O nas

Nadejszła wiekopomna chwila. Po 2 latach na blogspocie przechodzimy na własną domenę. Ten blog zostanie wkrótce zamknięty. Nie będzie już aktualizacji. Koniec. Od teraz zapraszam na


środa, 20 marca 2013

lorraine frytki z Okienka zjada

Dzisiaj lorraine zaprasza Was na frytki do Okienka. Nie przedłużając zapraszam i ja:


Frytki z Okienka były pierwszymi frytkami belgijskimi, jakie miałam okazję jeść, tak się również złożyło ,że jadłam je najwięcej razy (zanim konkurencyjne budki, okienka, lokaliki zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu).
Na początku byłam zachwycona zarówno frytkami jak i sosami do nich podawanymi. Niewykluczone, iż trwałabym dalej w tym oczarowaniu, ale trafiłam do Friterie , gdzie frytki są nie z mrożonki, a z ziemniaka, dwa razy smażone i to na wołowym tłuszczu i już nie potrafię być obiektywna w stosunku do innych frytek.
Bowiem, niestety, frytki z Okienka nie mogą się z nimi równać.

Okienko wygląda z zewnątrz ciekawie, przez swą okienkową formę, zimą jest pod nim pustawo, jednak dziś już (wiosna!) młodzież siedziała w okolicy na pustych skrzynkach i zajadała fryty, latem są leżaki i już w ogóle jest lans jak się patrzy.

(na zdjęciu młodzieży celowo nie ujęłam, a nuż młodzież nie życzy sobie upubliczniania w internecie?)



Obsługa jest młoda i mocno wyluzowana, konwenanse, sztuczne uśmiechy nie są w ich stylu.
Na frytki dziś musieliśmy chwilkę zaczekać bo akurat się smażyły i po odbiór zostaliśmy zawołani wdzięcznym „mały młynaaaarski” (ja dziecko socjalizmu o czym już pisałam, więc skojarzenie z barem mlecznym „ruskie raaaaz” było natychmiastowe).
Uczciwie muszę przyznać, iż mała porcja frytek (5 zł) jest chyba największa w porównaniu do małych porcji, jakie ostatnio jadłam.



Frytki są oczywiście są jak najbardziej poprawne, duże, idealnie usmażone.
Chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku. Dziś nawet miałam wrażenie, że są nawet aż nadto miękkie w środku, jakby zbyt puszyste, a za mało ziemniaczane. Ze współzjadaczem godnie stwierdziliśmy, iż mają za mało wyrazu żeby je zjeść same, sos (a najlepiej dużo sosu) jest absolutnie nieodzowny. Na szczęście co jak co, ale sosy w Okienku są znakomite, chyba wszystkie jakie jadłam do tej pory.
Dziś zdecydowaliśmy się na sos młynarski (1 zł) - wg opisu „słodkie tajskie chilli nieostre”. Na bazie majonezu, lekko słodki, z bardzo ciekawą nutą orientalną, nie był ostry, ale ta pikantność chilli jednak była odrobinę wyczuwalna, po prostu pyszny. Myślę, że jeden ze smaczniejszych jakie miałam okazję jeść w Okienku. Tak pisząc z głowy mogę jeszcze polecić lazurowy (wyraźnie wyczuwalny niebieski ser pleśniowy), tzatziki, fistaszkowy (rozcieńczone masło orzechowe jak na mój gust ale zaskakująco dobrze się komponowało), zielone curry (pyszny). Sosów jest w ogóle dużo do wyboru, do tego się zmieniają, aktualne propozycje są często wypisane na ich profilu na fb, można się wybrać na swój ulubiony.
W kwestii sosów będę uczciwa – Okienko wygrywa z konkurencją.

Ja sobie w pełni zdaję sprawę z tego, że Okienko w tej chwili jest najmodniejszym chyba miejscem frytkowym i ma duże grono zagorzałych fanów, było nawet w finałowej trójce Warszawskiej Pyzy (konkurs dla street foodu przy okazji Knajpy Roku gazety CJG).
Mnie się jednak prędko okazja by tam wrócić nie nadarzy. Frytki jak frytki, belgijski standard mrożonkowy, sosy pyszne, ale poszukam perełek także gdzie indziej, do tego specyficzny hipsterski sznyt. Nie moje to klimaty po prostu.

Autorką wpisu i zdjęć jest lorraine.

1 komentarz:

  1. Faktycznie Friterie miażdży Okienko, potwierdzam. W Okienku byłem w lato, kiedy było bardzo gorąco i przyznam, że trochę niepokoiły mnie te wszystkie sosy powystawiane w temperaturze pokojowej (która tego dnia wynosiła 35 stopni). Chyba wolę jednak te miejsca, gdzie sosy są w chłodni.

    OdpowiedzUsuń

Czytaj także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...