O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


poniedziałek, 1 października 2012

O śniadaniach kieleckich słów kilka, czyli czy to ma sens?


Chciałem dziś kontynuować recenzje śniadań. Ruszyłem więc w tym celu do Centrum. Na pierwszy ogień poszedł Sphinx (śniadania od 9.00) -  niestety, kielecki otwiera się dopiero od 11.00. Nie chciało mi się godzinę stać i czekać.

Plejada - lokal w Rynku, również reklamujący się, iż ofertę śniadaniową posiada. Godzina 10.30, wchodzę tylko po to, żeby usłyszeć, że kuchnia zaczyna pracę o 11.00. Więc czemu na stronie informują, że śniadania wydają od 10.00 ?!

Bar Ludwik XXI na Staszica. Oferta śniadaniowa za 3,80 zł (!). Tanio jak barszcz. Jednak do wyboru są tylko dwa małe talerzyki - na jednym wędlina plus łyżka sałatki, na drugim ser biały, żółty i łyżka sałatki. Nie tego szukałem.

Blikle na Sienkiewicza. Śniadania są. Ale 16 zł za zestaw z "ekologicznym białym serem" lub 24 zł za zestaw z kiełbaską to raczej drogo, jak za śniadanie. W tej cenie można zjeść obiad.

Nie dziwię się, że McDonald's na Sienkiewicza kosi kasę od rana. To właściwie jedyne miejsce w Centrum, gdzie przed 10.00 rano za nieduże pieniądze można zjeść coś sycącego. Naprawdę żałuję, że nie można w Kielcach znaleźć rano lokalu serwującego np. za 15 - 20 zł bufetu śniadaniowego w stylu "all you can eat".

A co Wy myślicie? Czy taki bufet miałby w Kielcach rację bytu? Korzystalibyście? Jaką maksymalna kwotę gotowi jesteście wydać na śniadanie?

7 komentarzy:

  1. Tego typu lokal "płacisz i jesz ile chcesz" jest ryzykowny. Dlatego też w Polsce robią furorę lokale gastronomiczne, gdzie płaci się tyle ile waży talerz z jedzeniem. Tylko, że to nie ma sensu w przypadku śniadań.

    Ciekawym rozwiązaniem byłby bufet za ok. 15 zł i możliwość przygotowania sobie śniadania wg naszego upodobania. Zestawy takie jak sery, dżemy, szynka, sałatki, pieczywo, jajka to nie zestaw dla nastolatków, więc tacy by nie przesiadywali tam i nie zjadali ton żarcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja własnie o takim bufecie myślę - jak tutaj: http://restaurantica.pl/2012/07/08/o-obrotach-cial-niebieskich/
    jesz ile chcesz, a płacisz osobno za napoje
    Dzięki za komentarz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swego czasu były śniadania w Quicku na Paderewskiego. Jak dla mnie rewelacja, ciepłe śniadanko rano po przyjściu do pracy. Podawali chyba od 9. Nie pamiętam dokładnie co tam dawali, dawno to już było.Jajecznica bodajże była, frankfurterki i jakieś tam jeszcze rzeczy. Niestety dla właściciela ponoć okazało się nieopłacalne, nie ma u nas jeszcze chyba wykształconej kultury jedzenia śniadań na mieście lub prozaicznie ludzie nie mają na to kasy i katują się codziennie kanakami z domu.
    Śniadania w Sphinxie od 11 to jakiś ponury żart ze strony restauracji.

    Jeśli chodzi o mnie to restaurację w stylu tej z Twojego linka Żorż to powitałbym z otwartymi ramionami i przynajmniej 4 razy w tygodniu bym tam jadł. Pod warunkiem lokalizacji w centrum.
    Maksymalna cena? Myślę, że maks absolutny to 15 zł z herbatką a tak optymalnie to w okolicach 10zł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja osobiście śniadań nie jadam, prowadzę raczej nocny tryb życia i rano po kawie raczej głodny nie jestem. Ale gdyby taki bufet (jak w Warszawie chociażby, z sensownie skonstruowanym menu) był w Centrum, pewnie od czasu do czasu bym się skusił. Dziś przekonałem się, że problem z kieleckimi śniadaniami polega na tym, że poza McDonald's, Subwayem i stacjami benzynowymi nie ma praktycznie możliwości zjedzenia śniadania w normalnej cenie (umówmy się - na śniadania w Blikle codziennie może sobie pozwolić bardzo mały odsetek mieszkańców naszego miasta) i w godzinach do tego przewidzianych.
    dzięki za komentarz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie śniadanie to podstawa. Dziwi mnie, że Społemowskie lokale ich nie prowadzą. Nie mieszkam już w Kielcach, ale pamiętam, że w górnej części Sienkiewki (tej bliżej Rynku) Społem miało swój lokal, który wystrojem przypominał schludną restauracyjkę. Tam takie śniadania przyjęłyby się.

    Zobaczcie: plastry sera żółtego, białego, pomidory, plastry szynki, jajka na twardo, bekon, sałatka jarzynowa, na ciepło: frankfurterki, jajecznica i kawa/herbata do wyboru. Za talerz płacimy 15 zł i dobieramy ze stołu co chcemy.

    Do zrobienia myślę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno by się przyjęły. Takie śniadania, o jakich piszesz, serwują jeszcze niektóre hotele, ale raczej dla swoich klientów tylko. A może po prostu taka modę trzeba wykreować, jedna porządna śniadaniownia na wzór warszawskich na przykład?

    dzięki za komentarz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...