O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


czwartek, 13 grudnia 2012

Niedobry piesek w sałatce i kurczak na cienko, czyli jak pech to pech

Wczoraj pisałem o Kanapce Zbójnickiej w Maku i mówiłem o 3 słabych strzałach. Kanapka była pierwszym, o dwóch następnych opowiem teraz.

Najpierw lekko zniesmaczony zbójnickim jadłem poszedłem do boksu Kebab. Jadłem tam już pitę wołową, która nie do końca mi podeszła. Tym razem postanowiłem spróbować

HOT DOGA

Kosztuje on 4,50 zł, czyli raczej normalnie. Po kilku minutach odebrałem pakunek i poszedłem jeść. Na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, o ile ktoś lubi hot doga z całą masą dodatków:



Ciężko trochę go jeść bez widelca, bo dodatków pani nie żałuje: mamy tutaj dwa sosy, kapustę pekińską, ogórki konserwowe, cebulę i pomidory. Dokonując cudów ekwilibrystyki udało mi się jakoś zewnętrzną warstwę nieco zneutralizować, dzięki czemu dotarłem do tego, co w hot dogu najważniejsze, czyli bułki i parówki.

I tu zaczęły się schody. Bo o ile sosy (remulada i ketchup) były idealnie dobrane, nadawały smak klasycznego fast fooda, warzywa były świeże, a pikle soczyste, o tyle bułka... No cóż. Brutalnie mówiąc porażka na całej linii. Pierwszy kęs OK, była jeszcze miękka, ale momentalnie wystygła i stała się twarda, sucha i niesmaczna. Ale to nie wszystko - popatrzcie na parówkę:


Ten kolor... Nie podejrzewałem, żeby do hot doga za 4,50 zł trafiła parówka z wołowiny. I miałem rację, tyle, że nie przypuszczałem, że dostanie mi się koszmarek w postaci wyschniętego ołówka. Niestety, nie dojadłem. Zostawiłem ptakom. Szkoda, bo hot dog miał potencjał. Gdyby bułka i parówka dorównały dodatkom byłaby to świetna przekąska. I do tego sycąca i tania.

Smutek mnie ogarniał coraz większy, jak po wyborach, kiedy okazało się, że PSL znowu wejdzie do rządu.

Wtedy przypomniałem sobie, że na fan page Street Food Polska doniesiono iż Yassin mocno obniżył loty. Powlokłem się więc na Rynek, mając nadzieję, że może jednak

Kebab w Yassinie

uratuje ten dzień. Ponieważ zjadłem już co nieco, wybrałem promocyjny kebab w cenie 6 zł. Dostałem korzenna herbatkę, gorącą i smaczną i już myślałem, że fatum odeszło. Kebab promocyjny to kebab z kurczaka podawany w cieniutkim cieście, czyli lavas. Mięso trafiło do ciasta i... do mikrofalówki. Hmmmm... Potem surówki, sosy (wybrałem mieszany) i całość po zawinięciu na elektryczny grill do zapieczenia. Odebrałem i wyszedłem.


To nie jest odgryzione. Ciasto przywarło do opiekacza i część została w lokalu :D



Dobra, zagryzam. Gorący. Zagryzam drugi raz. Mięso jest, surówki są, sosy są. Więc co jest nie tak? Wielkości się nie czepiam, bo to kebab "budżetowy", czego oczekiwać za 6 zł?


Już wiem. Smak całości. Niedoprawione to jest! Mięsa też mało, ale może z uwagi na cenę. Nie jadłem tam do tej pory tego promocyjnego kebaba, więc skali porównawczej nie mam.
Na pewno jednak kebaba z kurczakiem tam nie zamówię. O ile "baraninę" mieli dobrą, o tyle kurczak jest dla mnie zdecydowanie za mało doprawiony. W połowie dałem sobie spokój i podkarmiłem gołębie w parku. 

Podsumowując: To nie był dobry dzień do umierania, jak mawiali Indianie. Nie wiem, albo w Kielcach przestaje prowadzącym fast foody zależeć na jakości, albo Warszawa mnie rozbestwiła. Mam nadzieję, że to drugie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...