O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 4 września 2012

O tym jak wyglądać powinien prawdziwy burger, czyli przygoda z restauracją Gin-Ger

Dzisiaj przedstawiam Wam recenzję autorstwa Daniela T., który opisze swoje spotkanie z hamburgerem w restauracji Gin-Ger Sport Restaurant & Music Bar. Zapraszam do lektury:


Z racji tego, że trochę świata zwiedziłem (a raczej Europy), miałem okazję spróbować różnych wariacji nt. burgerów.  I tak np. w Lizbonie po udaniu się do restauracji serwującej niemalże tylko owe specjały kuchni amerykańskiej, po raz pierwszy chyba przekonałem się jak powinien być podany ten kaloryczny przysmak. Właściwie był to chyba pierwszy burger jakiego dane mi było jeść, bo z litości nie wspomnę o wyrobach sprzedawanych przez lokale typu BK i McD. Niestety jednak, jedząc 3000 km od domu, byłem świadomy, że po powrocie do Kielc coś zbliżonego do tego burgera będę mógł zjeść jedynie we własnym domu. Z radością zauważyłem powstanie na kieleckim rynku lokali serwujących ten rodzaj jedzenia (jak np. opisywany tutaj VooDoo). Zaraz ktoś posądzi mnie o brak refleksu, jednak trochę czasu zeszło mi zanim wybrałem się do jednego z nich, jako że uwielbiam gotować i po wielu nieudanych przygodach z kieleckimi knajpami po prostu sobie odpuściłem.

Dlaczego wybór mój padł akurat na Gin-Ger? Powiedzmy, że to za sprawą uśmiechającego się z akwarium rekinka, który pewnego dnia skusił mnie i moją dziewczynę na podejście do lokalu i zapoznaniu się z menu. Jaka była moja radość, gdy przejrzawszy je znalazłem wiele z moich ulubionych dań kuchni meksykańskiej, lub jak się zwykło mówić Tex-Mex. Ceny również zachęcające, więc powiedzieliśmy sobie – jeszcze tutaj wrócimy!

I tak też się stało, jednak dłużej opiszę tutaj naszą drugą z kolei wyprawę, jako że mogę udokumentować ją zdjęciem.
Mimo trwania meczu i obecności wielu ludzi w lokalu zostaliśmy szybko obsłużeni przez miłą kelnerkę. Moja dziewczyna zdecydowała się na Hot Chicken (cena 20,99 zł/17,99 zł), czyli pikantne kawałki kurczaka z frytkami, a do tego sałatka coleslaw. Mój wybór wydawał się być oczywisty, jako że za pierwszym razem postawiłem na Ginger Beef Burgera (cena regularna 26,99 zł/ 23,99 zł dla studentów, posiadaczy kart lojalnościowych i posiadaczy kart Vive, Korona i Fart), tym razem musiałem postąpić jeszcze bardziej „hardkorowo” i tak też zrobiłem. Double Ginger Beef Burger miał spełnić moje marzenia o burgerze idealnym. Do tego oczywiście frytki i coleslaw. Na przepitkę dla nas obojga po pysznej, świeżo robionej lemoniadzie, aby ugasić diabelskie pragnienie. Wymęczeni pobytem nad wodą zaszaleliśmy i dorzuciliśmy przystawkę – Onion Rings (15,99 zł/13,99 zł), które w smaku były świetne, tak jak i sosy podane razem z nimi, jednak 6 szt. to odrobinę za mało, jak za tę cenę.

Po czasie oczekiwania na tyle długim, żeby wierzyć w świeżość przygotowywanych produktów, ale na tyle krótkim, żeby nie umrzeć z głodu dostaliśmy nasze główne dania. Krótko tylko wspomnę, że dziewczyna była bardzo zadowolona ze swojego wyboru, a także nasycona, gdyż porcja jak na nią była naprawdę spora! Przejdźmy jednak do sedna, czyli do mojego podwójnego burgera, który wywołał ślinotok odkąd tylko wylądował na stole. Lubię przedłużać więc wspomnę najpierw o przepysznym colesławie, chyba najlepszej tego typu sałatce jaką jadłem, do tego frytki – kosmos! 



Dawno w lokalu, ani nawet w domu nie jadłem tak perfekcyjnie wysmażonych, nie ociekających tłuszczem frytów. A co do mojej podwójnej przyjemności… Zdjęcie mówi samo za siebie. Dwa mega soczyste kotlety wołowe w świeżo wypiekanej, chrupiącej bułeczce sezamowej, a do tego pomidor, czerwona cebulka, sałata lodowa, bekon, ser, pikantny majonez i musztarda „kulki”, a więc naprawdę wiele pysznych składników połączonych w nieziemską całość i przebitych szpikulcem (tak na serio był to patyk, dłuższa wykałaczka, ale efekt ten sam). Może jedynym zgrzytem jest tutaj bekon, który mógłby być osobno zgrilowany aby nabrać chrupkości, bo niestety był odrobinę ciągnący. Ale wada, którą wspomniałem była na tyle nieistotna, że w czasie jedzenia nawet na to nie zwróciłem uwagi. Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś tak sytego, a jednocześnie pysznego. Mięso zostało wysmażone idealnie, nie jest ani za suche, ani zbyt rozpadające się, po prostu tip-top!

Po posiłku ledwo daliśmy radę z dziewczyną wstać z miejsc, więc o deserze nie było mowy. O powrocie natomiast mówiliśmy już w trakcie posiłku i tak też zrobiliśmy, parę dni później, jako że pani kelnerka obdarowała nas kuponami zniżkowymi oferującymi bardzo atrakcyjne ceny. Co do cen oryginalnych wcale nie są one takie wysokie, jak na jakość oferowanego jedzenia, ponadto jest możliwość uzyskania zniżek studenckich, i innych, wystarczy tylko przy składaniu zamówienia poinformować kelnerkę o posiadaniu legitymacji, lub karty klubowej Vive lub Korony.
Nie przedłużając napiszę tylko tyle, że Gin-Ger jest zdecydowanie moim (i mojej dziewczyny także) obecnym numerem 1 na kieleckiej mapie restauracji i zawitamy tam z pewnością jeszcze nie raz! Polecam!
Gin-Ger Sport Restaurant & Music Bar mieści się w Galerii Korona, ul. Warszawska 26 Kielce, poziom -1

Autorem recenzji i zdjęcia jest Daniel T.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...