O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 5 lutego 2013

Burgermania w American Home, czyli VooDoo po Kuchennych Rewolucjach

Narobiło się. Kielce huczą, komentują, chwalą i tryskają jadem. Magda Gessler przeprowadziła w VooDoo Kuchenne Rewolucje. Bardzo byłem ciekaw efektu. Kilka dni przed otwarciem udało mi się przeniknąć na chwilę do środka (się w końcu jest tym blogerem od recenzji, nie?) i podpytać właścicieli, w którym kierunku pójdą zmiany. Kiedy dowiedziałem się, że burger nie wypadł z menu, ba - będzie ich więcej, poczułem się uspokojony. Ale po otwarciu docierały do mnie różne sygnały - na fan page SFP opinie były zarówno pozytywne (kuchnia), jak i krytyczne (wystrój). A potem Mocny  opublikował bardzo emocjonalną video - recenzję, gdzie zmieszał lokal z błotem, twierdząc, że zmiany kompletnie się nie udały. Postanowiłem sprawdzić więc sam, jak to wygląda. Okazja nadarzyła się w piątek, bo akurat wszystkich członków MadMosquito udało się zebrać w Kielcach, więc postanowiliśmy przy jedzeniu przedyskutować kilka pomysłów na dalszą współpracę.

Umówiliśmy się więc o 21.00 w American Home, bo tak się teraz VooDoo nazywa. Pierwszy zwiastun, że Rewolucje pomogły, to fakt, że stolik trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Faktycznie, lokal pełniusieńki, wszystkie miejsca zajęte. Nie będę skupiał się na tym, co wywołało największe chyba emocje - wystroju. Powiem tak - podczas całej wizyty właściwie w ogóle go nie rejestrowałem. Jest na pewno jaśniej niż było (plus), może kiczowato, może inaczej bym to widział - nie istotne (dla mnie). Mnie interesowała karta menu, a nie kwiatki na ścianach. W każdym razie nowy wystrój krzywdy mi nie zrobił, nie do końca może przypadł mi do gustu, ale to kwestia oswojenia, bo najważniejsze jest jedzenie. Zobaczcie, jak to wygląda np. w Warburgerze - kiosk 4 x 4 m, a kolejki ustawiają się przed otwarciem, bo burgery robią rewelacyjne (a kosztują niemało - 25-31 zł bez frytek). Moim zdaniem wystrój schodzi na dalszy plan, jeśli jedzenie celebruje się w dobrym towarzystwie.

A więc karta. Póki co jest tymczasowa, w sensie, że nie wydrukowana profesjonalnie, jak poprzednia. A w karcie? Miód na me serce i ślinotok: burgery!



Zanim przejdę do opisu tego co zjedliśmy, odniosę się do zarzutów Mocnego, który żąda powrotu Luizjana Cheeseburgera. Otóż można go sobie dokładnie "odtworzyć", wybierając opcję "Twój burger" (22 zł). Na drugiej stronie karty znajdziemy listę dodatków, które do bułki z burgerem możemy dodać. W karcie nie jest to ujęte (a powinno!!! poprawcie to!), ale dopytałem kelnerów i w cenie przysługuje nam 5 dowolnych dodatków z listy, a jeśli ktoś weźmie 6 to też problemu nie będzie:


Do innych zarzutów Mocnego (frytki, kotlet, bułka) odniosę się we właściwej części recenzji poniżej.

A więc burgery. Postanowiliśmy z I. wziąć dwa różne, by wymienić się podczas jedzenia. Ponieważ lokal był pełny, zostaliśmy uprzedzeni, że czas oczekiwania może wynieść do 45 minut, ponieważ burgery robione są na bieżąco, nie przygotowywane wcześniej. Potem padło pytanie o stopień wysmażenia mięsa - poprosiliśmy o średni, by burger zachował tę tkliwą różowość w środku. Po około 40 minutach przyniesiono nasze zamówienie.

Mój wybór padł na

Wild Burgera

czyli burgera z jelenia w cenie 24 zł. Oprócz mięsa znajdziemy w nim wg menu również grzyby leśne, sałatę, pomidora i bekon. Oraz sosy. Zapalniczkę położyłem, żeby pokazać wielkość i grubość nowych frytek.



Zanim przejdę do burgera - kolejna rzecz wywołująca emocje, czyli frytki. W LCh dostawaliśmy klasyczne julienne. Były dobre i było ich więcej. To co dostajemy obecnie to krojone grubo ziemniaki. Wg zaleceń pani Magdy Gessler, która uważa , że frytki mają być tylko dodatkiem do burgerów. W sumie w LCh frytek też było przecież dużo mniej niż w daniach obiadowych. Tak czy siak - frytek jest jednak mniej niż było. Wizualnie wydaje się, że dużo mniej, podczas jedzenia przekonamy się jednak, że "wagowo" różnica nie jest aż tak duża. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest ich mniej o jakieś 30 g. Te które dostajemy obecnie robione są na miejscu i ... są bardzo smaczne, bardziej "domowe".

A burger? Jest inny. Mięsa jest tyle co było, ale kotlet formowany jest inaczej. Poprzednio był bardziej płaski, zapełniał cała powierzchnię bułki, nawet lekko wystając. Teraz jest dwukrotnie wyższy.


Nie ukrywam, że poprzedni sposób formowania burgerów bardziej mi odpowiadał. Nie jadam burgerów sztućcami i chwilę zastanawiałem się "jak to ugryźć". Więc po prostu zgniotłem bułkę od góry. Mimo tego zabiegu, pierwsze kęsy to sama bułka, a to nie bardzo mi pasowało. Dopiero następne gryzy doprowadziły do bliskiego kontaktu moich kubków smakowych z mięsem. Sam burger - bardzo dobry. Mięso soczyste, wysmażone idealnie. Grzyby - spodziewałem się kawałków na mięsie, ale okazało się, że grzyby siekane są razem z mięsem (to te ciemne punkty w kotlecie). Nie są nachalne, od czasu do czasu można je wyczuć, lecz to dziczyzna gra główna rolę. W sumie kanapka bardzo smaczna, jednak zabrakło mi jakiegoś wyrazistego dodatku, który przełamałby nieco smak jelenia. Może tak, jak w Warbugerze, dodać np. karmelizowana z wiśnią cebulkę? Byłoby idealnie.


W połowie wymieniłem się z I., by spróbować

Southwestern Burgera

czyli burgera z awokado i jalapeno. Kosztuje 22 zł, a oprócz wymienionych wcześniej składników wzbogacony został o ser cheddar. 





To było to! Oprócz soczystego, dobrze doprawionego mięsa, dodatki były rewelacyjne. Jalapeno lekko zaostrzało smak, by po chwili ustąpić pola słodyczy awokado. Ketchup Heinza świetnie współgrał z sosem Louissiana, a idealnie wypieczona bułka chrupała miło w ustach. To mój nowy faworyt - ma wszystkie cechy doskonałego burgra. Takich właśnie przełamań zabrakło mi w Wild Burgerze. Naprawdę nie miałem się czego czepić i chętnie zjem Southwestern Burgera jeszcze nie raz. Polecam!

Podsumowując: jeśli chodzi o burgery to AH idzie w bardzo dobrą stronę. Co prawda widzę, że w Kielcach ten sposób podawania budzi kontrowersje, ale dociekliwi poszperają w necie i zobaczą, że w wielu burger barach  taki sposób podawania burgerów jest praktykowany od dawna i nie budzi aż tylu emocji. Ja osobiście uważam, że gdyby spłaszczyć kotleta do poprzedniej grubości, jadłoby się idealnie. Bułka po dawnemu wypiekana na miejscu, rewelacyjna. Co do frytek - mam małą podpowiedź do właścicieli. Może dać klientom wybór? Burger solo i (droższy) burger z frytkami?

Mimo drobnych niedociągnięć wyszliśmy jednak bardzo zadowoleni i najedzeni. Dwa burgery, kieliszek czerwonego wina i 0,5 l Kasztelana - 58 zł. Będę wracał.

P.S. Ceny burgerów wzrosły z powodu zmiany mięsa - dopytałem i dostałem informację, że poprzednio używane mięso zastąpiono karczkiem wołowym, który jest droższy w zakupie. Zmiana jednak wyszła na dobre, bo burger jest smaczniejszy moim zdaniem.

P.P.S. Ja chętnie zobaczyłbym w karcie jeszcze ze dwa burgery (np. BBQ i z ostrym serem pleśniowym).

P.P.P.S. Pizza - w piątek skubnąłem kawałek od znajomych i... masakra, byłem przerażony. Poszedłem jednak jeszcze raz w sobotę z kolegami i pizza smakowała już super, tak jak wcześniej. Czas oczekiwania na potrawy również uległ skróceniu. Czyli wyciągają wnioski - poczekajcie ze skreślaniem tego lokalu, bo parafrazując klasyka "plotki o ich śmierci są zdecydowanie przesadzone".

I już naprawdę na koniec - skoro lokal ma odtwarzać klimat amerykańskiego domu lat 50-ych to przydałaby się muzyka z tego okresu ;)

27 komentarzy:

  1. Nie znam osoby, która byłaby niezadowolona ze smaku mięsa w starej wersji Luisjany więc zmiana mięsa i podniesienie ceny są nieuzasadnione.
    Nie kupuję argumentu, że w Warburgerze jest drożej i gorzej (mniejsza powierzchnia, gorszy wystrój) jako usprawiedliwienie dla zmian w kieleckim lokalu. Różnica cen jest całkiem racjonalna, w końcu w zarobki w stolicy Polski różnią się od tych w stolicy Gór Świętokrzyskich. Nie ma co równać w dół - to że gdzieś przeszło jedzenie na ceratach czy kiczowaty wystrój, nie jest powodem aby obniżać estetykę lokali w Kielcach, choćby to i światowy trend miał być.
    PS. Frytki wyglądają żałośnie a za taką cenę to nie klient powinien zajmować się spłaszczaniem mielonego o kształcie piłki tenisowej tyle że mniejszej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałem, że w Warburgerze jest gorzej. Napisałem, że jeśli burgery są dobre to wystrój nie ma znaczenia.

      Jeśli jako restaurator kupujesz droższe mięso, to nie po to, żeby dopłacać do potrawy.

      Ceny - widziałeś ile kosztuje burger w Gin Ger? 19 zł zwykły i nikt nie narzeka, w Yummie 20 zł, a możesz przeczytać moją recenzję, co dostajesz za te pieniądze. Moim zdaniem trzymanie ceny 16 zł za LCh i tak długo im się udawało. Ja wolę zapłacić 20 zł za dobrego burgera z 200 g mięsa i mniejszą ilością frytek niż 20 zł za małego z kopą frytek.

      Kształt kotleta również mi się nie podoba, wygodniej jadło się poprzednią wersję.

      Usuń
    2. Już wyjaśniam, "gorzej" (w porownaniu z dawnym VD) odczytalem z tego, że to kiosk 4x4, że można oswoić się - tylko z czym, z tandetą? nie wymagam niczego od wystroju gdy wchodze do lokalu z bułką za 5 zł ale tu chyba wyższe progi miały być a przynajmniej były wcześniej. Fajną babeczkę ze ściany i ciekawy pomysł z namalowaną kuchnią zajechano jakąś obleśną paszczą i ceratami.
      Chwila, argument za zmianą ceny był taki, że podniesiono jakość mięsa, tak? A moje pytanie brzmiało: komu nie wystarczała poprzednia wesja burgera? Restaurator nie miał powodów by kupować droższe mięso.
      Poprzedni burger z kopą frytek, nie dość że był tańszy, to na pewno NIE BYŁ MNIEJSZY, z resztą, obejrzyj własny film http://youtu.be/VvmAhbIoxXg
      Jedyny plus zmian to maksymalne obłożenie stolików. Bo jest szał lecz to raczej zjawisko krótkotrwałe.
      Jakbyś poszedł na koncert ZZTop a zagrałby zespół Pod Budą to też można się doszukiwać plusów i mówić że Sikorowski też ma brodę, tyle że mniejszą i w sumie fajnie gra... tylko po co?
      Dla mnie najlepszą pointą jest motto Twego bloga: KARM DOBRZE LUB GIŃ :)
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Co do wystroju - nie kłócę się. Na pewno lepiej wyglądałoby, gdyby ceraty zastąpić obrusami w kratkę. Mnie wystrój po prostu nie przeszkadza, bo zwracam na niego uwagę w pierwszej chwili, a potem zajmuję się jedzeniem :) Pewnie gdyby knajpa nazywała się Le Roi albo Royal House to bym się obśmiał z takiego wystroju, ale tak naprawdę nie zwracałbym na niego większej uwagi, jeśli jedzenie by mi smakowało.

      Nie umiem robić zdjęć, a komórką szczególnie, ale upieram się, że wagowo kotlet jest taki sam. Optycznie wydaje się mniejszy, ale nasyca tak samo. Zresztą przy okazji zapytam właścicieli, ale moim zdaniem te 200 g (?) zostało, po prostu inaczej je uformowano.

      "komu nie wystarczała poprzednia wesja burgera? Restaurator nie miał powodów by kupować droższe mięso." - Tego nie wiem, ale zakładam, że taki był wymóg tej Rewolucji.

      Być może po powrocie pani Gessler, na dokręcenie drugiej części programu, będą jakieś negocjacje, gdzie właściciele przedstawią opinie klientów i np. kotlet wróci do poprzedniej formy (jak pisałem - mnie też jadło się go wygodniej).

      Dzięki za konstruktywne uwagi - pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Witam, jestem właścicielem restauracji którą tak bardzo krytykujesz. Jeżeli uważasz, że dążenie do doskonałości jest błędem to może będziemy robili hamburgery z gotowej mielonki. Podniesiemy gramaturę obniżymy cenę i wtedy będziesz szczęśliwy. Piszesz "komu nie wystarczała poprzednia wesja burgera" odpowiadam, tym którzy do nas nie przychodzili, myśle również,że Ty tez często u nas nie bywłeś bo zdjęcia które są w gazetach są ze starego wystoju już dobre poł roku nie ma malowidła na ścianie. Jeżeli wydaje Ci się, że zaprosiliśmy Rewolucje, bo mieliśmy taki kaprys, to się mylisz. Do lokalu dokładaliśmy przez rok, więc pytam gdzie byli ci wszyscy fani naszego "starego" menu, którzy teraz rozpisują się na forach o rewelacyjnym jedzeniu w VOODOO. Uważam, że jakość naszych dań zawsze była wysoka, nic nie mrozimy i nie mroziliśmy (oprócz frytek i krewetek), używamy tylko świeżych produktów, nie stosowaliśmy żadnych mieszanek przypraw, staraliśmy się i dalej staramy, aby wszyscy nasi Goście byli zadowoleni. Nie spodziewaliśmy się tak dużego ruchu dlatego rzeczywiście czas oczekiwania na dania był dość długi. Teraz jest już lepiej. Niestety nasza restauracja nigdy nie będzie wydawała potraw w 10 minut bo mimo, że sprzedajemy również hamburgery to nie jasteśmy fast foodem. Bułki pieczemy sami, mięso mielimym, a wysokość hamburgerów, która pozwala na wybór stopnia wysmażenia powoduje, że well piecze się 15 minut. Musimy zadać sobie pytanie szybko czy dobrze ?
      Frytki ? Poprzednio koncernowe mrożone 140 g teraz robione na miejscu 110 g. Ilość czy jakość ? Twoje motto powinno brzmieć DAWAJ DUŻO LUB GIŃ !
      Jeżeli masz ochotę na dalszą dyskusję to zapraszam do lokalu. Zawsze jest ktoś z właścicieli otwarty na komentarze dlatego dziwię się, że nie potrafiłeś wypowiedzieć swojej opini twarzą w twarz tylko rozpisujesz się anonimowo po forach.
      Pozdrawiam
      Kamil Stawski

      Usuń
    5. Witam, ten blog nie ma powiadamiania, że ktoś odpisał dlatego dopiero teraz odpowiadam. Byłem w voodoo co najmniej 10 razy w ciągu 6 m-cy i z chęcią TAM wracałem.
      podpisałem się: Brulionman - podpiąłem link do swojego bloga gdzie jest podany kontakt i nie pisuję na forach, widać inni klienci też wyrażają swoje niezadowolenie, z resztą najlepiej widać to było kilka dni temu - w RoyBenie był jeden stolik wolny a u Was jeden zajęty...
      Kierunek w którym obecnie zmierza lokal to równia pochyła ale to moja opinia, Wy macie prawo robić co chcecie i są tego efekty - ostatnio do porcji dostałem 3 (słownie: trzy - te er zet igrek) frytki i do tych 3 frytek musiałem zapłacić 2 zł za ketchup! dla mnie jest to kpina z klienta i koniec dyskusji z mojej strony,
      pozdrawiam i czekam na powrót do dawnej jakości lokalu.

      Usuń
    6. Polecam swoją wypowiedź (w chwili obecnej jest ostatnia) z pewnością ją Państwo znajdziecie - życzę wytrwałości i powodzenia...

      Usuń
  2. Coś mi tu śmierdzi sponsorowanym artykułem, mam nadzieję ze to nie prawda:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będę pisał artykuły sponsorowane, to będzie to zaznaczone na początku.

      Usuń
  3. Napiszę tak, mam chociaż spokój, nie muszę kombinować jak by tu zawitać do Kielc żeby zjeść burgera.
    Cena warszawska, absurdalny sposób formowania mięsa(chyba tylko to głupie babsko oderwane od rzeczywistości mogło wymyślić coś takiego) i cerata w róże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci powiem - nie wierz na słowo, spróbuj ;)

      Usuń
  4. Witam

    Musze powiedziec ze obejrzalem 2 odcinki z yt i jestem zawiedziony. Chyba zapomnieli Panstwo o prawdziwej formule programu.

    Widzimy ze na poczatku prowadza Panowie mila rozmowe z wlascicielem, potem jecie produkty ktore specjalnie dla was przygotowali.

    Chyba nie powinno tak byc.

    Wszystko moim zdaniem powinno byc zrobione spontanicznie i z zaskoczenia. Przyjscie do lokalu bez zapowiedzi, zamowienie czegos bez przedstawienia sie ze krecicie program i zjedzenie.

    Wszystko co robicie smierdzi lansowaniem wybranych lokalow, jeszcze wizyta zapowiedziana to po prostu jedzenie musi byc dobre.

    Ktos kto przychodzi z ulicy nie bedzie faworyzowany, nie napije sie herbatki z wlascicielem milo rozmawiajac nad geneza powstania lokalu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka była prawdziwa formuła programu? Z tego co pamiętam obiecałem Big Boyowi, że pokażę mu kilka fajnych lokali. Oczywiście, że promujemy lokale - dobre lokale, w których jedliśmy wcześniej i wiemy, że możemy pokazać je z czystym sumieniem, jako miejsca, gdzie mozna smacznie zjeść. Taki tez opis wisi pod ostatnim filmem: "Pokazujemy miejsca, gdzie już jedliśmy i możemy z czystym sumieniem polecić taki lokal. Gdzie oprócz dobrego jedzenia spotkacie pełnych pasji ludzi, całkowicie oddanych temu, co robią."
      Te filmy maja być przewodnikiem po dobrych, sprawdzonych miejscach.
      Rozmowy z właścicielami zaś mają na celu jedno: chcemy przekazać informacje, których najczęściej nie ma w menu czy opisach na stronie.

      Usuń
  5. mogli sobie darowac te frytki, nie chodzi o to jak smakuja itd... ale jak to wyglada :o dac komus porcje 7 slownie SIEDMIU frytek to troche kpina bez wzgledu na to czy sa wlasnej roboty czy nie, w takim zestawieniu 7 frytek wyglada smiesznie i zalosnie, je sie rowniez oczami a taki zestaw na oko ocenilbym bardzo mizernie (dodajac do ogolnej oceny wysokosc burgera :O matko na niebie...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W karcie niby już nie pisze, że burger podawany jest z frytkami. Dlatego napisałem, że może lepszą opcją byłoby zaznaczyć: burger jest solo, a za dopłatą (np. 4 zł) podajemy z frytkami

      Usuń
  6. Dzisiaj byłam w American Home, bardzo mi smakowało :) Menu wygląda już inaczej (podane są składniki)Oraz jest propozycja 3 mniejszych burgerów (American, Wild i Southwestern) za 28zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem, tym razem zamiast burgerów wziąłem zupę chili, pałki z kurczaka i pizzę. Wyszedłem zadowolony, choć upieram się, że powinni jeszcze ze dwa burgery wprowadzić ;)

      Usuń
  7. Witam. Przereklamowana jest American Home, żadna rewelacja. Pisze tak ponieważ 7 kwietnia mieliśmy z małżonką rocznicę ślubu, żona wpadła na pomysł że pójdziemy na obiadek do American Home.Jedna wielka porażka- długie oczekiwanie na zamówienie,prawie bym zasnął przy stoliku.Zamówienie źle zrealizowane- kawę którą zamówiłem wraz z ciastem po obiedzie podano przed obiadem.Cały czar naszego obiadu w rocznicę ślubu prysł.Wyszliśmy z żoną bardzo rozczarowani, nie polecamy American Home.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie byłem w American Home ani we wcześniejszym Voodoo, ale jeśli klienci oczekują, że właściciele lokalu będą do tego dopłacać (a tak wg opinii właściciela było), to nie ma się nimi co przejmować. Pasożyt, nie klient.
    Słabo mi się robi jak widzę opluwanie ludzi, którzy chcą się rozwijać. Właścicielom życzę wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja powiem tak: przeraża mnie polska zawiść. Nieważne jak pani Gessler wygląda, nieważne jest czy jest kucharzem z wykształcenia czy też nie. Ważne jest to, że kuchnia to jej pasja i nie chce, żeby ludzie jedli gówno z mrożonek i spleśniałe na przykład. Promuje też polską kuchnię, tradycje lokalne a co za tym idzie, promuje również polskie regiony. Na Boga, czy to źle, że na świecie zobaczą, że tu i tu jest przepięknie i podają polską golonkę, czy lepiej, jak podają pizzę i nikt na świecie o nas nie wie? Czy nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że oprócz pomocy lokalowi, pomaga ona również okolicznym lokalnym producentom, lokalnym hotelom i promuje ten region turystycznie????
    Druga sprawa to to, że Polacy sami nie wiedzą, czego chcą: narzekają, że jedzą stare, że czuć nieświeży olej i mrożonki i dlatego nie chodzą do restauracji. Potem po wizycie pani Gessler narzekają.... ŻE SIĘ DŁUGO CZEKA. Na Boga, no jak coś ma być świeże, dobre i uczciwe i z 5 minut jak z mrożonki-gotowca?????
    Polecam więc Polakom, żeby zanim wybiorą się do restauracji zastanowili się, czego oczekują??? Jeśli szybkości - McDonald przed Wami, jeśli jakości - taka restaruacja. Pan z żoną na rocznicy zirytował mnie tu chyba najbardziej pisząc o długim czasie oczekiwania na potrawy, który wpłynął na to, że jego rocznica była zepsuta... Pan powinien w rocznicę pić wino, patrzeć żonie w oczy i wspominać jak się poznaliście, jakie fajne były wasze wspólne lata - wtedy nawet by pan nie zauważył upływającego czasu oczekiwania... Nie dodam, że pan nie był w stanie nawet ocenić jedzenia bo zadławił się pan typowo polską zawiścią - dokopać zamiast pochwalić - już na całym świecie mówią o nas, że jesteśmy pracowici owszem, ale na co dzień ponurzy, rozkręcamy się po alkoholu i jesteśmy zawistni i zazdrośni....
    PS. Żorż - podoba mi się wpis, dokładny, uczciwy i solidny. Wantsky : brawo !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. PS: Ciekawe, że nagle według opinii negatywnych licząc, właściciele powinni być krezusami przed RK bo przecież tylu "stałych" bywalców się teraz wypowiada, jak to wcześniej było lepiej.... Jakby tak bywali tak jak piszą, właściciele nie musieliby rok dokładać do interesu, ani prosić o pomoc pani Gessler.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gigi i Wantsky - co mogę napisać. W 100% się zgadzam. Zapraszam jednocześnie na nową stronę, ten blog będzie wkrótce zamknięty. Wszystkie posty z niego przeniosłem już na nowy adres streetfoodpolska.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Żorż: już jestem tam :P witam również na google+ :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Chetnie wybrałabym się na takiego burgera :)

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...