O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 2 stycznia 2013

Kto się chciał pozbyć świadków?! Czyli zapiekankowy keczup z Wild Bean Café

Harry to człowiek, co na niejednej stacji jadł. Dzisiaj przeczytacie o tym, jak to mu zapiekankę zrobili. Zapraszam do lektury:


Ułożyłem w głowie dość długi i prześmiewczy tekst na temat walorów „Zapiekanki z serem góralskim i boczkiem”, ale zdecydowałem się go wywalić i zaserwować wam garść „suchszych” faktów, z niewielkim wstępem fabularnym. W końcu przychodzicie tutaj żeby dowiedzieć się co zjeść a czego nie.
Wiec do rzeczy. Śniadania dziś, w domu nie było. Żona się nie postarała (może to, dlatego że nie mam żony). Z powodu braku śniadania postanowiłem takowe „wciągnąć po drodze”, a że mijałem właśnie Wild Bean Café (WBC) na BP to postanowiłem się zatrzymać i sprawdzić czy te wszystkie dobre opinie są zasłużone. 
Od początku coś jakby chciało mnie powstrzymać. Miejsca na parkingu nie było, jakiś babsztyl kłócił się z kasjerką, drugi babsztyl wybrzydzał nad kubkami termicznymi. Jak już doszedłem do kasy i zamówiłem zestaw „Zapiekanka z góralskim serem i boczkiem, a do tego kawa”.

Pani mi odpowiedziała, ze te zapiekanki się właśnie skończyły. I to był moment, kiedy miałem już zamiar wyjść. Jednak rezolutna Pani „Bufetowa”, po sekundzie zastanowienia rzuciła „ale mogę zrobić taka zapiekankę”. Ucieszyła mnie ta rezolutność, bo w większości miejsc jak czegoś nie ma to nie ma i już. Po chwili dostałem kawę i… No kawa jak kawa. Ciepła, ale bez fajerwerków. Taki McDonaldowy standard. Po kolejnych kilku minutach dostałem zapiekankę. Jej widok mnie trochę zdziwił, bo wyglądała (hmmm jakby to ująć?) na trochę za bardzo spieczoną. Nieprzypaloną, ale taką, która nieco przekroczyła ten moment idealnego podgrzania.




Sosy, zażyczyłem sobie keczup i majonez. Zapiekanka wizualnie jest większa od tej ze Statoil’u. Bułka jest przyjemnie ciepła i zostaje chrupiąca do samego końca. I to właściwie wszystko, co wiem na temat tej zapiekanki. Dlaczego? Bo reszta to sam smak keczupu. Nie powiem, całkiem smacznego keczupu, ale tłamsi on tak wszystkie inne smaki, że równie dobrze mogłaby być to sama bułka z keczupem. Nawet majonez się gubi. Boczek? Nawet nie wiem czy tam był. W sumie widziałem kawałek, ale smakował jak keczup. Ser góralski (zakładam, że był to jakiś oscypek) też wsmakował jak keczup. Właściwie w pewnym momencie pociągnąłem łyk kawy i ona też zaczęła smakować keczupem. Keczup, keczup, keczup i keczup. Nie wiem czy był to zabieg, który celowo miał coś ukryć czy po prostu trafiłem na partię wyjątkowo aromatycznego keczupu, ale nic poza nim nie było czuć.

Podsumowując:
Zapłaciłem 13PLN za ten zestaw. Dostałem standardową kawę i bułkę z keczupem. Przyznaję, najadłem się, ale nie wiem jak to smakowało ani właściwie, co to było. Nie polecam tej zapiekanki, ale nie dlatego, ze jest niesmaczna, ale dlatego, ze nie wiem jaka jest. Natomiast jeśli macie chęć poczuć smak potraw w WBC to (tymczasowo) odradzam zamawiania ich z keczupem.

1 komentarz:

  1. Bylo sobie troche tego majonezu i ketchupu zdjac,wtedy bys poczul smak.Mysl troche.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...