O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


poniedziałek, 17 września 2012

Gorzej niż źle, czyli Bar Saigon

Dzięki restauracji XEN wróciła moja miłość do kuchni azjatyckiej. Dlatego kiedy podczas wizyty w Galerii Echo I. zapałała żądzą zjedzenia sajgonek, decyzja o zamówienia jedzenia w Barze Saigon wydawała się oczywista. Pełen optymizmu zamówiłem sobie wołowinę na ostro z trawą cytrynową (13 zł w zestawie z ryżem), a dla I. sajgonki (7,5 zł za 3 sztuki + surówka). Po kilku chwilach odebrałem zamówienie i zasiedliśmy do jedzenia.


Najpierw sajgonki. Trzy sztuki, sos sojowy i surówka. Sajgonki okazały się koszmarne. Suche, mimo namaczania w sosie sojowym smakowały, jak ... kotlet mielony w PRL-owskim barze z okresu, kiedy mięso było na kartki. Dla mnie kompletnie niezjadliwe. I. powalczyła chwilę i dała sobie spokój. Surówki nie próbowałem.


Moja wołowina okazała się nie lepsza. Ryż suchy, bez smaku, nawet polanie go sosem (te pomarańczowe ślady) niewiele pomogło. Pomieszany z wołowiną smakował nieco lepiej. Sama wołowina na ostro z trawą cytrynową okazała się paskami niedoprawionego mięsa, na pewno nie była ostra, a większość warzyw stanowiła kapusta. Twarda trawa cytrynowa bardziej przeszkadzała niż podnosiła jakość dania. Całość mdła, bez smaku i niejadalna. Mniej więcej w połowie poddałem się i wyrzuciłem. Jeśli miałbym znaleźć jakieś plusy to tylko jeden - można się tym najeść (o ile nie zależy Wam na smaku).



Reasumując: było to moje pierwsze spotkanie z Barem Saigon i póki co ostatnie. Na azjatyckie jedzenie chodzić będę raczej do XENa lub przeniesionego na osiedle Sandomierskie baru Hanoi.



3 komentarze:

  1. Zgadzam się w całej rozciągłości, po około trzech próbach zaprzyjaźnienia się z Saigonem poddałem się i więcej nie zamierzam próbować. Podzielam opinię o barze Hanoi, choć od przeprowadzki jeszcze nie byłem. Xen natomiast jest dla mnie równie niestrawny co Saigon. Poza sajgonkami, które dają radę mam nieodparte wrażenie, że wszystko smakuje tam tak samo.
    A zimą od temperatury w środku pęka szkliwo na zębach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w xenie nie jadłem kilka miesięcy, więc niewykluczone, że poszło w dół. W Hanoi po przeprowadzce również nie jadłem. A z Saigonem wystarczyła mi ta jedna próba. :D
    dzięki za komentarz i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Temperatura temperaturą, podobno maja centralne zrobić ale wiem że po jedzeniu w Xenie nie ma niestrawności i smaki są baaaardzo rożne chyba ze się lubi tylko kebaby to wtedy wiadomo. A pewnie dla Hrabicza każdy Azjata wygląda tak samo bo ma ograniczoną zdolność poznawania

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...