O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


sobota, 20 października 2012

O tym jak Niecny Książę jadł fast foody w Norwegii, czyli Burger King w Stavanger

Dzisiaj zapraszam Was na wycieczkę do Stavanger. Antek Stalich vel Niecny Książę Mikesz opowie Wam, czy burgery w norweskim Burger Kingu smakują i wyglądają tak samo jak u nas. Zapraszam do lektury:


Stavanger. Niezwykłe miasto w południowo-zachodniej Norwegii, nad Morzem Połnocnym i Atlantykiem, omywane Golfsztromem, co powoduje, że co prawda nigdy nie ma tam ostrych zim, ale za to zimowe sztormy są bardziej dokuczliwe niż osławione wiatry w kieleckiem… Trzecie co do wielkości miasto w Norwegii, raptem sto tysięcy mieszkańców w centrum, trzysta tysięcy w aglomeracji. Za to 30% dorosłych osób ma wyższe wykształcenie (inżynierowie), a liczba imigrantów przewyższa 10%. Drugim słyszanym w mieście językiem po norweskim jest… polski. Bo Stavanger to nie tylko urocze miasteczko założone w 1125 roku, z zabudową bądź to drewnianą pochodzącą z XVII-XVIII w. bądź to nowoczesną stalą ze szkłem. Jest to przede wszystkim europejska stolica naftowa, taki europejski Kuwejt i ponoć najdroższe miasto świata… Mówi się wieloma językami, a niedobory norweskiej kadry inżynierskiej łatwo wypełniają przybysze ze świata, inżynierowie, ostatnio Polacy. 

W maleńkim centrum Stavanger, rozmieszczonym na wschód, południe oraz zachód od kanału portowego Våget od którego zaczęła się historia miasta, mieszczą się jedynie dwie restauracje amerykańskich sieci: Burger King oraz McDonalds. Cała reszta fast-foodów w centrum są to bowiem kosztowne restauracyjki. W obu amerykańskich restauracjach jest po prostu najtaniej – co ma znaczenie nie tylko w ultra-drogiej Norwegii, ale przede wszystkim w nieziemsko drogim Stavanger.

Torget, Stavanger, Norwegia


Burger King mieści się w najlepszym punkcie miasta, przy Torget, Rynku. Rynek ten to maleńki placyk z jednej strony zamknięty starożytną katedrą, z drugiej dość brzydkim wieżowcem w którym o ile się nie mylę znajduje się polski konsulat, z trzeciej portem, a czwarty bok to początek Skagenkaien, "kei Skagen", ciągu starych acz zadbanych przepięknych drewnianych budynków. Na parterze pierwszego budynku zmieścił się Burger King. Hasła reklamowe głoszą, że jest to nie tylko największy Burger King w Norwegii, ale także najlepsza restauracja sieci w kraju w 2011, starają się o miano najlepszej rodzinnej restauracji miasta, w co jestem skłonny uwierzyć. Bo ruch w lokalu nieustanny, a jeść dają naprawdę dobrze.



Stavanger Burger King


Jak na polskie realia, rozmiary lokalu to śmiech na sali, ale przecież to mały ludnościowo kraj, małe miasto. Niestety, zdjęć z wnętrza będzie mało: kierownik zmiany we wtorek na me pytanie czy mogę sfotografować personel zabronił tego, tłumacząc wytycznymi firmy. No, ale nie na nas Polaków zakazy ;-) W kuchni i za ladą pracuje na każdej zmianie 6-7 osób, robota pali im się w rękach. Najważniejsi pracownicy paradują w smyczach obwieszonych honorowymi znaczkami korporacyjnymi. W personelu znajdziemy ludzi wielu nacji, wystarczy posłuchać… komunikują się ze sobą po angielsku! To także znak międzynarodowego charakteru miasta u wylotu cieśniny Skagerrak.



Foto personelu surowo zakazane ;-)


We wszystkich fast-foodach w Norwegii panuje jedna żelazna zasada: Za jedzenie na miejscu (Eat-In) płaci się o kilka koron więcej niż za jadło na wynos. Dodatkowe korony pokrywają koszty sprzątania. Wszystkie ceny będą wiec podane za jedzenie na miejscu.



Double Whopper Bacon & Cheese


Wtorek rozpocząłem od Double Whoppera, Cheese & Bacon, Onion Rings (krążkami cebulowymi) oraz dodatkowymi chrupkami Chili Cheese (4 szt.) Wyroby te dostaniemy także w Polsce. Trzeba powiedzieć, że w Norwegii zestawy wychodzą ekonomicznie najlepiej – nic tu się nie da oszukać. Sam Double Whopper kosztuje NOK78 (PLN43), Chili Cheese ok. PLN21. Nie pamiętam dokładnie ile wydałem na tę indywidualną kombinację tego wieczora, ale już następnego dnia zrozumiałem iż tylko zestawy się kalkulują. 



Food-porn. Double Whopper Cheese & Bacon.


Wrażenia: W Polsce – mimo iż bardzo lubię wyroby Burger Kinga – miałem zawsze wrażenie, że whoppery, szczególnie te większe były… zbyt soczyste. Sok lał się po dłoniach i to mnie drażniło. W stavangerskim BK whopper był inny. Nadal soczysty, ale idealnie zrównoważony. Nic po dłoniach się nie lało, a burgera wchłonąłem w tempie zastraszającym. Zdecydowanie wiedzą jak to robić ;-) Krążki cebulowe jak wszędzie, ale zafascynowały mnie kuleczki Chili Cheese. W kulce z panierki zapieczony jest żółty ser i papryczka jalapeno! Wspaniałe dopełnienie posiłku, ale uważam, że gdyby były więcej niż cztery pikantne kulki to zaczęłoby być już trochę nudno… więc nie przesadzajmy. 



Chili Cheese & Onion Rings.


Drugi, środowy wieczór była to kulinarna rozkosz. Norweski BK wprowadził nowość – burgery Xtra Long. Tym razem zamówiłem zestaw: Xtra Long Chili Cheese menu (burger, frytki, Cola) oraz 4 szt. Chili Cheese w specjalnej cenie NOK20 (PLN11). Całość kosztowała NOK125 (PLN69) i ten zestaw jest godzien polecenia. Xtra Long Cheese: na dość długiej bułce spoczywają trzy soczyste burgery, te pokryte zapieczonym żółtym serem i papryczkami japaleno. Pikantne, soczyste, niebo w gębie! Reszta jak wszędzie, a o cudownych kuleczkach Chili Cheese już wspominałem. Dodam, że przed wizytą w BK zjadłem w pracy solidny lunch, nie ma więc mowy o wpływie głodu na ocenę jadła.



Xtra Long Chili Cheese.


Trzeci wieczór stał pod znakiem Xtra Long Bacon BBQ. Ten zestaw jest droższy – uzupełniony o 4x Chili Cheese kosztuje NOK132 (PLN73). Powiem tak – dobre, ale z butów nie wyrywa. Niewątpliwie hamburgery są pyszne, ale ani dodany bekon nie poprawia smaku, a sos barbeque jak to sos barbeque jest mdławy. Ma się rozumieć, kuleczki Chili Cheese na deser pomagają, ich pikantność pozostawia wrażenie, że całość posiłku była pyszna.



Xtra Long Bacon BBQ.


Piątek zaczął się kulinarnie koszmarnie. Długi spacer Skagenkaien, statki, mewy, obejrzane z zewnątrz zamknięte Muzeum Norweskiej Ropy Naftowej, ludziska świętujący "piąteczek" i panujące zimno sprawiły iż poczułem się upiornie głodny. W dzielnicy wschodniej, na małym placyku pod adresem Søregata 7 znajduje się jedyny McDonalds w centrum miasta. Werdykt – odradzam. Wziąłem zestaw Viking Menu, podstawą był tam BigMac. Wystarczy powiedzieć, że dławiłem się nim próbując przełknąć, ostatecznie pół burgera wylądowało w koszu z resztą zestawu. Bułka była totalnie sucha, podobnie jak to co znajdowało się w środku, a smak nie przekonywał. Co dziwne, nie mam podobnie złych wrażeń w polskich McD, być może jakość stavangerskich Burger Kingów mnie tak rozbestwiła…



Koszmarny McDonalds.


Uciekłem do Burger Kinga. Tam sympatyczny oliwkocery kierownik na pytanie po ile sztuk podają Chili Cheese z humorem odrzekł: 'Cztery, osiem, dwanaście, szesnaście, dwadzieścia czte.." przy czym w panice poprosiłem o jedynie osiem sztuk, na wynos ;-) Zjadłem z apetytem siedząc na restauracyjnej ławce przed lokalem i obserwując wieczorne życie miasta. Stopiony ser w środeczku  kulek był rozkosznie gorący… A nie dodałem, że w całej Skandynawii niezależnie od fast-foodu mamy nieskrępowany dostęp do ketchupu, soli, pieprzu, serwetek i słomek. Nie to co u nas, żeby o to trzeba było prosić personel…



Ostatnie spojrzenie.


W Norwegii Burger King wymyślił pomysł pod tytułem Whopper Lab. Na stronkach firmy logujemy się, komponujemy dowolnie fikuśny zestaw, podajemy godzinę odbioru, po czym maszerujemy do lokalu do specjalnej kasy priorytetowej i dostajemy z mety wybrany zestaw. Niezły patent! Tam to działa.


Have It Your Way (BK) - o Whopper Lab.

Autorem zdjęć i recenzji jest Antek Stalich.

2 komentarze:

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...