O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


czwartek, 7 lutego 2013

lorraine Tłusty Czwartek świętuje, czyli pączki od Blikle

Dziś krótko, ale na temat. Nasza warszawska korespondentka,  lorraine, wybrała się do najsłynniejszej w Polsce cukierni, by specjalnie dla Was przetestować pączki. W końcu dziś Tłusty Czwartek, więc pączków zjecie pewnie mnóstwo. A czy warto kupić te najbardziej znane? Tego dowiecie się z poniższej recenzji.


Z okazji Tłustego Czwartku postanowiłam zmierzyć się z klasyką gatunku, czyli pączkiem od Bliklego. Pączki te znane są chyba głównie z tego, że są znane ;) i z powodu ceny, obecnie 3,20 zł za sztukę.
Pączek na pierwszy rzut oka prezentuje się apetycznie, papilotka to dobry pomysł.



Wrażenie psuje nieco fakt, że nasz bohater wzrostu jest nikczemnego. Jest to prócz tego, iż najdroższy pączek jakiego jadłam to również na pewno jeden z najmniejszych.



Teraz po kolei rozbierając pączka na części pierwsze.
Ciasto, w sumie miękkie i smaczne, ale niczym niewyróżniające się. Pączek testowy niestety ewidentnie nie był dopiero co usmażony, na pewno odebrało mu to część uroku. Nie mogę wykluczyć, że gdybym trafiła na pączka świeżutkiego moja ocena byłaby inna.
Na cieście lukier w dużej ilości, dość mocno perfumowany. Skórki pomarańczowej na naszym egzemplarzu nie było dużo, szkoda, bo ja skórkę na pączku bardzo lubię.
Nadzienie. Czytałam kiedyś wywiad z właścicielem, który utrzymuje że w pączkach od Bliklego jest „konfitura z róży”. Brzmi pięknie i dumnie? Tylko brzmi. W środku bowiem znajdziemy tanią i pospolitą marmoladę wieloowocową o zapachu różanym. Marmolada wstrzyknięta była po usmażeniu pączka, widać na spodzie dziurkę po tym zabiegu.

Całość oczywiście da się zjeść, w smaku dominuje lukier i marmolada, dla mnie połączenie było zbyt słodkie.
W takim razie czy warto stać w tych wielkich kolejkach w Tłusty Czwartek i płacić 3,20 zł za sztukę? Moja odpowiedź nie może brzmieć inaczej niż – nie.
Są to przyzwoite pączki, w żadnym razie wybitne, nie wyróżniające się niczym specjalnym, ich sława w tej chwili opiera się na tradycji, nie na jakości. Szkoda.

Autorką zdjęć i recenzji jest lorraine.

4 komentarze:

  1. Po pączki do Bilkle poszłam raz. Pierwszy i ostatni. Być może jest to w pewien sposób powiązane z faktem, że moja średnia konsumpcja pączków oscyluje w granicach sztuki na rok. No ale jak już idę po tą sztukę, to wolę pójść Pod Telegraf czy innej dowolnie wybranej piekarni/sklepu;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może głupio to zabrzmi, ale wydałem dziś za sześć pączków sześć złotych. Nie spodziewałem się niczego wybitnego, ale nie powiem - nie jestem jakoś zawiedziony. Ciasto mogłoby być lepsze. W zasadzie, jeżeli miało coś wspólnego z drożdżami, podejrzewam, że ciasto to nie miało czasu poleżeć w cieple. Nie oszukujmy się jednak, z całą pewnością jest tak w większości przypadków. Post bardzo fajny, wyrazy współczucia tylko, że koleżanka z Wa-wy dała się nabić w butelkę, bo nie oszukujmy się - raczej nie było warto z tego co przeczytałem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez przesady z tą butelką, w końcu pokosztowałam tradycji, a tradycja rzecz bezcenna ;)
    A tak serio, to tylko żałuję że nie dostałam świeższych, jestem przekonana że wtedy cała recenzja miałaby inny wydźwięk :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam lat 73. Dawno, dawno temu gdy jeździłem z Wrocławia do Warszawy, zawsze przywoziłem małe pączki Bliklego. Różniej można je było nabyć we Wrocławiu w gmachu opery. Takich pysznych i urodziwych pączków nigdzie indziej nie jadłem ani w Polsce, ani w Niemczech, Norwegii...Teraqz mieszkam na prowincji i próbuję je samemu odtworzyć. Najwięcej kłopotu sprawia lukier na nitkę ucierany plus skórka pomarańczowa i szprycowanie...za Boga nie wychodzi! Szpryca się zatyka lub nagle erupcja zalewa pączek i producenta, a jego zalewa krew!

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...