O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 16 stycznia 2013

Kebab kebabowi nierówny, czyli Marika testuje

Dzisiaj kolejny wpis Mariki. Tym razem jej wrażenia z dwóch kieleckich kebabowni. Zapraszam do lektury:

Któregoś dnia, w drodze do pracy minęłam lokal Yassin, opisywany już na tym blogu kilkukrotnie. Zapachniało mi pysznie, więc cofnęłam się i weszłam. Przy stolikach siedziało kilka osób, uśmiechnięty pan z obsługi zapytał w czym może pomóc. Ponieważ byłam tam pierwszy raz, nie chciałam ryzykować, więc zamówiłam promocyjny kebab za 6zł. Wybrałam baraninę i sos mieszany. Duży plus, że klient widzi jak przygotowywane jest jego jedzenie. 

Po kilku minutach dostałam swój pakunek i wyszłam. Po odpakowaniu, wizualnie wyglądało to jak tortilla z Troya lub Saraya, jednak było mniej więcej o 1/3 mniejsze (w końcu za 6zł), jednak równie sycące co tamte. No i nie była to tortilla, ale bardzo cieniutka pita. Gorąca i chrupiąca. nadzienie – mięso i surówki doskonale skomponowane z sosem, ani za dużo, ani za mało. Wszystko zgrane doskonale i duży plus, że pod koniec jedzenia nie rozmiękło i nie przeciekło, jak to się czasem zdarza tortilli. 
W smaku nieporównywalnie pyszne, niby to samo, co w wymienionych lokalach, a zupełnie inaczej podziałało na podniebienie. Nie próbuję nawet stwierdzić, czy było lepsze, po prostu było inne. 

Jakiś czas później promocyjny kebab zmienił cenę z sześciu złotych na pięć i znów, tym razem z koleżanką skusiłyśmy się. Jednak już nie dostałyśmy herbatki w gratisie, pan już nie był tak miły i uśmiechnięty, poza tym, że zanim przyjął od nas zamówienie przez około 5 minut pieczołowicie oddzielał od siebie kolejne kawałki baklavy. Z automatu dostałyśmy kurczaka, padło tylko pytanie o sos i tu bez zmian: mieszany. 

Jednak tym razem wsadu było jakby mniej, pita miała więc luz i rozpadała się w ręce, w smaku też jakieś takie jakby dziwne, ni dobre, ni złe, mdławe zdecydowanie... Szczerze mnie rozczarowało i zniechęciło, zarówno do lokalu, jak i do kebabu (z tym, że do kebabu tylko na jakiś czas). Ja rozumiem, że po promocyjnym kebabie za pięć złotych nie można się spodziewać cudów, ale czy promocji nie robi się po to, aby klienta przyciągnąć? Czy może, jak w przypadku Yassin najpierw przyciągnąć, a potem zniechęcić? 

W każdym razie od tamtego czasu (a był to mniej więcej październik/listopad – tak, tak, wiem,  niezły mam zapłon z pisanie recenzji) już do tego lokalu nie wróciłam.


Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale kto nie ryzykuje ten nie ma.

Jakoś w okolicy około Sylwestrowej przy okazji zamykania pewnych spraw i Starego roku, naszła mnie ochota na coś typu fastfood, ale ochota owa nie była jasno sprecyzowana.
Ponieważ codziennie kilka razy jestem/przechodzę przez Rogatkę, postanowiłam odwiedzić lokal Kebab Nad Silnicą, jakaś podświadoma siła podpowiedziała mi, żeby spróbować właśnie tam. Kiedyś, dawno jadłam tam tortillę, którą oceniłam jako dosyć dobrą. Mniej więcej miesiąc temu weszłam wściekle głodna, ale było już blisko zamknięcia, więc nie było nic oprócz frytek. Poza tym, że uratowały mnie od śmierci głodowej, były bardzo smaczne. Zatem weszłam, tym razem licząc na coś więcej.

Coś mnie podkusiło, żeby zamówić kebab w bułce. Nigdy tego nie robię... no dobrze: Bardzo rzadko. Dlatego byłam pełna obaw, bo moje wspomnienia z bułką kebab są koszmarne. 
Zaznaczę jeszcze, że były to godziny przedpołudniowe, a za ladą stała pani. 

No to poszło. Donner mały, 6.5zł. Bułka do opiekacza, mięso do mikrofali. Po wyjęciu bułki pani zaczęła: najpierw drobno siekana kapusta biała, potem mięso, sos, ogórek świeży, cebula również i pomidor. Znów mięso, sos i pytanie: łagodny, średni czy ostry? Średni. Ok. Z wierzchu posypała mój kebab mieszanką przypraw, były to drobne czerwono-żółte granulki. Później okazało się, że ta właśnie przyprawa jest wyznacznikiem ostrości potrawy.

Wyszłam i po drodze do domu zabrałam się do jedzenia. Przyznam, że cieszyłam się, że wzięłam mały, bo to co poczułam jedząc wzbudziło we mnie zadziwiające uczucia. Mięso było suche i wiórowate. Raczej wołowina, choć może i coś innego. Na pewno nie baranina i na pewno nie drób. Warzywa, jak warzywa, świeże, zimne, normalne. Choć pomidor miał przy sobie skórę chyba z trzech innych plasterków, jakoś to przeżyłam. Sos – zdziwiło mnie, że tylko jeden – biały. Był lodowaty i smakował jak posolona śmietana. Hmmmmm... Za to bardzo zaskoczyła mnie bułka. Świetnie opieczona, ciepła, chrupiąca z wierzchu, miękka w środku, świeżutka z pewnością. No po prostu mniam. Była pyszna. Naprawdę. Długo po zjedzeniu utrzymywał mi się na podniebieniu posmak tej ostrej przyprawy. W sumie byłam rozczarowana i zła, bo nie tego się spodziewałam. Choć wspomnienie bułki jakoś mnie ułagodziło.

Ale...
Kilka dni później wróciłam do Kebabu nad Silnicą i zamówiłam to samo. Być może zadziałała podświadomość. Tym razem było popołudnie i obsługiwał mężczyzna. Z zaskoczeniem dla samej siebie zamówiłam dokładnie to samo: mały donner kebab w bułce (może chodziło mi o smak tej bułki?...). Mniejsza o to. Przygotowanie wyglądało tak samo: bułka, kapusta, mięso, sos, warzywa, kapusta, mięso, sos, przyprawa. Dziękuję, do widzenia.

No i znów w drodze, jem i nie wierzę. Po prostu nie wierzę! Mięso świeżutkie, soczyste, wyśmienicie doprawione, warzywa idealnie się z nim zgrywają, sos doskonale komponuje się z resztą, ostrość odpowiednia. Sos smakuje jak łagodny sos śmietanowy z delikatną nutką czosnku. Ostrości znów nadaje przyprawa. Niby to samo, a zupełne inny smak, inne wrażenia. Nie wiem, czy to zasługa przygotowania przez faceta, czy może czegoś innego... Bułka znów rewelacyjnie idealna, proporcje takie jak trzeba, no miód malina. I ten smak został ze mną dłużej. I taki kebab chcę jadać częściej. I to było ryzyko, jak się okazało opłacalne. Mniam! Na pewno będę tam zaglądać, jeśli tylko za ladą będzie stał pan :)

Autorką tekstu jest Marika N.

4 komentarze:

  1. Yassin niestety zepsuł się, i to dość mocno. Zrobili sobie na początek reklamę dobrymi kebabami, i teraz jadą na niej po najniższej linii oporu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo nie pojadą. Najprostsza droga do zamknięcia. Wszystkie kebaby robią teraz promocje i obniżają ceny, więc za jakiś czas Yassin stanie nad przepaścią, bo kielczanie będą szli do Saraya albo Troya, albo Prosiaczka, albo Istambulu. Te firmy są w CK od dawna, mają ustaloną renomę. Aslan olewał klientów i padł - a przecież był w doskonałym punkcie, obok knajp i rynku. Tutaj też tak będzie jak się nie obudzą, o ile już nie jest za późno. W CK zaczęła się zima - godzina 22 i puste ulice, zamiast walczyć o klientów to Yassin robi wałki. Słaby pomysł.

      Usuń
  2. Ostatnio z powodu ostrego glodu i pobytu w CKMie musialam zjesc cos na szybko i w miare za najnizsza kwote. Mimo iz bylam zniechecona do Yassin, poszlam tam i zamowilam kebab za 6 zl i z sosem ostrym (bo jak zamawialam mieszany to byl bardziej lagodny od lagodnego, wtf?) - nie chcialo sie dupska ruszyc do Saray :P No i powiem Wam, ze z ostrym daje rade - jeszcze, bo pewnie niedlugo i to zepsuja. Ale ten chlebek, czy tam pita, tez jakas taka jak w Twojej recenzji Żorż, urwana w jednym miejscu, a w drugim jakby przedziurawiona (ugryziona?). Tragedia po prostu, ale z ostrym JESZCZE daje rade :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dziura powstała na grillu, nie zwinęli dobrze i wyciekły soki. A jak wyciekły to przywarły i podczas zdejmowania z grilla koleś urwał po prostu kawałek ciasta :) Czyli nie przykładają nawet wagi to tego, jak zwijają. Nie chce im się? To za moment ludziom nie będzie się chciało iść do nich. Czekam tylko, aż wreszcie jakiś kebab odpali dowóz (np. do knajp) i pozamiata na rynku kebabów.

      Usuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...