O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 27 lutego 2013

Friterie - najlepsze frytki w Warszawie

Dzisiaj recenzja nadesłana przez lorraine. Zachęcona moją rekomendacją wybrała się do nowego lokalu na Hożej w Warszawie, Fiterie. Ja miałem okazję pokosztować tych frytek podczas kręcenia dla Dzień Dobry TVN materiału o fast foodach (emisja w czwartek  we wtorek 5 marca) i podzielam jej zachwyt. Żeby już nie przedłużać powiem tylko, że wybiorę się tam na pewno jeszcze raz, hamburgery które robili wyglądały cudnie :) Zapraszam do czytania:


Napiszę to od razu, żeby wszystko było jasne – najlepsze frytki w moim życiu ;)
No dobrze, nie jadłam jeszcze frytek we wszystkich warszawskich lokalach, ale naprawdę nie spodziewam się żeby te mogło coś przebić.
Tyle tytułem wstępu.

O Friterie dowiedziałam się przy okazji filmiku, jaki Żorż nagrał ze śniadaniowym TVN. Jak tylko dowiedziałam się, frytki są robione z ziemniaków, a nie z mrożonek, uczciwie dwa razy smażone i to na wołowym tłuszczu, lokal ten natychmiast wskoczył na sam szczyt mojej listy street foodu do zjedzenia i opisania.

Lokal mieści się przy Hożej, blisko Marszałkowskiej, lokalizacja bardzo wygodna.
Już z zewnątrz wygląda zachęcająco.


Zdecydowałyśmy się standardowo na dwie porcje małych frytek (6 zł każda) i dwa sosy (1 zł sztuka).


Porcja mała oczywiście mała nie jest, jak dla mnie w sam raz żeby się najeść (a nie przejeść ) i myślę że udało mi się oddać na zdjęciu jak bardzo apetycznie się prezentowała.


O samych frytkach nie wiem po prostu co napisać, frytkowa doskonałość. Bardzo grube, bardzo miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz, zdecydowanie różniące się w smaku od mrożonek, jakby bogatsze, bardziej ziemniaczane.
Pamiętam, że pisałam o Frytaskach, że nie mam im nic do zarzucenia, teraz już mam. Są dobre, ale na tle mrożonej konkurencji. Z tymi z Friterie nie mogą się równać.

Wybór sosów nie jest powalający, jednak zróżnicowany, jak pamiętam jakieś 7 czy 8 pozycji plus ketchup i majonez.
Sosy robione na miejscu, bowiem jak zapytałam o lazur dowiedziałam się od przemiłego pana sprzedającego że go nie ma, ale mogą zrobić, bo robi się szybko i co to za kłopot.
Ja poprosiłam więc o lazur a siostra moja, wierna frytkowa towarzyszka, o sos pesto.
No i teraz znów, sos pesto okazał się najlepszym sosem do frytek jaki jadłam. Pachnący, złożony, intrygujący. Musiałam, po prostu musiałam, zapytać z czego jest zrobiony. Przemiły pan (pisałam już o tym? Trudno. Pan był tak uroczy, że zasługuje to na powtórzenie :D) opowiedział mi o składnikach i mam nadzieję że wszystko zapamiętałam.
Majonez, bazylia, dużo pesto rosso, orzeszki, suszone pomidory , skórka i sok z cytryny. Moim zdaniem już opis brzmi wspaniale i naprawdę ten sos jest pyszny.

Sos lazur mimo iż zrobiony na zamówienie - piszę to z żalem - był najsłabszym punktem programu. Po prostu kompletnie w smaku nie było czuć niebieskiego sera pleśniowego (a zakładam zasugerowana nazwą, iż w tym sosie powinien się znaleźć. Tak sobie teraz myślę że trzeba było chyba przy wyjściu upewnić się w kwestii tego sera, ale na miejscu niestety nie przyszło mi to do głowy ). Sos był biały, łagodny, słodkawy. No dobrze, nie był zły czy niesmaczny, całą porcję zjadłam, ale to nie było to czego się spodziewałam i smaku sera mi brakowało.

Kończąc temat frytek, nie wiem ile razu powtórzyłyśmy po wyjściu jakie to było dobre i jak bardzo musimy się wkrótce wybrać ponownie.

Przy czym powodem są nie tylko frytki, bowiem we Friterie są także (i nie tylko) burgery i wnioskuję już na podstawie rozmowy z panem, że będą znakomite. Wysokiej jakości wołowina, ciekawe dodatki. Póki co w menu jest jedna pozycja o prostej nazwie – hamburger, a dodatków jest dużo i jak zrozumiałam można sobie stworzyć burgera na zamówienie. W najbliższym czasie burgerowe menu ma się rozwinąć na poszczególne pozycje. Nie wiem czy wybiorę się przed tą zmianą czy już po niej, ale że się wybiorę to pewne.
Żałuję tylko że nie dam rady za jednym razem zjeść frytek i burgera i będę musiała wybrać :D

Autorką zdjęć i tekstu jest lorraine.


1 komentarz:

  1. Cholernie subiektywna sprawa. Specjalnie poszedłem w piątek spróbować i muszę powiedzieć, że miejsce oceniam niżej od Frytasków, bo:
    1. Same frytki są BARDZO podobne.
    2. Sos andaluzyjski jest absolutną podróbą i nie ma nic z prawdziwym wspólnego (we Frytaskach też ściema, ale lepsza niż tutaj).
    3. Frytaski mają wyciąg smrodu spalonego tłuszczu. Nie lubię iść i jeść, więc dla mnie ma to znaczenie.
    Sos pesto faktycznie przepyszny, spróbowałem dzięki rekomendacji.
    Mimo minusów jest to mocne miejsce na top liście frytkowni warszawskich. Dla każdego coś dobrego, dobrze jest się pięknie różnić w ocenie ;)

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...