O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


niedziela, 13 stycznia 2013

Raz jest dobrze, a raz gorzej, czyli dobra marka to nie wszystko

Dzisiaj Marika opowie Wam o swoich przygodach z wyrobami piekarniczymi. Miłego czytania!



Dawno nie byłam w Piekarni Pod Telegrafem. Zazwyczaj, kiedy się tam pojawiam mam ustalony swój zestaw, czyli Trójkąt z salami, Pizza Parmeńska lub Rożek z szynką. Tym razem jednak zapragnęłam odmiany. W przelocie, jak zwykle zawitałam do Piekarni przy ul. Piotrkowskiej, obok Żabki i po szybkim rekonesansie mój wybór padł na zapiekankę z kiełbasą. Zapłaciłam 3.5zł i czekam. Moja zapiekanka trafiła do pieca, po dwóch, może trzech minutach dostałam ją i zaczęłam się przyglądać. 

Jeśli chodzi o zapiekanki, to zdecydowanie wolę jadać je w typowo fast foodowych miejscach, wtedy wiem, że zapiekanka to zapiekanka, a nie pseudo coś, co nawet koło zapiekanki nie stało. Jednak Piekarnia Pod Telegrafem pewną renomę posiada, więc i zapiekanka mnie nie rozczarowała. 

Bagietka była gorąca i chrupiąca, wiem, że to zasługa pieca. Bardzo wyczuwalny był smak czosnku, podejrzewam, że przed nałożeniem składników bagietka została potraktowana masłem czosnkowym z ziołami. I to było dobre. Następnie kiełbasa, czyli zwykła wędlina kanapkowa z gatunku tych tańszych, ale smaczna. I dużo. Dalej był ser i po kawałku ogórka kiszonego i papryki marynowanej. No i Keczup. Ponieważ tamtego dnia aura była dosyć niesprzyjająca, postanowiłam zjeść na miejscu, przy stoliku, więc zapiekanka do końca pozostała ciepła. 

W sumie byłam bardzo mile zaskoczona, choć oczywiście nie ma porównania z zapiekankami np. z Kościuszki, czy z Jaffy. Ale za 3.5zł więcej nie można się spodziewać. To był dobry dzień.
Następny już gorszy...

Podbudowana nowym Telegrafowym odkryciem następnego dnia zawitałam do niedawno otwartej Piekarni przy Sienkiewicza, w lokalu po dawnej Desie. Nie wiem czy to z powodu lokalizacji, a tym samym zapewne sporego ruchu, czy też z powodu wielkości lokalu, ilość produktów wydawała się strasznie mała. Jakby byli przed dostawą i ciągnęli na resztkach.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy - a jakże! - zapiekanki. Z grzybami, z kiełbasą oraz z salami. Ponieważ kiełbaskową jadłam poprzedniego dnia, wybieram tradycyjną: grzyby. Płacę tyle samo co poprzednio, czyli 3.5zł i po kilkunastu sekundach dostaję na tacce zwiniętego na kształt litery S flaka. Warto zaznaczyć, że kiedy weszłam do lokalu trzy panie stały przy kasie plotkując, żadna nie zareagowała na mnie-klientkę przez około minutę. Kiedy już jedna się mną zainteresowała, rozmowa wyglądała tak:
Pani: Dzień dobry co podać?
Ja: Dzień dobry. Zapiekankę z grzybami na ciepło z keczupem.
P.: Z grzybami?
J.: Tak.
P.: Na ciepło?
J.: Taak
P.: Z keczupem?
J.: Taaak. (Nosz kurrr!!!)
P.: 3,5zł i proszę chwilę poczekać.

No i gdy już dostałam tego flaka, to mi się płakać chciało. Oczywiście była to zasługa grzania w mikrofali, ale do jasnej anielki nijak nie dało rady tego złapać, żeby się nie upaćkać keczupem po same uszy! Na flaku nie było śladu czosnkowego posmaku, co może i zrozumiałe w przypadku grzybów, które zresztą były zimne, a ser twardy. Nie ma porównania praktycznie z niczym, a już na pewno nie z zapiekanką. Niby jedna firma, a tak skrajnie różne efekty odgrzewania tej samej przekąski. 

W sumie mikrofala mi absolutnie nie przeszkadza, większość bułek, które kupuję Pod Telegrafem jest właśnie w ten sposób odgrzewana, ale do zapiekanek mikrofala się po prostu nie nadaje. Zmęczyłam to jakoś, a Pani w międzyczasie zaczęła sprzątać stolik, przy którym siedziałam (nie było czasu wcześniej?), następnie skierowałam się do Cube Cafe w celu umycia rąk, bo przetarcie serwetką nic nie dało. 
Nie zraziłam się do Piekarni jako takiej, ale do tej konkretnej i jeśli tam wrócę to na pewno nie po zapiekankę. Nigdy w życiu!

PS. Od napisania tej notki minęło trochę czasu, w którym kilkakrotnie jeszcze odwiedzałam różne punkty PpT i za każdym razem zaobserwowałam taką prawidłowość: zapiekanka z kiełbasą – do pieca, zapiekanka z grzybami – mikrofala. Dzieje się tak w różnych punktach miasta. Jakiś czas po napisaniu tej recenzji znów wylądowałam na zapiekance z kiełbasą, potem – jakby podświadomie – grzyby. Później jeszcze celowo ów eksperyment powtórzyłam, więc teraz wysyłam recenzję bogatszą o tę cenną uwagę. 

Autorką tekstu jest Marika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...