O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 19 sierpnia 2012

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, czyli Agata w Wiecznym Mieście

Dzisiaj pierwsza część kulinarnego przewodnika po Rzymie. Agata z Kuchni bez Kitu (polecamy!!!) opowie Wam, gdzie i co warto w Wiecznym Mieście zjeść. Zapraszam do lektury:


Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. A przynajmniej moje drogi prędzej czy później kończą się w Rzymie. Tak było i w te wakacje. Rzym to takie magiczne miasto, ukochane i znienawidzone jednocześnie. Osobiście nie rozumiem jak można go nie lubić, ale za tymi, którzy nie darzą Wiecznego Miasta miłością bezwarunkową jak ja, stoją poważne argumenty: że brudno, że dużo ludu bliżej nieokreślonego pochodzenia, że brak pracy etc.. Rzeczywiście, kiedy wyjedzie się poza wycyckane centrum, miasto nie przytłacza już majestatem Vittoriano, a życie mieszkańców niezbyt przypomina dolce vita.
Ale! Jam niezrażona, kocham słońce, to moje źródło energii. Ono sprawia, że brud nie kole tak bardzo w oczy, wszechobecny mix kulturowy ciekawi, a znalezienie pracy w warunkach właściwych dzisiejszej Italii stałoby się dla mnie wyzwaniem. A poważniej to..
Włosi narzekają, a przynajmniej ci niestereotypowi Włosi, i na zdrowy rozsądek ciężko im się dziwić. Ponieważ jednak jestem na wakacjach to trudno u mnie o zdrowy rozsądek. Włosi nie zrozumieją, że w tym miejscu, gdzie pomidory są bardziej pomidorowe (umiecie sobie to wyobrazić?), kawa – niczym kobieta – zniewalająca, gorąca i nie pozwalająca zasnąć (z resztą kto by chciał zasypiać w Rzymie? Ja się pytam – PO CO?!), zostawiłam spory kawał serducha dawno temu, a moje kubki smakowe i żołądek cały rok tęsknią za tą krainą wybornym winem płynącą. Aromaty buchające z każdej knajpy, mieszając się w powietrzu drażnią nozdrza i wabią nawet największego niejadka. 



Błąkając się po rzymskich uliczkach już za pierwszym razem zrobiłam listę tzw. MUST EAT, którą sukcesywnie poszerzam. Oto jej początek:

  1. Pizza w kawałkach (Pizza a taglio)

Pizzę zje się dosłownie na każdym rogu, ceny wahają się w granicach
1-2,50 euro/100g. Smaki? Klasyki:
Caprese (pomidory, mozzarella, bazylia),
z szynką i salami, z mięsem, z sałatą.. Godne uwagi: z ziemniakami,
z bakłażanem, z cukinią, ze szpinakiem, z owocami morza – wszystko czego dusza zapragnie.

Moje MUST EAT:
  • Róg Largo Argentina i Via Florida – pizza z cukinią rządzi! (nazwa lokalu
    to po prostu
    Pizza a Taglio) od 1 euro za 100g
  • Pizza Boom, Viale Trastevere 271a-273 (nie tylko pizza, ale jej mają ogromny wybór) od 1,50 za 100g
  • Pizza z niepozornego, ale zawsze pełnego ludzi lokaliku znajdującego się na schodach łączących Piazza Foro Traiano z Via Nazionale, od 1,50 za 100g

  1. Pasta

Makaron to oczywiście podstawa włoskiej kuchni. Spośród dziesiątek sposobów przyrządzania makaronu można wybrać na przykład makarony (rurki, wstążki, pióra, kokardki i miliardy innych!) w stylu:
  • Sugo – podstawowy pomidorowy sos z dodatkiem bazylii
  • Aglio, olio e peperoncino – czosnek, oliwa, papryczka
  • Carbonara – jajka, parmezan, boczek



Moje MUST EAT:
  • Pennette alla vodka w Ristorane Dodo, Via dei Serpenti 87, 9.00 euro

Wybieram tę oryginalną pozycję, bo makaron przygotowany w sposób klasyczny
i naprawdę smaczny podawany jest chyba wszędzie.
Restauracja Dodo specjalizuje się w rybach i owocach morza, ale w karcie posiada także świetną włoską pizzę, makarony oraz inne dania, w tym prawdziwie rzymskie jak krowi ogon w sosie pomidorowym czy zapiekany ser Scamorza z prosciutto crudo (wędzoną szynką). Warte wspomnienia jest także ichniejsze Tiramisu - rozkosz
w gębie za 4 euro.
Jednodaniowy (ja zjadłam połowę porcji, więc są one spore) obiad dla dwojga + deser + butelka Chianti (14 euro), to koszt ok 30-40euro. W lokalu zawsze podane
są aktualne promocje, wymienione świeże propozycje, kuchnia zawsze „domowa”, sympatyczna obsługa.. To wszystko sprawia, że lubię wracać do tej malutkiej, rodzinnej restauracji.



  1. Lody i słodycze

Wcale nie jestem wielbicielką lodów, ale włoskim należy oddawać cześć. Włoskie lody u mnie to nie tylko deser. Dobre na śniadanie, obiad, kolację, a czasem na wszystkie posiłki… Nie wyobrażam sobie także podróży do Włoch bez deserów: wspomnianego już Tiramisu, czy sycylijskich Canolli albo Cassaty.




Moje MUST EAT:
  • LODY Il Gelatone, Via dei Serpenti 28, od 1,50 euro
  • LODY Old Bridge, piazza Risorgimento, Via Bastioni di Michelangelo 5,
    od 1,50 euro
  • LODY Giolitti, Via degli Uffici del Vicario 40, od 2 euro (moje ulubione)
  • CUKIERNIA I dolci di nonna Vincenza, Via Arco del Monte, 98a/98b.
    Tu polecam po prostu wybitne słodycze z migdałów i pistacji, w tym lodowa
    granita, kremy czy ciastka canolli (granita 2,50 euro, canolli – małe 1 euro, duże 2,50 euro, kremy od 4,50 euro)
Niebawem skrobnę więcej, będzie o kawie, o włoskich śniadaniach, o różnicy między pizzą
a pizzą. Tymczasem namawiam na podróż kulinarną po Rzymie, a jeśli ktoś nie może się tam aktualnie wybrać zapraszam na Kuchnię Bez Kitu, gdzie być może znajdziecie różne, nie tylko włoskie inspiracje do swojej kuchni.

Autorką tekstu i zdjęć jest Agata Kuliś prowadząca bloga Kuchnia bez Kitu.


1 komentarz:

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...