O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 14 października 2012

Pseudo hamburger w podróży czyli dworcowa masakra


Dzisiaj Marika opowie Wam o dworcowych hamburgerach. Zapraszam do lektury:

Oj, dawno nic nie pisałam, trochę się tych recenzji nazbierało..
Ponieważ ostatnio (z wyjątkiem wizyty Żorża w Aslanie) było dosyć słodko, pysznie
i niemal cukierkowo na blogu, dla równowagi zacznę od recki z cyklu Strzeż się tych miejsc.
Ba, UNIKAJ ICH JAK OGNIA, omijaj szerokim łukiem, umrzyj z głodu, ale TAM nie idź!
A zaczęło się od podróży. W pierwszej połowie lipca, dość niespodziewanie i w ostatniej chwili zapadła decyzja, że wyjeżdżamy.
Zatem w dniu wyjazdu, gdzie milion rzeczy do ogarnięcia, w przedostatniej chwili przed odjazdem pociągu, już z żołądkiem przyrośniętym do kręgosłupa,
wpadłam na dworzec PKP. W Hali Głównej jest mini barek, w którym można zjeść m. in. barszczyk, pierogi, placek po węgiersku, itp.Ja natomiast zapytałam Pani sprzedającej, co dostanę najszybciej.
Odpowiedź: Hamburger. Ok.
W zestawie z małą colą bodajże 9zł. Rzeczywiście dostałam go ekspresowo, po czym biegiem udałam się do pociągu.
W trakcie podróży do Wawy miałam dużo czasu na zjedzenie i kontemplację tegoż.
Bardzo się ucieszyłam, gdy zobaczyłam rozmiar hamburgera (naprawdę byłam strasznie głodna), rozmiarem przypominał standardowy kebab. I właściwie tu moja radość się skończyła.
Bułka miała konsystencję gumy i podobny do niej smak. Była sucha, choć ciepła.
W środku zwykły, nijak nie smakujący, cienki kotlet, pomidor, ogórek, cebula, sałata... niby ok.
Ale kto wpadł na pomysł, żeby do hamburgera dodawać marynowaną paprykę i kiszoną kapustę?
W połączeniu z keczupem i musztardą, to naprawdę był okropny pomysł.
Jadłam go prawie przez całą podróż, bardziej z rozsądku, żeby nie zemdleć z głodu.
Po prostu nie mogłam go zmęczyć.
Nie wiem, jak smakują tam inne potrawy, ale hamburger to mega porażka.
No, chyba, że ktoś chce wywołać u siebie odruch wymiotny, to polecam. W innym wypadku lepiej umrzeć z głodu niż to zjeść.
Połowę tego gówna wyrzuciłam do kosza, normalny posiłek zjadłam przed północą, już na miejscu docelowym.
Te kilka dni minęło pięknie i za szybko, pora wracać zatem.
I znów, jedząc obiad nie pomyślałam, że czeka mnie kilkanaście godzin podróży.
Około piątej nad ranem, po wielu perturbacjach docieram na dworzec PKP, tym razem w Radomiu.
Po otrzymaniu informacji, że pociąg do Kielc będzie za godzinę, wyruszyłam na poszukiwanie czegoś do jedzenia.
Na szczęście tuż obok dworca zaczepił mnie zapach fast fooda.
Obok siebie stały dwie identyczne budki z identycznym asortymentem, kebab, hot dog, frytki, normalny fast foodowy standard.
Wybór: hamburger. Może uda się jakoś zatrzeć tamto przykre wspomnienie z dworca w Ck.
Radomski hamburger w tym miejscu w cenniku był w trzech rozmiarach.
Kiedy spytałam Pani jak one wyglądają, ta rozłożyła ręce, zrobiła podkówkę, przewróciła oczami i odpowiedziała:
Nooo... wie pani... yhm... bułka jest większa... (Dokładnie tak to brzmiało)
poprosiłam zatem o średniego. Zapłaciłam 4 złote i po chwili dostałam. Hmm.
Co prawda bułka była większa, ale kotlet i ilość dodatków taka sama jak do małego.
Więc zjadłam połowę suchej, obrzydliwej, być może nawet lekko nieświeżej bułki, po czym dokopałam się do dodatków.
Kotlet standard, kupny, cienki.
Przesadna ilość kapusty pekińskiej, plasterek – słownie – jeden pomidora i ogórka oraz musztarda.
Bezpłciowe, bez smaku, masakra. Zdecydowanie mniejsza niż ta kielecka, jednak nadal masakra.
To przynajmniej zjadłam to całe, ale ani nie nasyciło, ani nie zostawiło uczucia ciepła w żołądku, w ogóle tuż po wyrzuceniu papierka znów czułam się tak, jak przed "jedzeniem". Zatem podsumowując: omijajcie szerokim łukiem hamburgery na dworcach PKP.
W Kielcach w lokalu w środku Hali Głównej, w Radomiu - w budach z fast foodem stojących tuż przy dworcu PKP. To co tam spotkałam nawet nie zasługuje na miano hamburgerów.
Ech, następna recenzja będzie za to smakowicie optymistyczna. Pozdrawiam.

Autorką tekstu jest Marika Nowak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...