O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 29 stycznia 2013

lorraine lubi po belgijsku, czyli Frytaski warszawskie

Dzisiaj kolejna recenzja nadesłana. lorraine odwiedziła Frytaski - lokal, który serwuje belgijskie frytki. Mnie nie do końca pasowały serwowane tam fryty, ale czytając recenzję, myślę, że chyba trafiłem na słabszy dzień. Zapraszam więc do czytania:


Mroźnym zimowym popołudniem wybrałyśmy się z siostrą do centrum, spacer nie trwał długo, ale aura swoje robi, trzeba było gdzieś wejść i zjeść coś ciepłego
Zdecydowałyśmy się na frytki we Frytaskach przy ulicy Przeskok 2. Lokal jest maleńki i nie rzuca się w oczy. Frytki dla tego kto się dopatrzy na zdjęciu, gdzie trzeba wejść, żeby zjeść trochę smażonych kartofli ;)


Na szybie od razu zachęcające menu, żeby się człowiek nie musiał motać w środku.


Od razu trzeba przyznać że menu nie kłamie, małą porcją można się najeść. Może jak ktoś jest skrajnie wygłodzony i ma dużą pojemność żołądka, wtedy można zaryzykować duże, w przypadku gdy chce się zjeść przekąskę i ruszyć dalej w mróz, mała porcja wystarcza. No bo też ile można zjeść frytek na jeden raz, zbyt duża porcja jest po prostu nudna.

Lokalik jest mikroskopijny, prócz lady za która Pani smaży frytki jest lada wzdłuż ściany, przy której są trzy miejsca siedzące. Na ścianie jest duże lustro więc można sobie zjeść frytki do lustra ;) Jeśli dobrze pamiętam to gdy było ciepło, wcale nie było opcji wejścia do środka, frytki były podawane z okienka, ale teraz chwała za to udogodnienie. Lecz to nie koniec miłych wiadomości zimową porą, na ladzie stoi termoso-dzbanek z gorąca (i darmową) herbatą, obok są jednorazowe kubeczki, cukier, mieszadełka. Ach, gorąca herbata w mróz, prosta to, lecz wielka przyjemność

Czas może przejść już do właściwego posiłku, mała porcja jak już pisałam jest wystarczająca, frytki dostałyśmy usmażone na świeżo, duże i grube, chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku, nie nazbyt obficie posolone. Nie miałam im nic do zarzucenia i moim zdaniem w niczym nie ustępowały dużo sławniejszym frytkom z Okienka. W praktycznym kubku-trzymaku prezentują się pięknie.


Wielkość kubka fałszuje oczywiście wielkość porcji, frytki są w papierowym rożku tak, że większość kubka jest pusta.
Wielkość porcji starałam się ująć na tym , niestety, niewyraźnym zdjęciu.


Do frytek oczywiście potrzebujemy sosu, wybór jest spory, część opisana jako własnej roboty, część gotowa.
Porcja sosu kosztuje 50 gr (na plus, bo u konkurencji, bliższej i dalszej, kosztuje całą złotówkę), ale jest mała (niby minus, ale z drugiej strony za wspomnianą złotówkę możemy sobie spróbować dwóch sosów, dzięki czemu wybór jest prostszy :). Ja wzięłam tzatziki i porcja mi wystarczyła, siostra poprosiła o salsę i już w połowie porcji frytek musiała dokupić samuraja.

Sos tzatziki bardzo dobry, znakomicie się komponował z frytkami. Niewiele miał wspólnego z oryginałem bo był majonezowo – koperkowy, a nie jogurtowo-czosnkowo-ogórkowy, ale ja lubię frytki z majonezowymi sosami tak że byłam zadowolona.

Salsa jest opisana jako bardzo pikantna, ale tu wielkie rozczarowanie, wcale nie była pikantna, ciężko mi wręcz oddać jak bardzo nie było w niej ostrości. Była pomidorowo-warzywna i dość słodka. Mnie smakowała bardzo, siostrze mniej, bo miała nadzieję na ostry smak. Trzeci, samuraj, opisany jako ostry, był lekko pikantny, nic nie paliło, można jeść sam, ale ostrość była chociaż wyczuwalna, nie jak w przypadku całkiem słodkiej salsy. Również bardzo smaczny, dodam.

Na koniec dobra wiadomość dla prowadzących bardziej nocny tryb życia, we Frytaskach w soboty i niedzielę w godzinach 20-24 są happy hours, duża porcja w cenie małej, także naprawdę można pojeść nim się ruszy w miasto ;)


Autorką recenzji i zdjęć jest lorraine (na życzenie Autorki pisane z małej litery).

17 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu też nawiedziłem ten lokal i miałem zupełnie inne wrażenia:
    Przede wszystkim - frytki! Nie sprzedają tam wcale prawdziwych, podwójnie smażonych frytek, tylko zwykłe, nieco grubiej krojone fryty. W smaku niestety mocno przeciętne, a nawet rozczarowujące.

    Nigdy nie mogę się oprzeć przed próbowaniem nowego, więc wyjadłem tam ze 12 różnych sosów i tu smutne zaskoczenie: bogate opisy nie przekładają się na wrażenia smakowe. Poza pojedynczymi, wszystkie sosy smakują podobnie, po prostu chemicznie. Zagadkę pomogła mi rozwiązać sama Pani z okienka, która pokazała w jakich opakowaniach przywożą jej te sosy - ta sama marka co sosy do hot dogów na stacjach benzynowych.

    Ale żeby nie było tylko polskiego marudzenia, to same frytki świeże, cena bardzo niska no i fajne godziny otwarcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. w żadnym chyba punkcie z belgijskim frytkami w Polsce nie ma prawdziwych podwójnie smażonych frytek z ziemniaków, wszędzie mrożonki niestety, także nie mogę tego traktować jako zarzut, tylko porównuje z konkurencją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkie miejsca w warszawie maja mrozone frytki. slowo belgijskie nie wzielo się z fantazji wlascicieli tych miejsc tylko z odmiany ziemniaka jaka sprzedają w postaci frytek. to ziemniak uprawiany w belgii i Holandii, zolta odmiana. ma więcej skrobii.
      to, ze sa mrozone nie wyklucza belgijskiego smażenia tych frytek. na przeskok we frytaskach sa frytki belgijskiej firmy z belgijskiego ziemniaka i sa smażone na dwa razy tak jak w belgii. to nie ma znaczenia czy sa z ziemniaka dopiero pociętego czy z lodówki, smazy się je dwa razy żeby nadac chrupkość i by frytka nie nasiaknela tłuszczem. jeszcze raz podkreślam- wszystkie wymienione miejsca maja mrozone frytki, ale sa to frytki niedostępne w supermarkecie i usmażone po belgijsku. gdyby miały być jeszcze zrobione na bieżąco z ziemniaka który wlasnie przyjechal z belgii, to musiałby chyba kosztowac 25zl za mala porcje.

      Usuń
    2. ps. ja najbardziej lubie okienko na polnej i frytaski na przeskok

      Usuń
    3. A skoro się tak dobrze orientujesz to zapytam: a jaka frytura? Bo Belgowie słyną ze swoich frytur opartych na tłuszczach zwierzęcych. Orientujesz się może, czy te polskie punkty również wykorzystują fryturę belgijską, czy za to już odpowiadają we własnym zakresie (czytaj: smażą na czym chcą)?

      Usuń
    4. nie mam pojęcia, z tego co mówili (ale nie widziałam opakowania) to jest to tłuszcz roślinny. Belgijskie oryginalnie smazy się na tłuszczu wolowym i na takim tłuszczu jadlam w Chez Fredzie na jana pawła. nie mój gust. jutro podpatrze jak to jest na przeskok i zlotej, będę w okolicy. tez zrobie rozeznanie u znajomych dystrybutorow, jestem z branzy spożywczej (puszki+mrozonki) wiec trochę wiem co, w jakich ilościach i jakie knajpy kupuja :)

      Usuń
    5. Dzięki, ja wole frytki na zwierzęcym, więc Chez Fred wpisuję na listę do odwiedzenia :)

      Usuń
    6. Jestem miłośnikiem frytek belgijskich, samemu będąc w Belgii w muzeum fytem jak również kosztując ich w różnych miejscach tegoż kraju. O frytkach mogę napisać bardzo dużo i widzę, że wielu przedmówców po prostu nie bladego pojęcia o nich. Frytki belgijskie to cała procedura przy ich przygotowywaniu smażona na specjalnym tłuszczu oraz odpowiedniej odmiany ziemniakach. Przymierzam się do otwarcia lokalu gdzie frytki będą robione przez nas samych że sprowadzonych ziemniaków i zaskoczę was, wcale nie będą kosztowały 25 pln tylko znacznie, znacznie mniej!

      Usuń
  3. Nie nazywajmy ich belgijskimi frytkami, gdy nimi nie są, tylko raczej "belgijskimi" frytkami lub po prostu frytkami. Jak kupujesz pierogi ruskie, to oczekujesz farszu twarogowo-ziemniaczanego, a nie że będą z kapustą ale za to naśladujące np. sposób podania pierogów ruskich :)

    O, ale naprawdę jestem bardzo wdzięczny za informację, że te frytki były mrożone! To naprawdę powinno być w recenzji, wiedzmy co jemy.

    Wybierz się następnym razem na frytki na francuskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja z tymi "belgijskimi" i z informacją że frytki są z mrożonek.
      Na pocieszenie dodam iż wczoraj właśnie rozmawiałam ze znajomymi którzy wrócili z wyjazdu do Brukseli i Brugii i frytek belgijskich, z ziemniaków, pojedli. Twierdzą oni ze nasze polskie się bronią i nie ma kolosalnej różnicy między belgijskimi a "belgijskimi" :)

      Usuń
  4. Kiedyś czytałem wywiad z właścicielką takiego punktu, bodaj z Krakowa, i ona mówiła, że te frytki przywożone są z Belgii zamrożone i na miejscu smażone. Przynajmniej w punktach, które dostały "błogosławieństwo" belgijskich firm odpowiadających za ten biznes. Wg tego wywiadu Belgowie przygotowują te fryty z ichniej odmiany ziemniaków, wstępnie podsmażają i zamrażają, pakują i wysyłają do nas. I skłonny byłbym się zgodzić z tym, bo np. w Fabryce Frytek frytki belgijskie smakowały mi dużo bardziej niż we Frytaskach. Inny smak miały też sosy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj przypomniały mi się wakacje w Belgii gdzie za 2 euro dostawało sie kocioł pysznych frytek z jednym z miliarda sosów do wyboru. Były pyszne i rzeczywiście smażyli je dwa razy.
    Zastanawiam się skąd nagle ta moda na beigjskie frytki? Wymysł nienajnowszy, w innych krajach jakoś nie zaobserwoałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce ziemniaki zawsze były czymś, co je się na co dzień. A jak popatrzysz w restauracjach, to frytki zawsze przeważają w zamawianych zestawach. Więc było tylko kwestią czasu, kiedy ktoś pomyśli o belgijskich :)

      Usuń
    2. Coś w tym jest. Szczególnie, że to bardzo tani produkt, a jednak "frytki belgijskie" brzmi dużo bardziej wyrafinowanie niż "frytki" ;p
      Jadłam dzisiaj frytki nie ma takiej siły jak jadłam frytki belgijskie.
      W sumie podobnie jak z tymi wszystkimi kawiarniopiekarenkami, gdzie można kupić sławetną już bułkę tartą za 7 zł, czy kanapkę za 14

      Usuń
  6. bo zmieniak w polsce to tylko ziemniak, teraz to się trochę zmienia, ale widzieliście kilka lat temu, żeby były inne ziemniaki na sałatke, inne do smażenia, etc, żeby były czerwone, słodkie. W Stanach czy u Niemca jak sie idzie do warzywniaka to jest 15 rodzai ziemniaków do wyboru do koloru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zauważam, że coraz więcej lokali serwuje smażone na chrupko w głębokim tłuszczu skórki ziemniaczane podawane potem z różnymi sosami :)

      Usuń
  7. ano sa tez i groole w warszawie, gdzie tylko ziemniaki sa do jedzenia
    http://groole.pl/

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...