O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 16 października 2012

Schabowy jak u babci, ale jakoś dziwnie, czyli Harry testuje Schaboburgera

Pisałem ostatnio o rollerze i ostro wędzonym na Statoilu, pisałem o hamburgerze tamże, zaś Harry Angel opisywał Wam statoilową zapiekankę. Na tym jednak nie koniec, bo Harry poszedł za ciosem i przetestował dla Was Schaboburgera i Panini na tej stacji. Dziś Schaboburger:


Dziwnym, a wręcz nadnaturalnym zbiegiem okoliczności, znowu miałem okazję wieczorową porą zawitać na Statoil na ul. Źródłowej. Miałem w zamiarze kupić tylko coś do picia, jednak bardzo miły Pan za ladą przekonał mnie do nabycia czegoś o nazwie „Schaboburger”. Dobrze czytacie moi mili. Połączenie naszego polskiego schabowego z burgerem. Co bardziej rezolutni domyślili się już, że chodzi ni mniej, ni więcej tylko o bułkę od hamburgera połączoną z naszym swojskim schaboszczakiem. „I za prawdę powiadam wam: Rację macie!”
Jeśli śledzicie ów blog, to wiecie, że nie pierwszy raz testuję fastfoody z tego właśnie przybytku benzyny, alkoholu i szybkich przekąsek. Więc bez dalszych wstępów przystąpię do analizy tego posiłku.

Po zamówieniu Schaboburgera nikt o nic nas się więcej nie pyta (w przeciwieństwie do zamówień na popularne hot-dogi czy zapiekanki). Wszystko znajduje się w jednej paczce, razem z sosami, warzywami etc. Czy to przeszkadza? Właściwie nie. Ile razy można wymyślać zestawienia sosów do hot-doga, czy warzyw do kebaba. Nawet się trochę ucieszyłem. Zamówienie i odbiór, bez zbędnej gadaniny.

Miły Pan zza lady wrzucił bułkę do opiekacza, mięsiwko do pieca i po niespełna dwóch – trzech minutach dostałem kanapkę do konsumpcji. Wielkością w sumie przypomina hamburgera czy cheeseburgera z McDonalda. Jest może nieco większa, ale na pewno rozmiarami nie przypomina hamburgerów z „budki”.


W środku znajdziemy (wspomnianego już wcześniej) schabowego, trochę ogórków konserwowych i (uwaga) pyszną, chrupiącą sałatę, a dodatkowo keczup i dresing. Razem z sezamową bułką tworzą dość miłą kompozycję, w której jednak cały czas dominuje schabowy. No może, jak na moją modłę, keczup jest nieco zbyt wyrazisty, ale tak naprawdę to nie ma do czego się przyczepić. Dodatkowo cała kanapka jest ciepła. Prawdopodobnie to zasługa podgrzanego w piecu mięsa i dobrze zgrillowanej bułki.


I tutaj niestety zaczynają się schody. Schabowy, pomimo, że pyszny i ciepły, po prostu nie nadaje się do takiej przekąski. Nie jest to rodzaj mięsa, który się rozpada w zębach, więc trzeba z nim czasami powalczyć. Raz nie chce się przegryźć innym razem się ciągnie. No jak to schabowy… pyszny pod warunkiem, że ma się do niego nóż i widelec. Kolejnym schodkiem jest cena. Żałuję, że nie mogę w tej recenzji używać mojego prawdziwego głosu żeby podkreślić wagę tego co napiszę. Schaboburger kosztuje 8 ZŁOTYCH!!! Jak na taką przekąskę to zdecydowanie za dużo. Może ujmę to inaczej. 

Kiedy zjadłem tą kanapkę to nawet poczułem się… najedzony. Niepełny, nie nasycony, ale zwyczajnie mój organizm przyjął do wiadomości, że wchłonął cos smacznego i ciepłego. I faktycznie smaczne i ciepłe to było, ale piszę tę recenzję nie dalej jak 20 minut od konsumpcji i powiem szczerze, że to wrażenie już się rozwiało. Właściwie mógłbym iść znowu na Statoil i „wciągnąć” kolejnego.

Podsumowując: jest to danie na mały głodek. Tak jak w przypadku przemieszczania się z punktu A do punktu B i coś nas lekko ssie, ale nie mamy specjalnego pomysłu na co mamy ochotę. Dodatkowo 8 złotych jest ceną zdecydowanie za wysoką. Gdyby Schaboburger był w cenie normalnego hot-doga to powiedziałbym „bierzcie w ciemno”, ale w tej sytuacji powiem „Kto ciekaw niech spróbuje”, ze wskazaniem na „w Kielcach można pojeść taniej i syciej”.

Autorem zdjęć i recenzji jest Harry Angel.  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...