O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 4 grudnia 2012

Urban Market, czyli kulinarne święto w Warszawie.

O Urban Markecie napisali już chyba wszyscy, pora na mnie. Udaliśmy się z I. na ul. Solec do klubu 1500 m2 Do Wynajęcia, bo: miały tam się pojawić food trucki, a poza tym liczyłem, że będzie okazja zapoznać się w jednym miejscu z ofertą innych punktów gastronomicznych, których nie zdążyłbym odwiedzić podczas tego krótkiego pobytu w Stolicy.

I nie zawiedliśmy się. Co prawda food trucków nie pojawiło się tyle, ile liczyłem, że będzie, ale za to miałem miejsce w brzuszku by skosztować potraw, których autorzy nie prowadzą własnych restauracji.

Na Urban Markecie królowały ciasta. Ja ciast nie jadam, ale I. skusiła się na cytrynową tartę od Wypiek-Ciast. Dałem się namówić i spróbowałem kawałek. Polana wytrawną czekoladą tarta była naprawdę cytrynowa w smaku, orzeźwiająca. Jako, że ciast nie jadam, nie będę się rozpisywał. Powiem tylko, że mi smakowała i zniknęła w momencie, zapomnieliśmy zrobić zdjęcia nawet :)

W głównej sali I. wypatrzyła inną specjalistkę od wyrobów na zamówienie, Agnes Woo. Oprócz całej masy galaretek i konfitur w ofercie były też zupy, w tym soljanka. No to wzięliśmy solidna porcję:




Obok wielkiego gara leżała pokrojona cytryna i gęsta, kwaśna śmietana. Z obu propozycji skorzystaliśmy skwapliwie. Porcja soljanki kosztowała 12 zł. Zupa była gęsta, gorąca i dobrze doprawiona. Nasycała i rozgrzewała.

Wyjadając zupkę kręcilismy się po sali. I. nieomylnie odnalazła swoje przysmaki: sushi i sajgonki :)

Najpierw sajgonki od Słodko-Kwaśna. Długie wałeczki z papieru ryżowego zostały pocięte nożycami na małe, wielkości kciuka kawałki, wrzucone na miseczkę, suróweczka, do tego sosik - wybraliśmy kwaśno-ostry.



Gorące i przepysznie doprawione, smakowały nam jak te z Toan Pho. Wchłonęliśmy jak ZUS składki. Porcja - 10 zł.

Dwie rzeczy zabraliśmy ze sobą do hotelu, bo po pierwsze można je jeść na zimno, po drugie byliśmy już mocno nasyceni.

Ja wybrałem na swoją wieczorna przekąskę kanapkę banh mi z kurczakiem. Robią takie cuda o różnych smakach ludzie, którzy działają pod szyldem Banh Mi i wstawiają swoje kanapki w różnych punktach w Warszawie - możecie te kanapki dostać np. Kinie Praha czy Bubble Tea 7.





Jak piszą na swoim facebookowym profilu: "Banh Mi to tradycyjna wietnamska kanapka, powstała - jak wiele potraw regionu - z wzajemnego przenikania się wpływów francuskich i indochińskich. Stąd charakterystyczne dla kuchni azjatyckiej połączenia wielu smaków, zamknięte w świeżej, europejskiej bagietce.
Banh Mi jest jedną z najpopularniejszych potraw "kuchni ulicznej", podbiła podniebienia mieszkańców wielu zachodnich metropolii, stając się m.in. ulubionym przysmakiem mieszkańców Nowego Jorku."


Jak wspomniałem, mój wybór padł na kanapkę z kurczakiem na ostro w trawie cytrynowej. W świeżej bagietce zamknięto kurczaka przesmażonego z trawą cytrynową, marchewkę, ogórka, cebulkę, ostre marynowane papryczki i mnóstwo świeżej kolendry i zielonej pietruszki. No i ostry wietnamski sos. 

W pierwszych kęsach kanapka jest bardzo orzeźwiająca, świeża. Dopiero po chwili następuje uderzenie ostrości, które towarzyszy nam już do końca. Naprawdę świetna rzecz. Jeśli będziecie mieli okazje - spróbujcie koniecznie. Do wyboru macie 4 różne smaki. 


I., która ma świra na punkcie sushi, wyczaiła stoisko Sushi Wesoła. Za 25 polskich nowych złotych stała się posiadaczką estetycznego pudełeczka, w którym znajdziemy 6 sztuk futomaki z surowym łososiem, 4 sztuki California maki z surimi i awokado i 2 sztuki gunkan z sałatką krabową. Oprócz tego marynowany imbir, wasabi, sos sojowy i pałeczki. Nazywa się to Zestawem Pomarańczowym.



Ja bez sushi mogę żyć, jak zjem raz na pół roku to nie cierpię zbytnio. Ale spróbowałem i polecam - naprawdę dobre sushi. Szczególnie gunkan z sałatką krabową mi smakowały. Warto.

Na Urban Markecie można było także nabyć różne wyroby slow foodowe. Wędliny, miody, soki, ciasta, pieczywo... Nasza pojemność była jednak ograniczona, więc poprzestaliśmy jeszcze na odwiedzeniu stoiska Magazynu Smak, gdzie za jedyne 15 zł nabyliśmy numer 1 Magazynu z dedykacją dla Street Food Polska. Polecamy SMAK Waszej uwadze - świetny magazyn o rozkoszach stołu, doskonałe wywiady, wspaniała szata graficzna... Taki kulinarny Playboy ;)

Jutro zamykamy (na razie) cykl relacji z Warszawy. Zaczęliśmy od zupy pho i tak też kończymy, tym razem relacją z Du-Za Mi-Ha.
Wrócimy do stolicy jeszcze nie raz, bo wiele miejsc do odwiedzenia przed nami :) Po Nowym Roku planujemy także wypad do Krakowa. 

6 komentarzy:

  1. Wszyscy napisali relacje, ale ta mi się najbardziej podoba

    OdpowiedzUsuń
  2. Żorż pamietaj w kraku, Sami AM AM, Pizza Garden, sa też burgery Moa Burger i Love Krove, plus Zazie Bistro bardzo polecam i dobre włoskie w mamma mia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpisane na listę :) Ale dopiero koło połowy stycznia pewnie wpadniemy do Kraka

      Usuń
  3. a i jeszcze spróbuj Coca street food sycylisji na kazimierzu

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...