O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


wtorek, 12 marca 2013

Extravaganzza, Piquante czy Texas BBQ, czyli lorraine testuje Domino's Pizza

Dzisiaj zapraszam do recenzji pizzy z jednej z największych sieci fast food na świecie - Domino's. Testowała ją lorraine, a ja jak będę w Warszawie na pewno lokal tej pizzerii odwiedzę. Zapraszam do lektury:


Choć oboje z narzeczonym pizzę bardzo lubimy, zamawiamy ją nader rzadko, właściwym byłoby nawet użycie słowo nigdy. Od kiedy mam kamień do pieczenia pizzy, przerzuciłam się na pieczenie w domu.
Coś się jednak musiało stać skoro jednak zdecydowaliśmy się na zamówienie w pizzerii i to dwukrotne. Tym czymś była ulotka sieci Domino’s informująca o promocji 50 % na każdy rodzaj, na miejscu i z dowozem. Promocja była ograniczona czasowo (jeden tydzień) i lokalowo. Każdorazowo w takiej promocji biorą udział dwa lokale wśród 14 należących do sieci.

Za pierwszym razem zdecydowaliśmy się na dużą pizzę, z najdroższego przedziału cenowego, przewidzianą wg ulotki dla 3-4 osób. Koszt wyniósł 22,45 zł zamiast 44,9 zł, co jest kwotą bardzo przyjemną.
Wybraliśmy połowę Extravaganzzy i połowę Texas BBQ.


Pierwsze zaskoczenie to rozmiar, taka wielkość dla 3-4 osób? Za 45 zł bez promocji? Kpina i śmiech na sali, jest to co najwyżej rozmiar średni, średnica jakieś 33-34 cm (co będzie widoczne przy zdjęciu drugiej pizzy).
Na szczęście w oczy również rzuca się naprawdę duża ilość rozmaitych składników.

Extravaganzza to „wykwintna pizza z cieniutko pokrojoną kiełbasą pepperoni, doskonałą szynką, cebulą, papryką, pieczarkami, wieprzowiną, wołowiną, czarnymi oliwkami oraz dodatkowym oryginalnym serem mozzarella”. Uff, dużo składników do przepisania.


Na zbliżeniu widać, że składników istotnie nie poskąpiono. Kłopot był jedynie z wołowiną/wieprzowiną, bo przy takich małych kawałeczkach ciężko określić czy choć kawałek wołowiny się pojawił czy była to sama wieprzowina, oraz pieczarkami - tych nie stwierdzono w ogóle. Reszta w porządku, w dużej ilości (czarnych oliwek jak dla mnie nawet zbyt dużo), świeża.
Brzegi nieduże i naprawdę dobre, miękkie i puszyste. Ja rzadko kiedy jem brzegi (nawet przy pizzy domowej dzielę się brzegami z potrzebującymi – tj. moimi nienasyconymi pieskami), te jednak zjadłam z przyjemnością sama. W tym miejscu od razu napiszę o dipie, bo to się ściśle łączy.

Przy składaniu zamówienia nikt się nie zapytał czy życzę sobie jakiś sos, ulotka nic o tym nie wspomina, nie wiedziałam więc czy w ogóle jakiś dostaniemy. Jednak dostaliśmy, sprytnie wmontowany w opakowanie. Do pizzy średnio nam smakował, był trochę majonezowy, kwaskowy, ziołowo-czosnkowy, nie komponował się. Jednak skojarzenie zaraz nadeszło, będzie znakomity do brzegów. Dopiero przy drugiej pizzy odkryliśmy, iż do tego właśnie jest rekomendowany, nawet na opakowaniu jest ta informacja


Fajny pomysł z dipem do brzegów, pasuje doskonale a sama pizza sosu nie wymaga, jest odpowiednio wilgotna i ma bogaty smak, tyle rozmaitych składników swoje robi.

Texas BBQ to pizza „ z sosem barbecue, wędzonym boczkiem, soczystymi kawałkami pieczonego kurczaka, świeża cebulą i papryką”.


Wyraźnie czuć zmianę sosu, posmak barbecue jest mocny, komponuje się z wędzonym boczkiem. Przy tej pizzy pretensje miałabym do tzw. soczystych kawałków pieczonego kurczaka, nie smakowały one bowiem świeżo. Były suche i za sprawą przypraw nasuwały silne skojarzenie z kurczakiem w kebabie. Cebula i papryka obecne, smaczne.

Ciasto było dość miękkie, pieczone w jakiejś formie z dziurkami, bo na dole pizzy wyczuwalne były wypustki a nie gładka powierzchnia. Zdradzało skłonność do przeciekania, trzeba było brać kawałek ostrożnie dwoma rękami bo inaczej środek pizzy zostałby w kartonie . Ja jednak wolę jak pizza jest bardziej wilgotna, także tu nie czepiam się.

Podsumowując obie połówki: Texas BBQ był interesujący za sprawą sosu i boczku, jednak bardziej smakowała nam klasyczna Extravaganzza.

Przyznam, że jeśli chodzi o mnie to przygoda z pizzą na wynos (choć udana) by się na tym zakończyła, jednak narzeczony stanowczo domagał się powtórki, póki trwa promocja, toteż zaskoczona uległam (zawsze to przy garach stać nie trzeba ).

Za drugim razem powtórzyliśmy Extravaganzzę i dobraliśmy do niej Piquante (ta sama cena) „z sosem barbeque, doskonałą szynką, cieniutko pokrojoną kiełbasą pepperoni, wołowiną, soczystymi kawałkami kurczaka, oryginalnymi owocami Peppadew z Południowej Afryki.



Pora była późniejsza, może kucharz mniej staranny, w każdym razie składniki były znacznie bardziej pobałaganione. Pieczarki powinny być na Extravaganzie (i tym razem były) ale były również na Piquante. Kurczak powinien być tylko na Piquante, był jednak na obu połówkach i wcale nie był smaczniejszy niż za pierwszym razem. Narzeczony mi każe właśnie napisać, że wcale nie był taki zły, tylko ja jestem uprzedzona do kurczaka na pizzy, cóż , może to i prawda.



Najbardziej przy tej pizzy byliśmy oczywiście ciekawi tajemniczych owoców Peppadew. Zgadujemy, że to te czerwone elementy, dobrze widoczne na zdjęciu. Niestety nie mamy porównania jak te owoce powinny smakować. Czerwone elementy były lekko słodkawe ale bardziej jednak ostre, niebezpiecznie przypominały chilli w słodko-kwaśnej zalewie (z tych mniej pikantnych). Reszta składników w porządku, choć znów nie ma jasności, wołowina to była, czy (tańsza) wieprzowina jednak.
W tej pizzy ciasto było sztywniejsze od spodu, lepiej utrzymywało składniki, miejscami nawet było chrupkie.
W starciu dwóch połówek wygrywa Piquante, głównie tą przyjemną ostrością .

Na koniec kwestia najważniejsza: brać czy nie brać.
W cenie promocyjnej warto wziąć na próbę ponieważ za nieco więcej niż 20 zł dostajemy smaczny posiłek, to bogactwo składników naprawdę robi wrażenie. Jest ich dużo nie tylko w masie, każdego z osobna jest sporo i bronią się jakością. Do tego smaczne ciasto. Naprawdę dobrze wydane pieniądze.

Kontrowersyjna jest wielkość; ja się swoją połówką najadłam, narzeczony z chęcią zjadłby kawałek albo i dwa więcej, trochę mu odstąpiłam swojej ale niewiele to pomogło.
Dla dwóch kobiet istnieje szansa, że taka pizza wystarczy, dla dwóch głodnych mężczyzn rekomenduje od razu dwie sztuki. O 4 osobach litościwie nie wspomnę. Ceny bez promocji nie uzasadnia moim zdaniem nic, jest absurdalna i nie tłumaczy jej jakość bo to po prostu za mało jedzenia za tę kwotę.
Także polować na promocję, kupować i zjadać ze smakiem.

Autorką wpisu i zdjęć jest lorraine.

6 komentarzy:

  1. Problem z kurczakiem w pizzy jest głównie taki, że jeżeli nie zatopią go w głębokim serze to zazwyczaj jest suchy i dotyczy to większości lokali i sieciówek, poza tym sieciówki wg mnie zazwyczaj do kurczaka mają złą manierę nadużywania przypraw kebabowych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to tam, gdzie podają też kebab głównie. Chociaż coraz więcej pizzerii ma pizzę z kurczakiem a la kebab - no cóż, wszak kebab nasze danie narodowe :)

      Usuń
  2. Ja w Dominos cenię ultraszybką dostawę. Dojeżdżają do mnie w mniej niż pół godziny. Lubię Pizza Trackera, dzięki któremu można się dowiedzieć co dzieje się z zamówieniem. Płatność kartą przez internet też jest super rozwiązaniem.
    Co do pizzy - moja ulubiona to Prowansalska na grubym cieście. Creme fraiche robi na niej swoją robotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, nie miałem okazji tam jeść jeszcze, ale jak będę w Warszawie to się wybiorę.

      Usuń
  3. Co do kebaba to śmiało można powiedzieć specjalność kielecka, a mnie się marzy lokal dobra zupa (nie mylić z tą z torebek czy kubków gorących) z domowymi zupami, sam jestem gorącym fanem pysznych domowych sycących zup np gulaszowa, chili con carne (u mnie meksykańska), cebulowa z cebulą w trzech sposobach (na maśle i oliwie, w panierce mącznej i krążki w cieście ziołowym siekane na dość drobno) czy tez innych żurków z kiszonego zakwasu naturalnie. I jestem coraz bardziej na TAK jeżeli chodzi o taką gastronomię, choć kłóci się to z drugim zamysłem "365 sposobów na pierogi" gdzie można by zjeść gotowane, smażone lub pieczone w przeróznych smakach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrą chili zjesz w American Home. Cebulową też mają, ale nie jadłem.

      Usuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...