O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


poniedziałek, 29 października 2012

Kierunek Chambery - cz. I Wrocław, czyli Hrabicz w podróży

Dzisiaj z przyjemnością anonsuję pierwszą część recenzji autorstwa Hrabicza. W dzisiejszej podzieli się z Wami wrażeniami z wizyty we wrocławskiej Bierhalle, w następnej przeczytacie o fondue w Chambery i ulicznych kanapkach w Annecy. Zapraszam do lektury:



Z cyklu „omijaj szerokim łukiem”
W tej edycji Ligi Mistrzów los uraczył nas meczem w Chambery, uroczym miasteczku we francuskich Alpach. Tak więc kierunek Francja - ojczyzna wina i śmierdzących serów.
Jako że przed nami droga była okrutnie długa i mecząca, pierwszy postój zaliczyliśmy we Wrocławiu. Za namową autochtona na posiłek wybraliśmy ulokowana przy rynku restaurację „Bierhalle” - lokal podający rzekomo własny browar i serwujący kuchnię zbliżoną do bawarskiej. Po otrzymaniu aperitifu w postaci litrowego piweczka zajęliśmy się studiowaniem karty. Szczerze powiem, że karta (przynajmniej u mnie) spowodowała ślinotok jak u mastiffa. Potem niestety było już tylko gorzej…
Bierhalle to najlepszy przykład jak spierdolić coś co powinno być kulinarnym samograjem. Wrocław- Breslau czy jak tam inaczej zwane, miasto gdzie tysiące turystów przewijają się o każdej porze dnia i nocy, lokalizacja na rynku, nazwa kusząca turystów spod znaku swastyki i co? Kanał.
Po przejrzeniu karty mój wybór padł na „talerz kiełbas” – wiadomo, piwo i kiełbaski lubią się i komponują znakomicie.
Zdjęcie z karty:


Kompetentny kelner uchronił mnie od popełnienia błędu(więcej takich ludzi w gastronomii poproszę). W dużym skrócie powiedział: „chłopie daj sobie spokój, weź sobie kiełbaski norymberskie, które w tym zestawie też są bo reszta to tektura i parówki”.
Zamówiłem co polecił i to było klasyczne „mniejsze zło” Aż się boję wyobrazić to przed czym mnie przestrzegł. Zgodnie z menu miałem dostać : kiełbaski norymberskie podane z kapustą sauerkraut i sosem musztardowym – ok. A jak w rzeczywistości? Kiełbaski tekturowe, zamiast sosu musztardowego musztarda prawdopodobnie z Bierdonki. A sauerkraut? Pychota ale kwaśna jak sto diabłów, mnie smakowała ale ja pasjami uwielbiam kwaśne rzeczy. Podejrzewam, że dla przeciętnego człowieka byłaby to rzecz niezjadliwa.
Wygląd rzeczywisty:


Reszta zamówień towarzystwa nie przedstawiała się lepiej. Sałatka tonęła w biedronkowej musztardzie, zestaw przekąsek był zimny a sery na zimno smakują kiepsko, T-bone stek łykowaty.
Reasumując jedyne co dobre spotkało nas w tym lokalu to piwo, naprawdę wszystkie kolory piwa. A jeśli chodzi o jedzenie to omijajcie z daleka. Ten lokal łączy w sobie wszystkie najgorsze cechy. Jest drogo, niesmacznie a w tle leci bawarskie jodłowanie powodujące rozstrój żołądka po i tak niesmacznych potrawach. Na plus obsługa, która ostrzega klientów przed zamówieniem rzeczy gorszych spośród złych. Jeśli już się czepiamy to jeszcze dorzucę rury wentylacyjne na suficie pasujące do bawarskiego wystroju nieszczególnie.
Za 1300 km widzimy się w Chambery i zjemy coś z tamtejszej kuchni.
Pełne menu i ceny w Bierhalle TUTAJ.

Autorem recenzji i zdjęcia nr 2 jest Hrabicz.
Przypominam o konkursie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...