie byłem mile uradowany tym posiłkiem. Sześć złotych o trzeciej w nocy to niewiele, a można zjeść smacznie, chrupiąco i na ciepło. Jedyne „ale”, to fakt, że mogłoby być więcej.

Autorem tekstu i zdjęcia jest Harry Angel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...